czwartek, 23 stycznia 2014

Baśń tysiąca malin i jednej czekolady, czyli arabskie perfumy


Dobrze jest mieć mieć takiego św. Mikołaja, który mieszka w Krakowie i słucha naszych próśb :3
Mój spełnił ostatnio moje małe marzenie - o arabskich perfumach w olejku... 


Mikołaj był na tyle wtajemniczony, że wiedział na jakich zapachach oko zawiesiłam i jakie mnie zaintrygowały.

Zacznijmy jednak tę historię trochę wcześniej, cofnijmy się o kilka miesięcy. Część tej opowieści opisała już Arsenic - bo jak to zwykle bywa, od niej wszelkie "dziwactwa" wchodzą na moją listę potrzeby posiadania. Gdy przyjechała do mnie na Igraszki Kosmetyczne i szykowałyśmy się do wyjścia, wyciągnęła jakąś dziwną metalową fiolkę, po czym się nią tu i urodzie wysmarowała. Wcześniej też już widziałam jakąś zajawkę u niej na blogu, ale patrzyłam na nią jednym okiem, a wypuszczałam drugim.

Dlaczego w ten sposób zareagowałam na takie dziwy? W pierwszym odruchu wzbudziły moje podejrzenia. Dla mnie "perfumy" + "olejek" + "roll on" + "arabskie" skojarzyły się automatycznie... z tandetą. Tak, tak, nie będę tego ukrywać, bo być może i u Was taka myśl przychodzi do głowy. Jakiś Egipt/Tunezja, dziwne stragany, gdzie znajomi kupują nam tandetne pamiątki kosmetyczne. W koszmarnie dusząco-wykręcających zapachach, których i tak nigdy nie użyjemy, ale uśmiechamy się, żeby nikogo nie urazić. Arsenic i ja mamy zupełnie odmienne nosy. Dlatego stwierdziłam: "Ta to znowu znalazła jakiś przedziwny wynalazek". 

Moja wrodzona kunowata ciekawość kazała mi wetknąć nos w tę jej buteleczkę. Wącham, wącham... I zdziwko. Jakże bardzo myliłam się z tą "tandetą". To pachniało NORMALNIE. Jak perfumy, ale takie ładne. Takie które może nie są moimi ulubionymi, ale to NORMALNY zapach. Wtedy zrozumiałam, że skoro ona to ma, ona to poleca, to ja to chcę.
 
Cool story bro.


Cała ta historia sprowadza się do tego, że pojawiły się one u mnie. Dostałam je tuż przed nowym rokiem i od razu przeszłam do radosnego machania, smarowania i wąchania.

Jeśli jeszcze nie znacie mojego nosa to powiem Wam, że on lubi słodkie. Moimi ulubionymi perfumami sklepowymi są Flowerbomb Viktora&Rolfa, Cat Deluxe Naomi Campbell, The Fame Lady Gagi. Nie gardzę jednak perfumami o zapachu Wanilii albo Maliny z Yves Rocher. Dużo słodkiego, dużo owocowego.
 
W asortymencie sklepu YASMEEN, który specjalizuje się w perfumach arabskich, znajdziemy całą masę zapachów - nawet takie słodko-pierdzące. Ja z opisów zdecydowałam się na dwa: Choco Musk oraz Tooty Musk, oba marki Al-Rehab.


Perfumy te (jak już wspomniałam) są w olejkach. Nie zawierają w sobie alkoholu, co daje nam ogromne pole do popisu latem. YASMEEN mówi nam, że "Wystarczy rozprowadzić niewielką ilość perfum w okolicach nadgarstków, dekoltu, szyi, uszu i cieszyć się egzotycznym i oryginalnym aromatem". Gdzieś doczytałam się, że warto te perfumy również dozować sobie na górę stóp, aby ten zapach unosił się ku górze do naszych nosów - po raz kolejny: welcome to lato & japonki.
 
Kilka słów o moich zapachach:
 
"Choco Musk jest dla wielbicielek czekolady: świeżo uprażone ziarna kakaowca miażdżone na pył, wymieszane z dopiero co przeciętą laską wanilii i doprawione białym piżmem. Zapach jest subtelny, ciepły, niczym rozgrzane słońcem plantacje kakao. Pomimo obecności nut „jadalnych” nie nabiera takiego charakteru a to dzięki obecności piżma: jest puszysty, miękki, otulający. I rozpieszcza niczym najlepsza czekolada". - NUTY: kakao, wanilia, białe piżmo
Prawda to co piszą, prawda... Ten zapach czekolady jest cudowny. Nie perfidnie czekoladowy, nie tandetny. Przyjemny i ciepły, bardzo relaksujący. Jeśli macie gorszy dzień to ten zapach zmieni go tak, jak potrafi zmienić tabliczka czekolady. To kocyk z kubkiem gorącego napoju w płynnej, zapachowej formie. Skromnie powiem, że to mój ulubieniec.

"Tooty Musk to musująca malina. Całą kompozycję rządzi ten owoc, ubrany w ledwie wyczuwalną woń piwonii i delikatnej róży. Malina musuje na sposób woni z nutami metalicznymi, dając przy tym „mineralny” efekt. Zapach bardzo letni, noszalny, delikatny i owocowy. Dla wielbicielek aromatów słodkich, lecz nie w sposób cukrowo-miodowy". - NUTY: owoc maliny, róża, piwonia, piżmo
Wibrujący w nosie zapach. Owocowy, malinowy i świeży. Wydaje mi się być mocniejszy niż Choco Musk. Nie ma w nim takiej słodyczy. Ba! Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jest lekko "ostry", jak na zapach maliny. Prawdopodobnie to z powodu dodatku kwiatów nut.
 

Uwielbiam ich formę podania. Małe buteleczki z roll-onem, idealne do torebki albo kosmetyczki, aby zawsze mieć swój ulubiony zapach pod ręką. Nic się z nich nie rozlewa, szkło jest bardzo solidne. Ja smaruję się nimi za uchem, na szyi po tętnicach, na dekolcie między piersiami i na nadgarstkach.
 
Pewnie zastanawiacie się, jak to z tymi zapachami jest - z ich trwałością, z ich "mocą". Jest to zupełnie inna bajka, niż tradycyjne perfumy. Zapach się nie rozwija. Zawsze jest taki sam, więc nie ma ryzyka, że po godzinie zmieni się w jakieś byle co. Dodatkowo można je ze sobą mieszać - przynajmniej ja tak robię.
 
Wyobraźcie sobie bańkę. Bańkę pięknego zapachu w którym jesteście. Aromat czasem zahacza o Wasz nos. Jeśli czujecie potrzebę powąchać go bardziej to sięgacie do nadgarstków. Perfumy pracują mocniej, gdy jest Wam gorąco, wypuszczając kolejną falę zapachu. Ubrania, które się z nim zetkną też "zarażą się" i będą roznosić aromat - nie będą przy tym miały plam, oczywiście.
 
Tak żyjecie sobie, w swoim małym zamkniętym świecie, który ma dawać przyjemność Wam, a nie wszystkim dookoła. Aż komuś pozwolicie wejść do swojej bańki. Ten ktoś Was przytuli, będzie przy Was leżał, będzie bardzo blisko. Wtedy poczuje zapach, którym pachniecie tylko Wy. I nie skojarzy go z nikim innym, bo niewiele osób korzysta z takich olejków. Będzie kojarzył go tylko z Wami i z Waszą bliskością.
 
Taki to jest zapach. Tak działają te perfumy. Taka to magia.
 
Ja pewnie, przy przypływie jakiejś "zbędnej" gotówki, zamówię sobie jakieś kolejne zapachy. Bo jest w czym wybierać, a olejki są tanie. Moje kosztują po 23,99 - jest kilka tańszych i kilka droższych. Damskie, męskie i unisex. Wydajność ogromna. Można smarować się do oporu. Przy każdym zapachu mamy rozpisane jakie nuty zapachowe się w niej znajdują, co rekompensuje brak możliwości powąchania. Zresztą przy tej cenie można zaryzykować.
 
Mieszkańcy Krakowa mają ten luksus, że mogą przejść się na ul. Karmelicką 3. Tam można poznać cały asortyment sklepu YASMEEN. W asortymencie mamy nie tylko perfumy w olejkach. Mamy trochę "tradycyjnych" (ale niszowych!), mamy trochę pielęgnacji, mamy szczyptę kolorówki - a wszystko w prawdziwie arabskie, ze sprawdzonego źródła.
 

Jeśli macie dość tradycyjnych i nudnych sklepowych perfum to zajrzyjcie do sklepu YASMEEN. Coś innego, coś nowego, coś z czekoladą. U mnie miłość rośnie coraz bardziej - szczególnie, że do wyboru mamy jeszcze kosmetyki pielęgnacyjno-makijażowe. Ja oznaczyłam sobie nowy punkt na mojej mapie internetu.