Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ręcznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ręcznie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 lutego 2016

DIY Peeling kawowy Body Boom - 3 proste sposoby!


Z jakiegoś nieznanego mi powodu (zapewne dobry marketing) wszędzie w internecie wybuchł nam peeling kawowy BODY BOOM. Każdy o nim pisze, wszyscy się zachwycają, ludzie chcą mieć, bo to wstyd go nie mieć.

Ale przecież ja nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała wszystkiego rozgryźć na własny sposób.
Dlatego dzisiaj dla Was - przepis na peeling kawowy BODY BOOM!

środa, 28 października 2015

DIY: GRANULKI ZAPACHOWE do kominka zapachowego


Kocham te dni, kiedy olśnienie spada na mnie jak grom z jasnego nieba. Ten nagły przebłysk geniuszu, w tym wypadku połączony jeszcze z oszczędnością. Tak właśnie powstał ten prosty, ale jakże genialny przepis dla wszystkich fanów kominków zapachowych.

sobota, 26 października 2013

Warsztaty w Ploteczkarni - bo ja kocham robić wszysko sama!






No właśnie - przecież ten blog, lata temu, powstał z tego właśnie założenia! Uwielbiam rękodzieło, uwielbiam sama przygotowywać różne rzeczy, uwielbiam tworzyć. Nie zawsze skutek jest taki jaki ja tego chcę, ale jednak. Kocham poznawać tysiąc technik, robić wszystko różnymi sposobami. A jak lepiej nauczyć się czegoś nowego, jak nie na warsztatach?

wtorek, 19 lutego 2013

Bransolety, Bransoletki, Bransoletunie...

Chociaż postów nie było, to nie znaczy, że mnie nie ma! Jestem, tworzę, mejkapuję, czasem wyskrobie jakiś komentarz - pora jednak wrócić i nadrobić ogromne zaległości blogowe z ostatnich tygodni!

Ostatnio wróciła do mnie faza biżuteryjna. Wszystko przez mojego mężczyznę, który zażądał ozdób dla siebie. A dokładniej czego? Bransoletek - oczywiście pod jego wpływem, zrobiłam też coś dla siebie :3


Jak widać troszkę tego wyszło ;) Bardzo proste, ale założone w większej ilości wyglądają bardzo efektownie. Cena jest wybitnie przystępna. Szczególnie jeśli porównamy z identycznymi tworami w sklepach. Tutaj mamy dokładnie to czego chcemy, w pożądanej wielkości oraz kolorystyce. Same plusy :)


Najprostsze i najtańsze - drewniane koraliki na silikonowej linko-gumce. Turkusowa jest moja, zaś pozostałe powstały dla chłopaka. To nie zmienia jednak faktu, że jeśli są mi potrzebne to bezczelnie je podbieram :3


Kolejne to bransoletki kamienne. Droższe, ale bardzo efektowne. Zdecydowanie również unisex. Chłopak sam wybierał kolory i ich ułożenie. Dodatkowo na zdjęciach możecie podziwiać jego stylizacje do marynarki i poszetki (czyli tej jedwabnej chustki do kieszonki w marynarce ;) sama nie wiedziałam przez większość życia, dlatego się podzielę).

I na końcu - coś lekko zajmującego odrobinę więcej czasu, ale jakże uroczego. Od dawna chodziły za mną bransoletki ze sznurkami i zawieszkami. Oryginalne, markowe są niebotycznie drogie jak na kawałek sznurka i srebrną zawieszkę. Mężczyźnie zaś spodobały się makramowe bransoletki z koralikami. 

Nauczenie się splotu i nabranie wprawy zajęło mi godzinkę może. Brązowa powstała jako pierwsza (na ręce prezentuje się o wiele wdzięczniej), później czerwona i turkus na końcu. Jeśli nie umiecie to polecam tutorial na makramowy splot oraz proste sznurkowe bransoletki - obydwa zrobione przez Joankę-Z. Osobiście z niego korzystałam :) Cena takiej ozdoby to góra 5 zł w zależności od wykorzystanych materiałów. Moje ptaszkowe to jakieś 3 zł. A efekt: nice :3  Jeśli macie jakieś pytania to nie krępujcie się pisać też u mnie w komentarzach. Podzielę się chętnie tym co wiem. 

Jak oceniacie efekty? Wyszło nieźle?

czwartek, 20 grudnia 2012

Początek przygody mineralnej - cień do brwi i Pruskie Złoto

Nadszedł ten dzień, że wreszcie postanowiłam się zabawić swoimi nowymi nabytkami z kolorówki.com :D Mając już pewien zapas składników maści wszelakiej, narzędzie zbrodni zwane moździerzem oraz kilka wolnych słoiczków postanowiłam zacząć. Dzięki temu nauczyłam się kilku rzeczy - podzielę się swoimi doświadczeniami, aby inni byli świadomi!

Na pierwszy ogień wybrałam cień do brwi. Wybrałam przepis minimalistyczny, bazujący na tym co stworzyła Arsenic. Niestety wieczorna pora na tworzenia była nie odpowiednia. Tutaj wysnuwa się lekcja nr 1 - nie należy robić kosmetyków mineralnych w świetle sztucznym. Niby oczywiste, a jednak :P Zaczęłam kręcić po nocy, by do pracy powrócić rano. Świat był na tyle łaskawy, że pierwszy raz od kilku dni wyjrzało na tę okazję słońce.


Próbowałam stworzyć coś co:
a) było trochę podobne do cienia MIYO Coffee
b) było jaśniejsze od powyższego cienia
c) nie było czerwonawe i rude jak powyższy cień

Nie wiem jaki jest idealny kolor dla moich brwi. Potrzebują one dosyć ciemnego cienia, aby zasłonić rzadkość włosków. Żeby było najprościej użyłam Bazy TKB, która jest gotową mieszanką składników podstawowych do stworzenia cienia. Wystarczy dodać kolor i voila! Mamy cień :3 Wykorzystałam pigmenty:

Źródło: kolorowka.com

Tlenek ciemnobrązowy - kolor niemalże identyczny z MIYO Coffee, choć tutaj to czysty pigment
Czerń żelazowa - gdyby ktoś mnie pytał, ja bym nazwała to czerń typu kongo (bo tak nazywam wszystkie ciemne kolory :P)
Błękit ultramarynowy - w małych ilościach, bo jak się nauczyłam służy on do ochładzania barwy




Proporcji nie podam, były spontaniczne, choć bazy dałam na pewno 15 łyżeczek objętości 0,15 ml oraz chyba 2 łyżeczek brązu. Ucierałam, ucierałam, dodawałam trochę niebieskiego, troszkę czerni. Kombinowałam, mieszałam... Chwilkę to zajęło, ale efekt prezentuje się...

[Na górze od prawej]: Cień wieczorny, poprawiony cień poranny
[Na dole]: Swatche 3 użytych pigmentów

Jestem póki co całkiem zadowolona z uzyskanego efektu. Bardzo ładnie komponuje się w moimi włosami i całą resztą. Aczkolwiek nie wykluczone, że nagle dojdę do wniosku, by coś zmienić ;)

Rozochocona "sukcesem" rzuciłam się do zrobienia cienia do powiek. Ainulindale zakochała się w pigmencie matowym Błękit pruski, ale... Tu ukazuje się lekcja nr 2 - pigmenty matowe, czyli tlenki, mają konsystencję suchych pasteli. Są dosyć upierdliwe w użytkowaniu i bez odpowiedniego rozrobienia wydaje mi się, że mogą być ciężkie w obsłudze nawet dla osób wprawionych w bojach makijażowych. Mają piękne, głębokie matowe barwy, ale jest ciężko. Mając komponenty do stworzenia cienia o wygodniejszej konsytencji, przeanalizowałam skład typowego przepisu na cień do powiek Arsenic. Osobiście nie miałam stearynianu magnezu, dlatego skład ostateczny wyszedł mi następująco:

- 3 miarki Bazy TKB
- 2 miarki pudru jedwabnego
- 3 miarki Błękitu Pruskiego
- 4 miarki Silk Gold
[miarka u mnie ponownie równała się 0,15 ml]

Użyte pigmenty; źrodło: kolorowka.com
Wszystko to do mojego cienia poszło w podwójnej ilości. Dodaję odnośniki, aby każdy mógł sprawdzić co dokładnie powodują poszczególne składniki. Ja jednak zauważyłam, że czytanie czytaniem, ale nic nie zastąpi naocznego i naręcznego sprawdzenia każdego składnika. 

Robienie zaczęłam od wstępnego utarcia w moździerzu wszystkich białych składników. Następnie dodałam Błękit pruski. Lekcja nr 3 - ucieramy, ucieramy, ucieramy. Dużo! Zrobiłam nawet zdjęcie porównawcze na początku ukręcania, a po bardzo dłuższej chwili.

Różnica jest ogromna. Moc jaką posiada ten matowy tlenek widać od razu - a to tylko 2 miarki koloru do 20 miarek całej reszty! Gdy już ilość niebieskiego była zadowalająca, przesypałam zawartość do woreczka strunowego. Do niego dosypywałam Silk Gold - pięknej jedwabnej miki ze złotym połyskiem, siostrę Silk Red, którą opisywałam wcześniej. Dlaczego przerzuciłam się na woreczek? Przeczytałam kiedyś na stronie kolorówki, że ucieranie mik w moździerzu może spowodować utratę przez nie połysku. A dodając Silk Gold to właśnie cudowny, złoty połysk chciałam uzyskać. Wtrącę tutaj Lekcję nr 4 - bawiąc się Błękitem pruskim można się nieźle ubabrać. Ja miałam wszystko niebieskie - ręce, stół, łyżeczkę, nos - full zestaw :P




Ostatecznie, po tym całym mieszaniu uzyskałam coś bardzo interesującego. Nowy twór został nazwany Pruskie Złoto - może mało szałowo, ale oryginalnie ;)


Wiadomo - trudno oddać kolor cienia mineralnego zdjęciem... To chyba największy ból... Kolor się rozjaśnił oraz pozyskał piękny złoty połysk. Robi się przez to odrobinkę zielony, może morski. Trochę jak nasze "pruskie" jeziora ;)

Pierwsze wrażenia z ucierania - cudowne! Zabawa przednia! Jak tworzenie pięknych farb na swoje powieki. Jeszcze żebym miała więcej potrzeb/pomysłów. Zdecydowanie trafiłam sobie z nowym hobby w 10! :3

Jak oceniacie pierwsze próby? Ujdą w tłoku? 

wtorek, 11 grudnia 2012

{ Recenzje książek } Martha Stewart's Encyclopedia of Crafts

W poście na temat mojego zbioru książek Ainulindale (i nie tylko ona) jako pierwszy do recenzji wybrała bardzo interesujący tytuł. Zaczynam więc od...

Marta Stewart's Encyclopedia of Crafts:

An A to Z guide with detailed instructions and endless inspiration


Zanim o książce to kilka słów o autorce, której być może ktoś nie zna. A znać warto, bo to postać w tym momencie już kultowa, wryta w popkulturę USA. Odniesienia do jej osoby można znaleźć w wielu serialach i filmach - jako obiekt żartów albo podziwu. Przy niej wszystkie "perfekcyjne panie domu" mogą się schować. Mowa tutaj oczywiście o Marcie Stewart.

Zdjęcie: twitter.com/MarthaStewart
Amerykańska autorka książek, osobowość telewizyjna, redaktorka wielu czasopism oraz businesswoman. Jej rodzice byli Polakami, którzy wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych (stąd jej nazwisko panieńskie: Kostyra). Martha Stewart gotowania, szycia, dbania o dom i ogród nauczyła się od rodziców - nic w tym dziwnego, w końcu Nasz naród w tych kwestiach jest wybitnie zaradny ;) Pierwszą książkę kucharską wydała w 1982 r. Tak zaczęła się jej popularność. Już w 1990 r. zaczęło być wydawane czasopismo Martha Stewart Living, a w 1992 r. powstał program telewizyjny o tym samym tytule. Ostatecznie w 1997 r. założona zostaje firma Martha Stewart Living Omnimedia zarządzająca wszystkim co związane z Marthą. Sygnuje ona swoim nazwiskiem półprodukty rękodziełowe, artykuły do mieszkań (od farb do ozdób przez kuchenne przybory), nawet produkty zoologiczne. 

Nie jest to oczywiście postać kryształowa. Kilka lat temu wypłynęła afera giełdowa, która nadszarpnęła idealny wizerunek. Stewart jednak wybiła się z powrotem na szczyt i odzyskała przewodzenie swojej firmy. Nie będę rozpisywać się w tym temacie, ponieważ nic nie wiem dokładnie, a tematy giełdowe są mi zupełnie obce ;) Kto ma fantazję niech poczyta sam. Przejdźmy do bardziej przyjemnej części! :D



Książkę, którą widzicie, dostałam na urodziny w tym roku. Jest to tytuł, o którym marzyłam od dawna. Pięknie wydana: rozmiar A4, twarda oprawa, obwoluta, 416 stron - głównie kredowych i kolorowych. Istne cudeńko. Wszystko jest bardzo dopracowane. Nawet możemy podpisać się w książce - ale kto by to zrobił?! Ja nie mam serca zniszczyć jej swoim koślawym podpisem. Wydanie jest angielskie i inne nie istnieje.


Książka składa się z 32 działów. Każdy opisuje inne rękodzieło. Znaleźć możemy takie działy jak: scrapbooking, mozaiki, świeczki, decoupage, kaligrafia, stemplowanie... Wszystkich Wam nie przetłumaczę, ale listę macie na zdjęciu powyżej :)

Na początku każdego działu znajduje się krótki opis oraz podstawowe materiały wykorzystywane przy konkretnej technice. Następnie pokazane są różne projekty. Każdy dokładnie opisany. Wszystko to oczywiście opatrzone jest pięknymi zdjęciami (a zdjęcia w tej książce są cudowne...).






Przykładowe projekty

Pomysły, jakie można znaleźć w tej książce, są po prostu genialne! Czasem oczywiste, a jednak człowiek sam na to nie wpada. Obejrzenie całej książki może zająć nam sporą część popołudnia, o dokładniejszej analizie nie wspomnę ;) Wszystko tak pięknie przygotowane i podane...


Na końcu znajdziemy listę różnych narzędzi i produktów z dokładniejszymi opisami. Dodatkowo dodano również wzory wykorzystane w książce, abyśmy mogli dokładniej odtworzyć pokazywane projekty.









Myślę, że z tego co napisałam łatwo wywnioskować co sądzę o książce. Uważam, że jest cudowna i jest jedną z diamentów na mojej półce. Oglądanie jej to przyjemność, projekty są ciekawe - dla każdego coś miłego. Idealna na prezent, nawet jeśli to prezent dla samego siebie ;) Jedynym problemem może być dostępność i cena. Czasem pojawia się na allegro. Gdy dzisiaj szukałam, znalazłam moje wydanie za prawie 200 zł... Cena okładkowa to 35$ więc nie dajcie się wyrolować. Można zamówić sobie wydanie przez Amazon.com (aktualnie w promocji za 23$!), które z wysyłką pewnie wyjdzie taniej. Warta jest każdej złotówki. Gdybym jej nie dostała, kupiłabym ją sobie sama w ciemno.

Tak prezentuje się pierwsza książka. Jeśli chcecie jakichś dokładniejszych informacji, pytajcie śmiało. Następna? Coś z tematyki szydełka :3

środa, 5 grudnia 2012

Bo chyba każdy ma taką półkę... (Wstęp do cyklu recenzji)

... gdzie stoją jego ukochanego książki. Dla jednych będzie to ukochana beletrystyka, dla innych albumy. Dla mnie to książki rękodzielnicze (a ostatnio jeszcze rodzynek makijażowy).


Tak prezentuje się moja półka. Jest na niej jeszcze kilka tytułów z trochę innej beczki, ale tutaj przypasowały mi najbardziej działowo i estetycznie ;) Całość zamyka wdzięczna figurka Pikachu z McDonalda :3

Książki z dziedziny DIY/craft to moja pięta achillesowa. Zwykle są pięknie wydane, mają cudowne zdjęcia, przyjemny w dotyku papier... Potrafię przeglądać je ot tak, dla sportu. I kolekcjonować często też dla sportu, bo ostatecznie nie zawsze z nich korzystam :P. Niestety taka lektura ma 2 zasadnicze wady: jest droga i słabo dostępna. W Polsce, z nieznanej mi przyczyny, bardzo mało wydawanych jest ciekawych tytułów. Głównie są to tłumaczenia książek niemieckich (wybitnie słabych w mojej opinii). Jeśli coś jest autorów amerykańskich lub angielskich to niestety wybierane są bardzo byle jakie tytuły. Czasem aż mam ochotę walnąć jakieś wydawnictwo w łeb i powiedzieć im "To jest wartościowa książka do cholery jasnej, to wydajcie!".

Stąd w moich zbiorach znaleźć można głównie książki zagraniczne. Nowe książki nie pojawiają się tutaj często, ale każda z nich ma dzięki temu swoją większą lub mniejszą historię.


Postanowiłam opisać pokrótce i zrecenzować wszystkie książki craftowo-makijażowe, które mam (i które mam nadzieję w przyszłości dostanę). Mam w tym cichą nadzieję, ze komuś może pomogę podjąć decyzję o ewentualnym zakupie - kupując tego typu książki warto 3 razy przemyśleć decyzję, aby nie żałować zainwestowanych pieniędzy i czasu.

Tutaj prośba do Was! Wybierzcie którą książkę mam wybrać na pierwszy ogień :) Kto pierwszy ten lepszy, więc będę recenzować w kolejności komentarzy, które się tutaj pojawią. A jeśli się nie pojawią w przeciągu tygodnia (...i będzie mi bardzo smutno...), wtedy wybiorę coś sama. Mam nadzieję, że po powiększeniu powyższego zdjęcia będziecie w stanie rozczytać tytuły.

Trzymajcie się, wybierajcie tytuły i nie chorujcie! (tak jak ja ostatnio...)


P.S. Wiecie co się zbliża? Pieczenie pierniczków! :3

poniedziałek, 26 lipca 2010

Powrót

Nie było mnie tutaj aż tak dawno, że szok. A przecież powoli, powoli zbliżam się do rocznicy bloga. Prawdą jest, że u mnie nic ciekawego się nie działo - nawet twórczo. Ale powoli wychodzę z letargu i czuję przypływ craftowych sił~!
Póki co niedziela pokazała mi swoje twórcze oblicze. Oto efekty:
Ciasteczkowe zawieszki, irlandzkie koniczyny (zawieszki i do kolczyków wkrętek) oraz różyczki wkrętki.

Niedługo uaktywnię się bardziej~! Pozdrawiam.

wtorek, 16 lutego 2010

I po walentynkach

Jak każde święto i Walentynki 2010 zakończyły swój żywot. Mam nadzieje, że spędziliście ten czas miło, bez zbędnego zamartwiania się. Ja jak obiecałam - pokazuję co przygotowywałam na tę okazję.

Po 1 - Kartki. Mam taki zwyczaj, że chociaż kilku znajomych obdarowuję kartkami. W końcu to miłe dostać kartkę w tym dniu. Ucząc się na pewne zaliczenie wpadłam na pomysł jak chciałabym, aby wyglądały. Wiem, że nie jest to coś, do czego przywykły wszystkie Scraperki. Nie są one szczególnie fikuśne, ani wyjątkowo ozdobne. Ostrzegam również, że nie jestem zawodową rysowniczką, więc rysunki są jakie są. Najważniejsze, że starałam się jak mogłam.

Chętnie wysłucham opinii na ich temat, bo kompletnie nie wiem co o nich myśleć ;)

Dla mojego M. przygotowałam coś, co obiecałam mu już dawno temu. Pokazywałam tu już dawno temu Montiego. Monti aż tak przypadł do gustu M., że poprosił o stworzenie Klaudii. Sam nawet wybrał włóczkę i imię ;) Klaudia leżała w kącie, a ja przy każdej okazji obiecałam sobie, że ją dokończę. Oto Klaudia. Jak każdy kot uwielbia wylegiwać się na słońcu. Nie pogardzi kubkiem dobrej herbaty. Podkochuje się w Montim, ale jest od niego wyższa co przysparza im trochę problemów. Zwykle leży na monitorze i obserwuje M. podczas wszystkiego co robi ;) Z pewnością w przyszłości pojawi się więcej zdjęć Klaudii w akcji.

Na walentynki przygotowałam też bloku czekoladowego, który u nas w domu potocznie nazywamy czekoladą. Kupiłam specjalnie na tą okazję (w promocji w Lidlu) formę silikonową na 8 serduszek. Niestety - zdjęć brak, ale obiecuję, że przy najbliższym wykonaniu zaprezentuję wyniki.

Kupiłam dodatkowo 2 paczki serwetek. Gdy tylko wróciłam do domu, wiedziałam, że z jednego wzoru zdecydowanie muszą powstać kolczyki~!

Jeszcze bez bigli, ale efekt całkiem niezły.

Tyle u mnie ostatnimi dniami.
Pozdrawiam i do przeczytania :)

wtorek, 22 grudnia 2009

Pierniczki

Już za dwa dni Wigilia. Nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał. A tyle roboty jeszcze przede mną. Jutro czeka mnie prawdopodobnie szalony dzień. No ale w końcu potem odpocznę i zrelaksuje się... (jakbym do tej pory się nie relaksowała ;) )

Od zeszłej środy, w domu już są upieczone pierniczki. Przyszła pora, aby je ozdobić. Zwykle, zajmuje się tym mama, która ma do tego świetną rękę. Mi brakowało zwykle odwagi - nie czułam się dość pewna w tym. Wczoraj, kiedy nie było mnie w domu mistrzyni ceremonii postanowiła zająć się lukrem. Gdy wróciłam do domu, okazało się, że była zmęczona, lukier jej wyszedł za rzadki, nie chciało jej się zajmować tym i w ogóle...

Postanowiłam więc zająć się tym faktem. W głowie miałam ciągle wszystkie odcinki świąteczne Nigelli Lawson, gdzie przy klasycznych amerykańskich świątecznych piosenkach, gotuje w myśl zasady "Gotowanie ma sprawiać przyjemność". I z takim założeniem siadłam do zdobienia. Bez napinania i stresu. Zrobiłam sobie Rooibos waniliowy, radio grało świąteczne utwory.

Lukier, który stosujemy składa się z cukru pudru i soku z cytryny. Cała rzecz polega na utarciu w odpowiednich proporcjach te składniki. Lukier nie może być za gęsty, ani za rzadki. Nie używamy żadnych specjalnych przyrządów poza tym. Zwykłe woreczki śniadaniowe z lekko uciętym rogiem - co również wymaga oka, ponieważ dziura nie może być ani za duża, ani za mała. Wszystko jednak poszło po mojej myśli!

Muszę przyznać, że z wyników jestem zadowolona. Duma mnie rozpiera, mówiąc nie skromnie. Więcej zdjęć, możecie znaleźć na moim Flickr.

Na mnie już pora - szydełko wzywa. Do jutra muszę coś ukończyć, a łatwo nie będzie...

sobota, 19 grudnia 2009

Po koncertowo i Świątecznie

Brzydko nakłamałam mówiąc, że napisze w poniedziałek. Jak widać nie napisałam - chociaż takie były plany! Teraz kiedy minęło trochę czasu trudno mi dobrze oddać to co się działo, ale postaram się jak najlepiej.

Przez większość poprzedniego tygodnia szykowałam się do niedzielnego kiermaszu. Poszukiwania formy, kupno, eksperymenty z gipsem, robienie biżuterii... Muszę przyznać, że stresik był. A czy się wyrobię, czy wyjdzie wszystko jak trzeba... Niestety nie zrobiłam zdjęć biżuterii, ale ozdób gipsowych tak!

Gips po paru eksperymentach kupiłam ceramiczny w sklepie plastycznym. Foremka firmy EberhardFaber. Początkowa koncepcja jak wspominałam była taka, żeby posprayować gotowe rzeczy na złoto lub srebrno i tyle. Spray niestety zwyczajny nie zadziałał, malować farbami akrylowymi dość dokładnie nie potrafię. Ostatecznie najprostsze rozwiązanie okazało się najlepsze - trochę rafii i naturalnego sznurka, a efekt moim zdaniem bardzo przyjemny.Na samym kiermaszu charytatywnym podczas koncertu nie udało mi się sprzedać wiele z rzeczy, które przygotowałam. Niewiele jednak nie oznacza, że mało uzbierałam. Z samych moich rzeczy udało mi się uzbierać 180 zł.

Na koncercie odbywała się również licytacja. Koleżanki zaproponowały, abym dała coś specjalnego. I podarowałam naszyjnik z burszytami i szklanymi koralikami Jablonexu w starym złocie. Nie pamiętam nawet, czy wrzucałam go tutaj, ale teraz umieszczam z pewnością lepsze zdjęcie.
Oto moja duma. A dlaczego? Nie wiem jakim sposobem, ale naszyjnik poszedł na licytacji za 400 zł! Wiem, wiem... Szok. Wszystko jednak na cele wyższe. A to w końcu najważniejsze.

U mnie poza tym roboty, a roboty. Przypomniało mi się o prezencie, który mam wykonać. Muszę też wykonać wazwanie, które otrzymałam od Lil na Craftladies. Na szczęście na to mam czas do 30 grudnia... Postaram się pisać trochę częściej. Teraz pora spać się i grzać się... Świątecznie jest i jest cudownie!

P.S. Zapraszam również na candy MAKOWE POLE. Więcej informacji jak zawsze w kolumnie z prawej :)

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Praca wre

Jak już pisałam wcześniej, zaproponowano mi, żebym wsparła koncert charytatywny wystawiając jakąś moją najlepszą biżuterie na aukcje oraz żebym rozstawiła się na kiermaszu. Zgodziłam się i powoli szykuję się do tego otóż koncertu. W praniu również zostałam poproszona o jakieś propozycje/pomysły na to jak wykonać 20 zaproszeń. Ja zamiast zasugerować, postanowiłam je osobiście wykonać. Pomimo masakrycznej migreny w niedzielę udało mi się skończyć je w weekend. Jako, że kończyłam je na oczach K. i N., one zabrały je od razu do przekazania dalej. K. na szczęście zrobiła zdjęcia. Z flashem, więc słabo widać, że kartka jest bordo, gwiazdki złote, choinki ciemno zielone, a papier lekko podzółknięty. Ale i tak wrzucam zdjęcia ;)
Jak na szybkie tempo, jestem z nich całkiem zadowolona. Wygląd kartki był inspirowany starym zaproszeniem na ślub, które przekazano mi kiedy powiedziałam, że podejmę się zadania.

Teraz chcę załatwić jakąś formę do gipsu świąteczną, najlepiej świecznik, zrobić tonę odlewów, potraktować je złotym/srebrnym spray'em, aby wprowadzić sprzedaż hurtową ;) W końcu cel szczytny. Z tego miejsca oczywiście serdecznie zapraszam na ten koncert, który odbędzie się 13 grudnia o godzinie 19 w Państwowej Szkole Muzycznej w Olsztynie. Odchód ze wstępu, kiermaszu i licytacji przeznaczony jest na operację dla małego chłopca. Poza tym można spotkać mnie, a czyż to nie jest kusząca oferta? ;)

Pora również na małą informacje o Candy. W menu z prawej strony pojawiły się nowe Candy: Moje kreacyjki, Scrapbooking i inne Patis oraz Twórcze Wytworzy Mana J..

Następnym razem napiszę o tym co przyniósł mi Mikołaj ;)

That'a all folks!

wtorek, 1 grudnia 2009

Pierwszy Grudnia

Zaczął się grudzień. Ostatni miesiąc roku, który bardzo lubię. Szczególnie jeśli dopisuje śnieg i zimowa pogoda. Nastrój, zapachy, klimat, dużo wolnego czasu - to wszystko daje mi wiele radości. Pisząc tą notkę jestem dość zmęczona, więc myśl o nadchodzących dniach jest dla mnie swoistym światełkiem w tunelu. Ostatnio jakoś ciągle coś budzi mnie w nocy, a przecież mam zajęcia. Ale jeszcze trochę, do przyszłego tygodnia i czeka mnie trochę relaksu. Póki co nastrajam się Nigellą Lawson w wersji świątecznej. Duże ilości tej cudownej kobiety potrafią zdziałać na mnie cuda.

W weekend ponownie odbyły się warsztaty witrażowe. Zrobiłam to i owo, żadnej dużej formy, ale pokazuję to co mnie najbardziej zadowala. Kolczyki, broszki oraz wisiorek:Witraż, chociaż jest ciekawy, nie jest dla mnie. Ciekawie się tworzy, efekty potrafią być cudne. Ale musiałabym usiąść spokojnie w domu, bez pośpiechu czy parcia. Mieć wszystko pod ręką. To jednak niewykonalne, więc na jakiś czas rezygnuję z witrażów. Poza tym otrzymałam zakaz od M. ;) Wszystko z powodu "małego" oparzenia, kiedy przez nieuwagę złapałam palcami lutownicę. Trochę zajmie gojenie, ale będzie dobrze.

Wpis krótki, bo właścicielka bloga zmęczona. Ale przynajmniej zaczęłam miesiąc od wpisu, tak jak chciałam.

piątek, 27 listopada 2009

Black Friday

Jak widać na blogu zaszła pewna zmiana. Postanowiłam zmienić układ kolumny (i ich ilość) w celu lepszej organizacji przestrzeni ;) Dwie kolumny pomogły mi podzielić dodatki, które się w nich znajdują. Wygląd wymaga jeszcze paru kosmetycznych poprawek oraz nowej grafiki na logo. Prawdopodobnie zrobię ją w momencie, kiedy nie będzie mi się chciało uczyć na egzamin w poniedziałek. To jednak jest normą i nikt nie powinien się temu dziwić.

Szykując się do napisania tej notki zauważyłam dopiero, że listopad 2009 odchodzi w niepamięć. Nastąpi na szczęście po nim grudzień - miesiąc, który osobiście bardzo lubię. Konkretnie lubię okres przed i po świąteczny. Grudzień w takim wypadku jest jak znalazł. Z myślą właśnie o świętach we wtorek postanowiłam nabyć parę rzeczy, aby umilić sobie przygotowania i wprawić w świąteczny nastrój.
Kupiłam sobie foremkę do ciastek w kształcie Gingerbread Man'a w Home&You oraz komplet dziurkaczy ozdobnych w Tchibo. Może dokupię jeszcze parę rzeczy w H&Y - gdybym mogła, zamieszkałabym w tym sklepie i się z niego nie wyprowadzała.

W środę byłam również na zakupach - tym razem imieninowych z ciocią. Postanowiłam zająć się decoupage'em, więc od razu powędrowałam do JOKO Art w Olsztynie, aby nabyć zestaw podstawowy - 3 pędzle (każdy do czego innego), klej To-Do, crackle jednoskładnikowy To-Do oraz 2 arkusze papieru To-Do. Lakier mam kupiony z czasów moich eksperymentów z lakierowaniem FIMO. Najbardziej szczęśliwa jestem z papieru. Zakochałam się w nich na zabój i już nie mogę się doczekać lekcji. Mam nadzieje, że wypalą w przyszłym tygodniu.
(obrazki ze strony Artizana.pl)

Mając wreszcie klej dokonałam pewnej próby. Zawsze chciałam robić szklane magnesy/wisiorki/itp. Na warsztatach witrażowych skradłam za pozwoleniem 4 szklane kamyczki. Jeden nareszcie został wykorzystany.
Próba wyszła całkiem nieźle, choć muszę rozwiązać jakoś problem magnesu. Czytałam, ze ludzie przyklejają takie proste, płaskie magnesy, na których zwykle umieszcza się reklamy i dodaje do wszelakich margaryn lub jogurtów. Taki magnes średnio spełnił rolę u mnie. Kamyczek choć trzyma się lodówki, robi to tylko na słowo honoru.

Warsztatów modelinowych z MOK'u nie opisałam, wychodząc z założenia, że jeśli o kimś mówić to dobrze. Było jak było - mogło być lepiej. Oczywiście jednak nie jestem zrażona tym i w weekend idę na "sprawdzone" warsztaty witrażowe. Poza tym sama powinnam zebrać się w sobie i trochę lepiej opracować warsztaty szydełkowe, które poprowadzę w Planecie11. Wszystkich z Olsztyna zapraszam 05.12, jeśli nie znacie podstaw i chcecie zrobić etui na komórkę komuś w prezencie. Okaże się również jak sprawdzam się w roli nauczycielki. Prawdopodobnie, jeśli pójdzie mi nieźle, czeka mnie trochę więcej warsztatów do prowadzenia, ale nie zapeszam.

Byle do 2 grudnia! (bo 1.12 nie będzie fajny...)

P.S. Tytuł wpisu odnosi się do Święta Dziękczynienia w USA, które było wczoraj. Święto zawsze występuje w ostatni czwartek listopada. Piątek po nim, zwany Black Friday, zwykle jest wolny i postrzegany jest jako początek sezonu Bożonarodzeniowego w sklepach.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Chyba się popłaczę

Ze słodkości zapewne. Z nadmiaru i niedomiaru jednocześnie.

Są takie dni kiedy bardziej niż zwykle człowiek marzy i wznosi w górę ręce z jednym błaganiem: miliony! Jak wiadomo chodzi tu o pieniądze. U każdego taki moment przychodzi z innego powodu. A na samochód, a na mieszkanie, a na konsole, a na książki... No właśnie - książki. Ludzie którzy mnie znają wiedzą, że czytam niewiele. Od czasu do czasu jakiś tomik wciągnie mnie i przeczytam ją bardzo szybko. Są jednak takie, które zawsze przyciągną mój wzrok. Którym zawsze oddam cenne godziny mojego życia. Które gdyby pojawiły się w moich dłoniach byłyby głaskane, pieszczone i oglądane tyle razy i zmieściłoby się w dobie. Mówię o japońskich książkach craftowych.
Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma - śpiewały wieczne żywe Fasolki. Ja fascynując się kulturą Japonii i ich wyczuciem stylu i gustu, oddaje się w pełni przyjemności przeglądanie ich craftowych książek. Oczywiście są na każdy temat: szydełkowanie, druty, lepiej z mas wszelakich, wycinanie z papieru, pieczątki w gumki, patchwork, wyszywanie... Nazwijcie craft a znajdzie się na niego książka.
W tym oceanie najważniejsze jest pewne pojmowanie estetyki. Japonia, zafascynowana Zachodem, czerpie wzorce z tej odległej dla siebie krainy. Ale nie kopiuje tego w każdym calu. Nadaje temu wszystkiemu nowy ton, nowe życie. Japończycy zawsze w sztuce byli perfekcjonistami. Zawsze chcieli upiększyć sobie życie. Kiedyś ikebaną i origami - teraz ozdabianiem najmniejszego dodatku ich garderoby czy domu.Nie będę dalej rozwodzić się w temacie. Ale powiem tylko, że wczoraj i dziś patrzę w niebo błagalnie, czekając na deszcz milionów lub cudowne numery lotto. Żeby wyjechać i wykupić wszystkie japońskie książki craftowe, które wpadną mi w ręce.
P.S. Dla zainteresowanych polecam przeczytać artykuł na temat ZAKKA. Nie odpowiem co to. Aby zachęcić do rozszerzania tematu samemu.
P.S. 2 - Niech żyją wpisy pełne zdjęć!

sobota, 31 października 2009

Tylko ty, długo długo nic

I faktycznie - długo, długo nic nie pisałam. Jutro byłyby już 2 tygodnie od ostatniego wpisu (sic!). Tak nie może być, więc korzystam z wolnej soboty (czyli soboty w domu), aby nadrobić tę lukę w życiorysie.

Przez ten czas w moim craftowym życiu sporo się działo. Nie pisałam tak długo ponieważ w zeszły weekend (24-25.10) udałam się do MOK-u w Olsztynie na Witrażowy Weekend. Chciałam napisać dopiero jak z niego wrócę i pochwalić się tym i owym. Zresztą myślałam ciągle, czy rzeczy które robiłam będą/nie będą szły na jakieś prezenty.

Warsztaty trwały dwa dni, każdego dnia po 4 godziny. Tyle właściwie zajmuje nauczenie się podstaw i wykonanie ok. 2 średnich projektów lub jednego i sporej ilości mniejszych. Witraż wykonywany techniką Tiffany'ego jest dość prosty, ale potrafi być bolesny. Po drugim dniu myślałam, że amputuje sobie kciuk, ale cóż: "Artysta musi cierpieć dla sztuki" (chyba tak brzmiała moja złota myśl). Jednak nie chce nikogo zrażać do tego medium, bo kiedy już wie co się robi to jest całkiem miło. Moje "prace" są dość wadliwe, bo przyjrzeniu się im w tej chwili, ale planuję wybrać się na kolejne warsztaty z tej serii więc wszystko jeszcze przede mną. Osobom z Olsztyna - polecam warsztaty w MOK-u ogólnie!

Na pierwszy ogień - BABECZKA - leżąca i pod światło
Nie zdradzę jednak gdzie witraże mają błędy - kto zobaczy ten bedzie wiedział ;)
Dalej: Seria 3 Broszko/Zawieszek: PSEUDOKWIATEK (niebieski), PSEUDOPTASZEK (zielony), COŚ (czerwony)I na koniec z witrażu - moja mała duma - KROPLA
Ta notka jak widać ma mnóstwo zdjęć (dużo czasu, dużo zdjęć). W okresie w którym nie pisałam przyszła również do mnie paczka z kolejnymi koralikami oraz półfabrykatami. Żałuję tylko, że nie zrobiłam zdjęcia temu cudownemu momentowi i nie pokazałam mojego zamówienia. Dodatkowo nabyłam sobie książkę Patrz i ucz się! Wyrób biżuterii, którą serdecznie polecam wszystkim zajmującym/chcącym się zajmować biżuterią ręcznie robioną. Książkę możecie znaleźć w sklepie internetowym wydawnictwa Septem lub w empiku. Fakt - nie jest tania, ale warto. W mojej skromnej opinii. Tak uzbrojona w natchnienie zrobiłam to i owo, ale pochwalę się 3 rzeczami.

Oto dwa komplety bransoletka+kolczyki: Jesień i Zima
Trzecią rzeczą i ostatnim zdjęciem jest przywieszka do telefonu - PAPRYCZKATyle to właśnie rzeczy ciekawy i mniej działo się oraz powstało w ostatnim czasie (choć jak wspomniałam to nie wszystko dokładnie). Dostałam jakieś dobrego kopa weny i idzie jak mi się wydaje coraz lepiej. Niedługo również idę na kolejne warsztaty: z decoupage'u, witrażu i może z biżuterii z modeliny. Ten wpis to lekki przerost formy nad treścią no ale... sama sobie jestem winna!
Do zobaczenia!