Avon często skreślany jest jako marka od której chcemy kupować kosmetyki. Nie do końca rozumiem dlaczego. Fakt - nie wiemy jak kosmetyk będzie działał, kolorówka bywa przekłamana na zdjęciach, dodatkowo nie możemy sprawdzić składów. Bądźmy jednak szczerzy. To samo można powiedzieć o zakupach przez internet albo normalnej w drogerii. No poza sprawdzeniem składów na żywo, ale nie każdy ma takie odchyły (jak ja i kilka innych znanych mi osób :P).
Czasem nie warto się zrażać, bo jak w każdej firmie kosmetycznej, i tutaj można znaleźć masę perełek, które wejdą do użytku niemalże codziennego.
Dlatego dziś coś dla fanów kolorówki oraz swatchy - linia nowych kredek/konturówek: Świetliste konturówki do oczu (Cosmic Glimmerstick Eye Liner)!
Uległam ofercie DEMO dla konsultantek i kupiłam 3 kolory. Właściwie to nie wiem po jaką cholerę to zrobiłam - chyba z czystej ciekawości jak będą się sprawować. Czytałam sporo dobrych opinii o Diamentowych konturówkach do oczu (Diamond Glimmerstick Eye Liner). "Raz kozie śmierć" pomyślałam i wzięłam.
Gdyby moja recenzja była krótka to napisałabym: "Uwielbiam!". Ale, że tak łatwo nie ma, to napiszę coś więcej.
Paleta obejmuje 4 kolory: Fiolet - Twilight, Brąz - Moonlit Brown, Czerń - Blackened Night oraz Granat/Niebieski - Midnight Sky. To typowe wykręcane kredki o wadze 0,28 grama. Opakowanie z zatyczką, bez temperówki - ot konturówki jakich wiele.
Czym jednak różnią się od swoich diamentowych sióstr? Brokatowe drobinki w tej linii są w różnych kolorach, mając dać nam "kosmiczny" efekt. O dziwo, nie ma tutaj jakiejś świecącej tandety, a całkiem sympatyczny efekt.
Konsystencja jest bardzo przyjemna - kredka nie jest twarda, nie jest też miękka, więc nakłada się gładko. Jedno pociągniecie nie jest bardzo kryjące, co mnie cieszy, bo w tym przypadku im więcej tym ciekawiej. Drobinki tworzą warstwy, dodając rozświetlenia. Świetnie nadają się do rozcierania i taki efekt może nam zrobić typowy makijaż "na szybcika" - kredka, roztacie i finito! Dodatkowo trochę tuszu do rzęs i przynajmniej coś się dzieje na oku. Trzymają się też niczego sobie, więc kolejny plus.
Kolory końcówek oddają trochę jakiego możemy spodziewać się wykończenia. Najwięcej drobinek mają kolory czarny i fioletowy. To też moje ulubione odcienie z serii. A Brąz...
No właśnie. Brąz jest troszeczkę taką "czarną owcą". Najmniej w nim drobinek, a te co ma średnio do niego pasują. Jakieś takie niebieskościo-fioleto-żółtości. Jest najbardziej miękki, co powoduje najmocniejsze krycie. Nie łatwo uzyskać te ciekawe błyskotki na powiece. Gdybym kupiła tylko jego, mogłabym poczuć się zawiedziona. Nie mniej jednak to dobra kredka - może nie ma tego efektu, ale sprawdzi się tak jak te "klasyczne".
Dodatkowo - szybkie swatche dwóch kolorów na powiekach. Zoomujcie, żeby dokładniej zobaczyć efekt oraz moje potargane brwi.
Ja jestem bardzo zadowolona, żeby nie powiedzieć, że to takie moje małe love ostatniego czasu. Szczególnie fiolet, który w połączeniu z pewnymi dwoma pigmentami mineralnymi z kolorówki.com, robi mi po prostu dobrze :P A dokładniej moim oczom. Jeśli się przełamię to pokażę Wam dokładniej ten makijaż. Wiem, że wymieniłam sporo minusów, ale po prostu mówię szczerze co zauważyłam. Ja przymykam na nie oko (kredka do oczu, oko - przypadek?).
Cena oczywiście niewygórowana. Na regularną nie ma co patrzeć (22 zł), ale w promocjach dostaniemy ją za jakieś 10-13 zł. W aktualnym katalogu 11/2013 można kupić 3 za 26 zł - z czego skorzystam, żeby się z Wami nimi podzielić już niedługo!