Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warte uwagi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warte uwagi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 lutego 2016

NOREL Dr Wilsz MULTIVITAMIN - lepsza wersja mojej skóry


Minęło już sporo czasu, odkąd napisałam kilka słów na temat pielęgnacji skóry naczynkowej. Po pielęgnacji z kolorówki.com i serum z Dermofuture przyszła pora na coś bardziej zaawansowanego. Coś co zaskoczyło mnie tak bardzo, że dawno nie widziałam takich efektów na mojej skórze.

Przyszła pora na zestawie z linii MULTIVITAMIN marki NOREL Dr Wilsz.

wtorek, 1 grudnia 2015

ZIAJA - moje zaskoczenie roku 2015


ZIAJA - marka, której chyba żadnej Polce przedstawiać nie trzeba. Na rynku dostępna już od 26 lat. Asortyment tak szeroki, że okiem nie da się zmierzyć. I to pewnie dlatego wciąż potrafi zaskakiwać. Nawet mnie.

piątek, 30 października 2015

VIPERA BB CREAM Silky Match Maker - szok i niedowierzanie


Kiedy człowiek skoczy na jedno lub dwa spotkania blogerskie, siłą rzeczy różne kosmetyki wpadną mu w ręce. Jedne rzuci w kąt, drugie rozda znajomym, a trzecie z ciekawości otworzy. To będzie historia tym trzecim. Mimo uprzedzenia, nie dość, że otworzyłam to kupiłam potem kolejne dwa opakowania.

środa, 28 sierpnia 2013

WARTE UWAGI - Walka z naczynkami: prosty krem oraz serum z wit. C z kolorówka.com

Każdy kto ma cerę naczynkową, wie jak upierdliwy jest to problem. Uczucie gorąca, wiecznie czerwone policzki, jakieś czerwone pajączki na twarz... 

A co jeśli Wam powiem, że jest rozwiązanie? I nie kosztuje miliona złotych?

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

WARTE UWAGI - Świetlista konturówka do oczu AVON: Twilight, Blackened Night, Moonlit Brown

Avon często skreślany jest jako marka od której chcemy kupować kosmetyki. Nie do końca rozumiem dlaczego. Fakt - nie wiemy jak kosmetyk będzie działał, kolorówka bywa przekłamana na zdjęciach, dodatkowo nie możemy sprawdzić składów. Bądźmy jednak szczerzy. To samo można powiedzieć o zakupach przez internet albo  normalnej w drogerii. No poza sprawdzeniem składów na żywo, ale nie każdy ma takie odchyły (jak ja i kilka innych znanych mi osób :P).

Czasem nie warto się zrażać, bo jak w każdej firmie kosmetycznej, i tutaj można znaleźć masę perełek, które wejdą do użytku niemalże codziennego. 

Dlatego dziś coś dla fanów kolorówki oraz swatchy - linia nowych kredek/konturówek: Świetliste konturówki do oczu (Cosmic Glimmerstick Eye Liner)!


niedziela, 17 marca 2013

WARTE UWAGI - ECO HYSTERIA: SCRUB DO CIAŁA ENERGETYZUJĄCA CZARNA MIĘTA

Pora nadrobić zaległości, bo kilka postów wisi w zawieszeniu/dodokończeniu (chyba nie istnieje takie słowo...)! Postanowiłam nie walczyć ze sobą i nie bać się tak recenzji kosmetycznych. W końcu to mój blog, będę pisać co mi pasuję :3 

Niedawno obchodziłyśmy Dzień Kobiet - mam nadzieję, iż minął Wam udanie. U mnie było całkiem sympatycznie, obchody wyszły troszkę dwudniowe. Zauważyłam, że w dniach koło 8 marca występuje cały wysyp promocji w różnorakich sklepach stacjonarnych, jak i internetowych.  Jeśli śledzicie Fan Page to wiecie, że nawet trafiłam na śmieszną promocję i za zakup pierogów dostanę GlossyBoxa :D Ujmując tą historię w wielkim skrócie.  Już wiem, żeby na przyszły rok trzymać pieniądze i zakupy robić dopiero wtedy. Skorzystałam dwóch "okazji" - jednej w sklepie Kalina, drugiej w Pierre Rene

Robiąc zamówienie dla siebie i mamy na szampony Natura Siberica (ukochane, rosyjskie... tu nie mam odwagi o nich pisać, bo na włosach się w ogóle nie znam) z okazji Dnia Kobiet "wrzuciłam do koszyka" scrub do ciała w promocyjnej cenie...

ECO HYSTERIA - SCRUB DO CIAŁA ENERGETYZUJĄCA CZARNA MIĘTA

Generalnie, życiowo nie kupuję peelingów/scrubów do ciała. Naturalnie mam dosyć gładką skórę, poza lekkimi krostkami na ramionach. Wiem, że nie brzmi to dość skromnie, ale takie są fakty :P Jeśli czułam ogromną potrzebę peelingu używałam papki z kawy mielonej, zaparzonej w niewielkiej ilości wody z dodatkiem żelu pod prysznic. Tanio, dobrze i niby wyszczupla.

Ale tutaj moje chciejstwo wzięło górę. Zapach, opakowanie i skład. Dodatkowo płaciła mama :P


Uśmiechnięta ruda pani, wszystko w kolorach miętowych, młodzieżowo można by rzecz. Skład, jeśli się nie mylę, jest całkiem miód-malyna. Same dobrości - sól morska, masło shea, pestki maliny, olejki eteryczne... Opakowanie zawiera dodatkową pokrywkę, mieszcząc w sobie 300 ml rozpusty...

Papka solno-nasionkowo-tłuszczowa

Gdy piszę te słowa, gdy patrzę na te zdjęcia od razu czuję w nosie ten zapach. Kocham go miłością czystą ♥ ! Cudowna, naturalna mięta doprawiona czymś na słodko. Może ta róża lub pomarańcza ze składu? Trudno powiedzieć, ale jeśli kochacie mięte to z pewnością pokochacie ten zapach. 

Papki używamy na delikatnie zwilżoną skórę, choć myślę, że na suchej też działa świetnie. Musimy pamiętać, żeby skóry nie zwilżyć zbyt mocno. Najlepiej wejść do prysznic, delikatnie się opłukać i zabrać do roboty. Masujemy, masujemy i czujemy chłodek. Sympatycznie - na lato w sam raz! Po ciężkiej harówie, jaką jest ten masaż, spłukujemy wszystko wodą. Efekty? Skóra jest faktycznie gładka, lekko pachnąca i nawilżona/natłuszczona. Testowałam na ramionach damskich oraz plecach męskich. Zadziałało świetnie na jednych i drugich. 

Skuteczny produkt, który w dodatku jest przyjemny w użyciu. Gdzie jest haczyk pytacie? Niestety - tutaj jeden się znajduje. Jest to cena... Scrub bez promocji kosztuje 29,90 zł (ja trafiłam na okazyjne 19 zł)... Dla mnie to dużo. Wiem, że peelingów nie stosuje się codziennie, że są droższe, że to w sumie nie aż tak wiele. Ale taka już ze mnie sknera trochę. Jeśli taka cena nie stanowi dla Was problemu to kupujcie śmiało! Produkt jest zwyczajnie ujmując super. 

Ja podejmuję za to rzucone samej sobie wyzwanie na odtworzenie tego scrubu w domu z półproduktów kosmetycznych :3 A co tam! Ja nie dam rady?

sobota, 26 stycznia 2013

WARTE UWAGI - Szminka "Idealny Pocałunek" Avon

Avon z jakiegoś powodu głównie kojarzy się z bublami kosmetycznymi. Większość osób z góry jest nastawiona na "nie" jeśli chodzi o tę markę. Sądzę, że dyskusja nad różnymi produktami mogłaby być długa, ale dla mnie robią oni najlepsze szminki. Od lat kupuje je moja mama, stąd zawsze miałam z nimi styczność. Dlatego, gdy tylko pojawiła się promocja Demo dla konsultantek na tańszy zakup najnowszej szminki, rzuciłam się w ciemno - i nie żałuję.

Szminka "Idealny Pocałunek" Avon


Producent zapewnia nam miękkość i gładkość ust jak płatków róży. Mamy odczuć to dzięki mieszance olejków z awokado i kokosa oraz enzymom owocowym. Dodatkowo oferuje nam ochronę SPF 15. Od pierwszego katalogu mamy wybór pomiędzy 24 kolorami. Cena regularna to 32 zł - wiadomo jednak, że wszyscy będą kupować w momencie obniżki ceny. Aktualnie cena wynosi 15,99. Waga to 3,6 g. Dostępne w sprzedaży są od katalogu 2/2013.



Zaintrygowana kupiłam dla siebie na próbę 2 kolory: Lacy Mauve oraz Caressing Coral. Z tego miejsca mogę zaznaczyć, że katalog internetowy mocno rozjaśnił sobie kolory. Wersja papierowa ma więcej wspólnego z rzeczywistością (przynajmniej w odniesieniu do moich szminek). Zdjęcia nie pokazują wykończeń jakie te szminki mają w rzeczywistości. To chyba jedyna "wada" którą warto zaznaczyć na początku. W następnym katalogu szminka będzie w tej samej cenie, więc najpierw poproście o próbki interesujących Was kolorów.


Caressing Coral

Lacy Mauve

Oba kolory kocham. Zero drobinek, leciutki błysk. Caressing Coral jest trochę mniej kryjący i chociaż wygląda bardzo pomarańczowo to na moich ustach zyskuje trochę różowości. Lacy Mauve to szminka z którą nie umiem się rozstać. Bardziej kremowa i kryjąca ma ciepły odcień różu/wrzosu odpowiadający mojemu naturalnemu kolorowi ust. Stają się wyraźne, bardzo konkretne :3

Muszę przyznać, że Avon trafił dokładnie w mój gust i aktualne potrzeby. Stworzył szminkę, która nie jest ciężka i mocno kremowa. Ma jednak dobre krycie, przyjemnie nosi się na ustach, nie rozmazuje od byle czego. Ust są miękkie i nie wysuszone. Używam ich od jakiegoś tygodnia, a rączki mnie świerzbią, żeby zainwestować w kolejny kolor - marzy mi się ostry, mocny róż bez drobinek, czyli w tym wypadku Make Out Red. Zdecydowanie seria warta uwagi. Z pewnością część kolorów jest taka sobie, ale warto sprawdzić jaki nam odpowiada :)

Na Facebooku już pisałam, że planuję zorganizować jakieś nowe rozdawnictwo z okazji zbliżającego się setnego posta (yay!). Już zbieram dla was łupy, ale może byłybyście zainteresowane też taką szminką? Nową oczywiście ;)

A gdyby ktoś potrzebował zamówić jakieś kosmetyki z Avonu na terenie stolicy to zapraszam :D (trochę reklamy nie zaszkodzi)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

WARTE UWAGI - Naturalnie, że pigmenty mineralne

Na wstępie chciałabym powiedzieć, że bardzo się cieszę z przekroczonych 20 000 wejść na mojego bloga! WOW! Wiem, że istnieje on już dosyć długo, więc to żadne osiągnięcie, ale prawdziwej aktywności to jest tutaj połowa tego czasu. Ja jednak i tak doceniam każde wejście, każdy komentarz od Was :3 Dzięki, dzięki, dzięki!

Dzisiejszy post z założenia nie miał dostać etykiety Warte Uwagi, ale po głębszym przemyśleniu doszłam do wniosku, że jednak powinien. Bo każdemu chcę polecić coś co mnie ostatnimi czasy wciągnęło bez reszty - pigmenty i kosmetyki mineralne. Wiem, wiem... Już o nich wspominałam. Ale co innego wspomnieć, a co innego poznać. Póki co mogę wyrazić się na temat czystych pigmentów oraz samo-robionego błyszczyka.

Wszystko zaczęło się od wygranego konkursu u Arsenic, która wraz z pomocą kolorówki.com dała mi szansę poznania zupełnie innego świata kosmetycznego. Wygrany zestaw składał się z zestawu do zrobienia wody micelarnej, zestawu do zrobienia 2 błyszczyków oraz 4 pigmentów perłowych, zwanych mikami. Gratis otrzymałam jeszcze podejrzane białe proszki, które okazały się próbkami krzemionki oraz mikrosfer silikonowych :P O wszystkich tych rzeczach mogłabym się rozpisywać (a powiem Wam, że o wszystkich WARTO!), ale pozostanę przy pigmentach oraz błyszczykach. 






Gdyby ktoś z Was spytałby mnie czym są miki oraz mineralne pigmenty matowe... Miałabym problem. Chemia to nie moja bajka. Wikipedia podpowiedziała mi, że pigment to "drobno zmielona substancja stała, nierozpuszczalna i najczęściej nieprzezroczysta, zabarwiająca sobą powierzchnię pokrywanej substancji. Zazwyczaj są to rozdrobnione minerały". I chyba słowo minerały pozostanie tutaj kluczem. Nie chcę wklejać Wam wydumanych definicji. Jeśli chcecie poczytać na ich temat więcej wejdźcie na stronę z opisem wszystkich składników mineralnych założoną przez kolorówkę.com. Bardzo ciekawe źródło wiedzy!

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że są to czyste pigmenty. Nie ma w nich dodatków, które mogłyby nam szkodzić. Mieszając je z dodatkowymi składnikami, można poprawić ich właściwości i stworzyć własne mineralne cienie. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, aby używać ich samych! :3 Póki co ja je tak aplikuję i jestem bardzo zadowolona :)

Pokażę Wam jak wyglądają cudeńka, w których posiadaniu jestem.
Seria POP!
1. Lemon Drop POP! - żółty, błyszczący, cudowny!
2. Tangerine POP! - w rzeczywistości na skórze wygląda intensywniej. Mandarynka ze złotym połyskiem.
3. Strawberry POP! - ciepły pomarańczowo-czerwony kolor z różowym połyskiem. Bardzo podobny do Raspberry, a jednak inny odrobinkę inny ;)
4. Raspberry POP! - chłodniejszy czerwono-różowy z różowym połyskiem.
5. Apple Green POP! - chłodny, mocny zielony z perłowym połyskiem. Cudeńko!

Z tej serii brakuje mi dwóch kolorów, które niestety są już niedostępne...
















Pigmenty wygrane oraz jedna próbka
1. Satin Red - czuję w kościach, że seria Satin będzie jedną z moich ulubionych. Wszystkie te miki są satynowo białe w bazie, ale każda ma innych odcień połysku. W tym wypadku różowa czerwień. Na powiece wygląda inaczej pod każdym kątem - widać głównie różowy połysk z satynową bazą. Zdjęcia nie potrafią oddać tego połysku. Zwykłe cienie mogą naskoczyć.
2. Ballad Blue - blado niebiesko-fioletowy z połyskiem różowym jak w Satin Red. Te dwa pigmenty obok siebie na powiece wyglądają bosko.
3. Twilight Green - czarno-brązowa baza z zielonym połyskiem. Dosyć mocny kolor, ale też ciekawy.
4. Ruby Rose - pigment, który był w zestawie do błyszczyka. Chłodna fuksja z równie chłodnym połyskiem.
5. Fuschia Pink - Znów mocny róż, ale nie tak ostry i zimny jak poprzedni.










Pigmenty w praktyce sprawują się całkiem nieźle. Faktem jest, że są bardzo sypkie i suche. Odradzam kichania i kaszlenia w ich okolicy :P Na powiekach wyglądają pięknie. Używam bazy z Kobo i jeszcze żaden kolor mnie nie zawiódł. Przykład - dzisiejszy bardzo słabo wykonany makijaż miką Apple Green POP! na całej powiecie oraz odrobiną cienia MIYO na górze. W rzeczywistości kolor jest bardziej intensywny.


Tak prezentuje się moja kolekcja, która mam nadzieję, będzie powiększać się coraz bardziej. Wszystko to będzie też rozszerzać się o domowe cienie, róże do policzków, bronzery, cienie do brwi... Jedno jest pewne - będzie się działo! Z wygranego zestawu powstały pierwsze kosmetyki zrobione moją reką - 3 błyszczyki na bazie pigmentu Ruby Rose.

Zdjęcia przy lampce
Błyszczyki tego typu nie przypominają normalnych, sklepowych tworów. Nie są kleiste, są bardziej tłuste, choć pięknie lśnią i odżywiają usta. Ogromna zaleta to naturalne składniki: olej jojoba, rycynowy oraz wosk Candelilla. Jedyne czego mi brakuje to aromat, ale to da się załatwić małymi ilościami olejków eterycznych, drobną zmianą składu czy specjalnymi aromatami. Zrobiłam dwa odcienie: mocniejszy i słabszy. Dodatkowo wyszło mi 3/4 słoiczka 10 ml. Z pewnością nie będą to moje ostatnie próby ;)

I powiem Wam, że WARTO spróbować tego wszystkiego. Pigmenty nie są drogie, kosztują 5-6 zł za 5 ml (cały słoiczek jaki widzicie na zdjęciu) + opakowania za 1 zł z groszami. Polecam każdemu kto chce spróbować czegoś nowego, lubi zabawę kolorami i nudzą go już drogeryjne nabytki :) Nie mówiąc o tym, ze to sama natura.




poniedziałek, 5 listopada 2012

WARTE UWAGI - CIENIE MIYO: OMG! EYESHADOWS

Postanowiłam jak wiecie rozszerzyć swój blog o tematykę kosmetyczno-makijażową. Moi znajomi wiedzą, że jest to moje małe hobby, w którym lubię dzielić się swoimi doświadczeniami. Staram się jednak zachować pewien zdrowy dystans, dlatego nie umiałabym zrobić bloga tylko i wyłącznie o szeroko pojętych kosmetykach. Nie wyobrażam sobie recenzowania każdego kosmetyku, który wpadnie mi w ręce. Swoje recenzje i przemyślenia chcę przekazać osobom, które nie siedzą bardzo w tym temacie. Naprowadzić osoby chcące zacząć, ale nie wiedzące z której strony się zabrać do tematu.

Dlatego zaczynam "dział" WARTE UWAGI. Posty takie, będą zawierały recenzję produktów ciekawych, może średnio znanych, prawdopodobnie raczej tanich. Takich, które powaliły mnie na kolana i wiem, że pisanie o nich ma sens. Będą też naprowadzeniem dla osób, które szukają czegoś nowego dla siebie. Jeśli kogokolwiek interesuje moja opinia w temacie ;)

CIENIE MIYO: OMG! EYESHADOWS

Dawno nie trafiłam na cienie do powiek, które podbiły by moje serce aż tak mocno. Byłam (w wciąż jeszcze jestem) wiernia cieniom do paletek Freedom System marki INGLOT. Zamarzyłam sobie cień w kolorze chabrowym. Już prawie kupiłam go tam gdzie zawsze, gdy nagle na wystawie malutkiej, osiedlowej drogerii znalazłam MIYO.

Od tamtego momentu mam już 5 różnych kolorów i na tym się nie skończy. Na oficjalnej stronie  www.miyomakeup.com  możecie sprawdzić wszystkie 40 dostępnych odcieni, choć odcienie trochę się nie zgadzają z rzeczywistością. Jest to jednak spora gama kolorystyczna, we wszystkich barwach tęczy!


Kolory, które posiadam to:
[górny rząd od lewej do prawej] 05 Gold Dust, 34 Iris, 08 Coffee; 
[dolny rząd od lewej do prawej] 22 Dark Night, 19 Glamazon.


Niestety cienie są słabo dostępne. Generalnie produkcją i dystrybucją zajmuje się Pierre Rene. Ja swoje kupuję w drogerii Jasmin w Warszawie (jest ona też w wielu innych miastach). Kosmetyki tej serii znajdują się w różnych małych drogeriach, więc czasem warto się rozejrzeć. Można też zaopatrywać się na stronie producenta, gdzie często pojawiają się zniżki lub darmowa wysyłka. A jeśli to nie poskutkuje polecam przejrzeć allegro ;)


Poniżej możecie zobaczyć jak kolory prezentują się na skórze, czyli tzn. swatch.


No dobrze.... pytanie w takim razie brzmi - dlaczego właśnie te cienie aż tak podbiły moje serce? Ponieważ są to jedne z lepszych cieni (żeby nie powiedzieć najlepsze) z jakimi się spotkałam!

Mają doskonałe, intensywne kolory. Występują w 3 rodzajach: matowe, perłowe i błyszczące z drobinkami. Maty i błyszczące, u mnie nr 34, 08, 05, są nie do przebicia. Mocne, kryjące, bardzo odporne. Gdy maluję się nimi (nawet bez bazy na powiekach) kolor utrzymuje się bez zmian, przez cały dzień. Kolory perłowe, takie jak 22 i 19, kryją trochę mniej, ale i tak jest to bardzo wysoki poziom i równie dobra trwałość. Da się je mieszać, używać na mokro, rozmazywać, robić linie - wszystko. Po prostu cud, miód i orzeszki!

Co dodatkowo sprawia, że są wyjątkowe? Ich bardzo niska cena wynosząca ok. 5 zł. Najwięcej zapłaciłam 5,50, najmniej 4,99. Idealna cena dla kogoś kto chce poeksperymentować z kolorami i jakość, która nie będzie zrażać do malowania :)

Podsumowując: polecam je każdemu. I początkującym, i zaawansowanym. Ja na pewno nie skończę na kolorach, które posiadam. Pewnie będę próbować też ich innych kosmetyków :3 (mają równie imponującą paletę lakierów).

Tyle w temacie i see you next time!