... Może to Maybelline? Osoba, która stworzyła to hasło ma ode mnie Oskara. Pół Świata zna ten tekst reklamowy, chociaż funkcjonuje już od 1991 roku. Pierwszym kosmetykiem marki był tusz do rzęs. A teraz ja - po prawie stu latach od jego powstania - postanowiłam wrzucić swoje 3 grosze o ich najnowszym tuszu LASH Sensational.
Mascary to najbardziej indywidualna (żeby nie powiedzieć intymna) sprawa każdej kobiety. Nie ma czegoś takiego jak najlepszy tusz dla każdego. Niektóre mogą być bardzo popularne i sprawdzać się u większości osób, ale nigdy nie mamy gwarancji, że u akurat u nas będzie równie cudowny.
Każda kobieta będzie miała również inne wymagania wobec swojej mascary. Moje wymogi to:
a) Długotrwałe podkręcenie - Mam dosyć długie rzęsy, ale są one proste. Prawie każdy tusz je podkręci, ale zwykle po godzinie wracają do swojego oryginalnego kształtu.
b) "Pogrubienie" - Które ja wolę nazwać zagęszczeniem. Samo podkręcenie jest OK, ale lubię mocno widoczne rzęsy, więc potrzebuję dodatkowego kopa w postaci optycznego zwiększenia ilości.
c) Zero kruszenia - To chyba wymóg wspólny dla wszystkich. Tusz nie może osypywać się pod oczami. Po prostu NIE.
d) Brak mocnego sklejania - Dlaczego akurat mocnego? Mam sporo rzęs, tusz może mi skleić dwie ze sobą, nie umrę od tego. Nie może jednak z całego wachlarza zrobić czterech rzęs na krzyż.
Ponownie długi wstęp, ale mimo wszystko chciałam go napisać. Lista ta mogłaby być o wiele dłuższa, ale to są jej najważniejsze punkty. Nie każdy będzie miał te same wymagania co ja, więc pamiętajcie - każdy ma swój rozum i wierzę, że umie go używać.
No, ale wracając - Maybelline LASH Sensational. Najnowszy tusz od tej popularnej marki, który pojawił się już kilka miesięcy temu. Korcił mnie od momentu, gdy zobaczyłam jego szczoteczkę. Silikonowa, dosyć spora, wygięta w łuk, wyposażona w różnej długości "wypustki". "Pierwsza rewolucyjna szczoteczka wachlarz z różnymi rodzajami wewnętrznych i zewnętrznych włosków wydobywa nawet najkrótsze rzęsy rozwijając je od kącika do kącika dla wielowarstwowego efektu. Niesamowite! Rzęsy jak wachlarz!" - poezja normalnie! Jeśli macie bardzo krótkie rzęsy, może być ciut niewygodna w używaniu, ale to zdecydowanie kwestia gustu.
Ucieszyłam się, że wpadł mi w ręce - stało się to zupełnie przypadkiem, kiedy moja przyjaciółka stwierdziła, że lubi go, ale na dłuższą metę ją męczy. Po prawie dwóch miesiącach używania mogę coś powiedzieć na temat tej nowości.
Ten tusz jest jedną z perełek, które można kupić w każdej drogerii. Spełnia wszystkie wymogi, które wymieniłam na początku: podkręca na cały dzień, można nabudować nim bardzo mocny efekt pogrubienia. W ciągu dnia nie kruszy się, a jego czerń jest bardzo internesywna. Zadowolił mnie (that's what she said!) tak samo, jak moje ulubione tusze do rzęs za grube pieniądze.
Już każdy w internecie wie, o promocjach w Rossmannie: 7-13 listopada, kupić będzie można makijaż oczu na obniżce -49%. Cena standardowa tego tuszu to 35,99 zł - odejmijcie od tego połowę i macie mascarę w super niskiej cenie.

Muszę dodać pewne Post Scriptum. Napisałam, że tusz ten na dłuższą metę zmęczył moją przyjaciółkę. Powód tego jest bardzo prosty - formuła tej mascary jest bardzo, bardzo odporna na zmywanie. Nie jest on wodoodporny (nie wiem nawet czy w takiej wersji występuje), ale potrafi dać w kość podczas zmywania. Próbowałam różnymi płynami do demakijażu, różnymi mleczkami i dupa - udawało mi się go wymyć do połowy, pocierając przy tym oczy jak szalona.
Jeśli macie ten sam problem z tym tuszem udało mi się znaleźć rozwiązanie: Mleczko Micelarne La Luxe (lub jeśli nie traficie na to, Eveline ma ten sam produkt). Ten demakijaż pomógł mi w końcu w pełni czerpać z tego tuszu do rzęs, bez wieczornego demakijażu trwającego w nieskończoność.