czwartek, 8 listopada 2012

Biały miś

Zbliżają się święta, a wraz z nimi wzmożone wydatki na prezenty dla najbliższych... Stąd na Facebooku ogłosiłam się wśród znajomych, że chętnie wykonam wisiorki, kolczyki lub pierścionki z kaboszonami, aby trochę sobie dorobić, a im oszczędzić kosztów prezentów. Z prośbą zgłosiła się N. życząc sobie wykonanie białego misia, który wisiał w planach długi, długi czas.

A ponieważ każdy grosz się dla mnie w tym momencie liczy, ochoczo zabrałam się do jej zamówienia. I tak oto powstał on.


Teraz patrzy trochę tęsknie do swojej właścicielki, która już w ten weekend go odbierze ;)

Może ktoś jeszcze chętny na zwierzątkowy brelok?

P.S. Stuknęło ponad 18000 odwiedził! Yay! Jeszcze żeby tylko się tak liczniej ludzie do giveawaya zgłosili... 

poniedziałek, 5 listopada 2012

WARTE UWAGI - CIENIE MIYO: OMG! EYESHADOWS

Postanowiłam jak wiecie rozszerzyć swój blog o tematykę kosmetyczno-makijażową. Moi znajomi wiedzą, że jest to moje małe hobby, w którym lubię dzielić się swoimi doświadczeniami. Staram się jednak zachować pewien zdrowy dystans, dlatego nie umiałabym zrobić bloga tylko i wyłącznie o szeroko pojętych kosmetykach. Nie wyobrażam sobie recenzowania każdego kosmetyku, który wpadnie mi w ręce. Swoje recenzje i przemyślenia chcę przekazać osobom, które nie siedzą bardzo w tym temacie. Naprowadzić osoby chcące zacząć, ale nie wiedzące z której strony się zabrać do tematu.

Dlatego zaczynam "dział" WARTE UWAGI. Posty takie, będą zawierały recenzję produktów ciekawych, może średnio znanych, prawdopodobnie raczej tanich. Takich, które powaliły mnie na kolana i wiem, że pisanie o nich ma sens. Będą też naprowadzeniem dla osób, które szukają czegoś nowego dla siebie. Jeśli kogokolwiek interesuje moja opinia w temacie ;)

CIENIE MIYO: OMG! EYESHADOWS

Dawno nie trafiłam na cienie do powiek, które podbiły by moje serce aż tak mocno. Byłam (w wciąż jeszcze jestem) wiernia cieniom do paletek Freedom System marki INGLOT. Zamarzyłam sobie cień w kolorze chabrowym. Już prawie kupiłam go tam gdzie zawsze, gdy nagle na wystawie malutkiej, osiedlowej drogerii znalazłam MIYO.

Od tamtego momentu mam już 5 różnych kolorów i na tym się nie skończy. Na oficjalnej stronie  www.miyomakeup.com  możecie sprawdzić wszystkie 40 dostępnych odcieni, choć odcienie trochę się nie zgadzają z rzeczywistością. Jest to jednak spora gama kolorystyczna, we wszystkich barwach tęczy!


Kolory, które posiadam to:
[górny rząd od lewej do prawej] 05 Gold Dust, 34 Iris, 08 Coffee; 
[dolny rząd od lewej do prawej] 22 Dark Night, 19 Glamazon.


Niestety cienie są słabo dostępne. Generalnie produkcją i dystrybucją zajmuje się Pierre Rene. Ja swoje kupuję w drogerii Jasmin w Warszawie (jest ona też w wielu innych miastach). Kosmetyki tej serii znajdują się w różnych małych drogeriach, więc czasem warto się rozejrzeć. Można też zaopatrywać się na stronie producenta, gdzie często pojawiają się zniżki lub darmowa wysyłka. A jeśli to nie poskutkuje polecam przejrzeć allegro ;)


Poniżej możecie zobaczyć jak kolory prezentują się na skórze, czyli tzn. swatch.


No dobrze.... pytanie w takim razie brzmi - dlaczego właśnie te cienie aż tak podbiły moje serce? Ponieważ są to jedne z lepszych cieni (żeby nie powiedzieć najlepsze) z jakimi się spotkałam!

Mają doskonałe, intensywne kolory. Występują w 3 rodzajach: matowe, perłowe i błyszczące z drobinkami. Maty i błyszczące, u mnie nr 34, 08, 05, są nie do przebicia. Mocne, kryjące, bardzo odporne. Gdy maluję się nimi (nawet bez bazy na powiekach) kolor utrzymuje się bez zmian, przez cały dzień. Kolory perłowe, takie jak 22 i 19, kryją trochę mniej, ale i tak jest to bardzo wysoki poziom i równie dobra trwałość. Da się je mieszać, używać na mokro, rozmazywać, robić linie - wszystko. Po prostu cud, miód i orzeszki!

Co dodatkowo sprawia, że są wyjątkowe? Ich bardzo niska cena wynosząca ok. 5 zł. Najwięcej zapłaciłam 5,50, najmniej 4,99. Idealna cena dla kogoś kto chce poeksperymentować z kolorami i jakość, która nie będzie zrażać do malowania :)

Podsumowując: polecam je każdemu. I początkującym, i zaawansowanym. Ja na pewno nie skończę na kolorach, które posiadam. Pewnie będę próbować też ich innych kosmetyków :3 (mają równie imponującą paletę lakierów).

Tyle w temacie i see you next time!

czwartek, 1 listopada 2012

Królik klasyczny

Z powodu wyjazdów i słabego światła wystąpiło małe opóźnienie w postach. Mam nadzieję, że mieliście świetne halloween (w tym roku niestety nic nie przygotowałam...) oraz spokojne Wszystkich Świętych.

Chciałam pokazać coś, co zrobiłam już kilka miesięcy temu. Zawsze lubiłam amigurumi i właściwie od szydełkowania się zaczeła moja przygoda z craftami. Ostatnio miałam w planach zajęcie się bardziej tym tematem. Dlatego dziś pokazuję wam jego - królika klasycznego, bo w koszuli i pod krawatem.


Wyszedł zabawnie, ma kilka niedociągnięć i niedługo pewnie wróci do swojej funkcji ozdobnej przy kluczach. Mały, słodki i zrobiony dla lubiącego klasykę mężczyzny ;)

A kto jeszcze nie zgłosił się na rozdawnictwo wisiorka, ten niech pędzi!

niedziela, 28 października 2012

GIVEAWAY! - Ptasio-różany wisiorek i pierścionek


Tak jak obiecałam i planowałam dzisiaj rozpoczynamy

GIVEAWAY (zwany też Candy, Rozdawnictwem i innymi ciekawymi określeniami ;)

Od jakiegoś czasu już próbowałam zrobić wisiorek ze szklanym kaboszonem. Coś jednak zawsze nie wychodziło, ale ostatnio wreszcie dałam radę zrobić wszystko idealnie! Postanowiłam, że podzielę się z wami moim sukcesem, oddając ten wisiorek, z łańcuszkiem oraz regulowanym pierścionkiem do kompletu.


Wszystko jest w kolorze starego złota (czy może brązu?). Łańcuszek ma długość ok. 55 cm, zapięcie, i dodatkową regulację o długości 5 cm. Do łańcuszka przyczepiony jest ptaszek oraz różyczka :)


Samą zawieszkę można zdjąć z łańcuszka. Kaboszon ma średnicę 2 cm, a cały wisiorek ma 3,5 cm.


W komplecie znajduje się również pierścionek, również w kolorze starego złota, regulowany. Przymocowaną ma taką samą różyczkę jak łańcuszek :)


Co należy zrobić, aby wygrać ten zestaw? Każdy możliwość zdobycia 2 szans. 

 Pierwsza szansa (dla osób posiadających bloga):

- skomentować tego posta
- dodać do obserwowanych tego bloga
- umieścić informację o candy wraz z poniższym obrazkiem na swoim blogu
- i tyle!


Druga szansa (dla fejsbukowiczów):

- polubić profil kuny domowej na fejsbuku
- udostępnić wpis dotyczący tego posta na Facebooku - zaczyna się od słów "Giveaway na blogu! Oto post do udostępniania!"
- i tyle!

Każdy kto ma możliwość, może jednocześnie zgłosić się na dwa sposoby, dając sobie w ten sposób 2 szanse :) Zgłoszenia będę zbierać do końca 15.11, zaś wyniki losowania ogłoszę najprawdopodobniej 17.11.

 Zapraszam do udziału i powodzenia!

sobota, 27 października 2012

{ TUTORIAL / DIY } - Naprawa pokruszonych cieni

Niestety dzisiejsza pogoda (szaro ze śniegiem non stop) uniemożliwiła mi przygotowanie zdjęć do tutoriala o który prosiła mnie Agata. Mam zamiar nadrobić to w przyszłym tygodniu. Póki co będę trzymać się nowej tematyki bloga, czyli makijażu.

Postanowiłam podzielić się czymś, co sama przetestowałam. Wiem, że tego typu tutoriale znalazły się na wielu blogach, ale taka wiedza powinna docierać w jak najszersze regiony ;)

{ TUTORIAL / DIY } - Naprawa pokruszonego cienia

Myślę, że nie jednej kobiecie zdarzyło się to o czym napisałam w tytule. Jeden niewłaściwy ruch, machnięcie ręką i ukochany (albo mniej ukochany) cień idzie w drobny mak. W takiej sytuacji mamy kilka opcji. Możemy używać pokruszonego cienia, choć bywa to niewygodne. Możemy wyrzucić go i kupić mowy - co nie zawsze jest możliwe, a poza tym kosztowne. Można go również "skleić". Naprawa w ten sposób jest łatwa i prosta. Czytałam, że niektóre cienie mogą po zabiegu być trochę słabsze lub lekko zmienić odcień. Ja zrobiłam tak z dwoma cieniami. Oba działają znów świetnie :)


{ MATERIAŁY }

  • Pokruszony cień - Rzecz oczywista ;) W tym przypadku cień marki INGLOT do paletek, ze starej edycji, kolor nr 60
  • Metalowe opakowanie od cienia
  • Spirytus salicylowy - Koszt niewielki, moja ogromna butelka kosztowała mnie mniej niż 5 zł
  • Miseczka, talerzyk - coś w czym będziemy mieszać cień. Na zdjęciu miseczka, ciemna w środku bo mieszam w niej zwykle hennę
  • Wykałaczki 
  • Mała łyżeczka
  • Kilka listków ręczników papierowych
Do dzieła!

Krok 1 


Zepsuty cień przekładamy do miseczki. Musimy go rozdrobnić na pył, bez grudek. Wygodnie robi się do łyżeczką. Podczas kruszenia może nam się wydawać, że mamy jeszcze jakieś grudki, ale cień pod wpływem gniecenia potrafi się lekko sprasować. Warto po prostu zamieszać delikatnie całość i zobaczyć jak wygląda sytuacja.



Krok 2

Dolewamy spirytus salicylowy. Najlepiej lać go po trochu. Mieszamy z cieniem. Powstałe "błotko" powinno być średnio rzadkie (to, które widać na zdjęciu wyszło trochę za rzadkie, ale i tak dało radę).

Na początku mieszania
Wymieszany dokładnie

Krok 3 

Przekładamy "błotko" do foremki. Tu lepiej jest mieć jakąś drobną łyżeczkę. Ułatwia ona przełożenie jak największej ilości. Po przełożeniu wygładzamy powierzchnię.


Wygładzone

Krok 4

Listek ręcznika papierowego składam kilka razu, po czym przyciskamy mocno cień. Czynność powtarzamy, aż ręcznik będzie suchy.



I tyle! Nasz cień jest już naprawiony i w jednym kawałku. Teraz wystarczy zostawić go na kilka godzin/dobę, żeby wysechł dokładnie z pozostałego alkoholu :) 

Gotowe!


Mam nadzieję, że komuś przydał się ten wpis. A jeśli nie teraz to w przyszłości, w razie awarii będzie wiedział co zrobić :)

Tyle na dziś. W niedalekiej przyszłości postanowiłam zrobię recenzję cieni, ale was pewnie bardziej zainteresuje craftowe CANDY, które umieszczę jutro!
Stay tuned!

środa, 24 października 2012

Nowy stary blog

Długo kręciłam się i kombinowałam jak żaba pod górkę co zrobić z blogiem. Czułam, że jego koncepcja się dla mnie wyczerpała, ja nie robię aż tak dużo rzeczy jak kiedyś. Przez długi czas myślałam, żeby zacząć coś nowego. Wreszcie zrozumiałam, że nie tędy droga. Kuno Domowo nie idź tą drogą! Nie rezygnuj z tego co zaczęłaś, co rozwijało się dobrze, a co porzuciłaś!

Oto odświeżona Kuna Domowa. Dopasowana do moich potrzeb i do tego czego chce! Wciąż trochę w trakcie pracy, ale jest! Jak widać zmienił się wygląd. Pojawiło się konto na Facebooku. Rozszerzył się też profil tego co tu będzie.

Nie każdy może wie, ale jestem zafascynowana makijażem od dawna (koniec 1 klasy liceum, więc.... parę lat). Uwielbiam malowanie ludzi, szeroko pojęte, choć z pewnym laickim i zdroworozsądkowym podejściem, które mam nadzieje będzie tutaj widoczne. Nie chcę poświęcać całego bloga na ten temat, bo zupełnie tego nie czuję. Ale z pewnością będę umieszczać różne posty w tej tematyce - jakieś proste tutoriale, ciekawe (ale nie drogie!) kosmetyki, może jakieś makijaże. To pokaże czas.

Pod hasłem everthing else znajdą się pewnie tutoriale maści wszelakiej. W lipcu wyprowadziłam się z rodzinnego miasta do Warszawy. W Olsztynie zostawiłam więc grono przyjaciół. Ci oto przyjaciele próbują wydobyć ode mnie wiedzę tajemną :P (pijawki wy małe wy). Połączę więc przyjemne z pożytecznym - będę odpowiadać na ich pytania tutaj.

Szeroko pojęte crafty (lubię to słowo, ale czasem wydaje mi się trochę... tandetne) nie idą w zapomnienie. Mam w głowie kilka pomysłów i ciągle zbieram się do rozszerzania swoich zdolności.

Tyle właściwie słowem wstępu. Podejrzewam, że zacznę od tematu nowego na blogu, czyli makijażu.

Tak więc zapraszam do lektury, która będzie się już tylko rozwijać!