Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swatch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swatch. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lutego 2016

GOLDEN ROSE MATTE LIPSTICK CRAYON - Gimme more!


Moja kosmetyczka coraz bardziej zapełnia się kosmetykami z GOLDEN ROSE i zupełnie nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.

Chociaż już chyba wszyscy napisali w temacie swoje opienie postanowiłam jednak dorzucić swoje 3 grosze o ich słynnej kredce do ust MATTE LIPSTICK CRAYON. Oczywiście z dodatkiem odpowiednich swatchy!

poniedziałek, 1 lutego 2016

GOLDEN ROSE Longstay Eyeshadow Stick, czyli zamiennik dla...


Znacie to uczucie, kiedy macie jakiś kosmetyk, kochacie go, jego ilość zbliża się do końca, a wy... nie macie kasy, żeby kupić go znowu? To potrafi być dobijające, szczególnie jeśli ten produkt jest waszym życiowym ideałem i perspektywa rozstania się z nim urasta do rangi życiowego dramatu... 

Z tego kosmetycznego marazmu uratowało mnie jednak GOLDEN ROSE - a dokładniej ich nowość, czyli LONGSTAY Eyeshadow Stick.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

10 nowych kolorów pigmentów w Kolorówka.com!


Chociaż oferta pigmentów w sklepie kolorówka.com to ponad 180 pigmentów to wciąż potrafię czuć się nienasycona kolorami. W niedawnym czasie pojawiło się aż 10 nowych kolorów - a ja, żeby ułatwić Wam ewentualny wybór - przybywam ze swatchami!

piątek, 4 grudnia 2015

Niezbędnik w Makijażu - INGLOT - Cienie do powiek Freedom System RAINBOW


Ze względu na hobby (jak i w sumie jeden z wyuczonych zawodów) przez moje ręce przetoczyło się mnóstwo cieni. Moich, cudzych, wystawowych, targowych. Pojawiają się zauroczenia, romanse, miłostki. Cienie do powiek to moje największe zboczenie, bo jak wiadomo: "każdemu jego porno". Ale jest jedna paleta, która mnie nie zawodzi. Która zawsze musi być ze mną w kufrze, bo inaczej nie ma zmiłuj. 

wtorek, 17 listopada 2015

I'm just being Honest - Paletki ICONIC MAKEUP REVOLUTION po ponad roku + SWATCHE


Ponad rok temu pokazałam na blogu jedną z moich trzech paletek MAKEUP REVOLUTION, czyli Iconic 2. Opisałam ją w samych pozytywach, a czas płynął dalej nieubłaganie. 
Pora jednak napisać trochę prawdy na temat tego, co z paletką wydarzyło się przez rok. Prawdziwe zdjęcia, prawdziwe wyznania i porcja swatchy - czyli to co lubicie najbardziej.

czwartek, 5 listopada 2015

Jesień/Zima w pigmentach - MARSALA


MARSALA - kolor roku 2015. Nazwa, której wszyscy mocno nadużywają, bo chyba nikt nawet nie zerknął do palety PANTONE. Kolor, który w sezonie jesień/zima powrócił do łask po słonecznym lecie. Jak do MARSALI mają się pigmenty? Zobaczmy co możemy w nich znaleźć, aby urozmaicić nasz makijaż.

sobota, 24 października 2015

Potrójne Cienie do powiek OPAL marki PAESE - w końcu jakaś kolorówka!




Cienie do powiek. Moja największa słabość. Moja pięta Achillesa. Mój Kryptonit. Moje Pokemony - muszę mieć je wszystkie. Ze smutkiem stwierdzam, że to nie możliwe, ale zawsze mogę próbować mieć ich coraz więcej. 

Jak w mojej kosmetyczce pojawił się nowy cień ze stajni PAESE postanowiłam, że w ramach rozkręcania się w temacie kolorówki, dzisiaj pójdzie on na start.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rewolucja? MAKEUP REVOLUTION Palette ICONIC 2


Co jakiś czas na rynku pojawia się nowa, ekonomiczna marka, na którą każda szanująca się kolorówko-maniaczka rzuca się jak szczerbaty na suchary. 

Ja starałam się temu opierać. Zwykle dlatego, że nie chciało mi się zamawiać czegoś w ciemno przez internet i posiadałam węża w kieszeni. Ale skoro nadarzyła się okazja, a TeŻet nawiedział Londyn, postanowiłam zażyczyć sobie użyteczną pamiątkę.

Czy MAKEUP REVOLUTION faktycznie jest rewolucją?

sobota, 21 czerwca 2014

Róż, puder, cienie, tusz, czyli co ciekawego oferuje nam CATRICE?


Cztery produkty, jedna marka, jeden wpis - czego możemy jeszcze spodziewać się po CATRICE?
Długi post dla wytrwałych. Albo dla tych, którym wystarczy popatrzeć na dużą ilość zdjęć.

poniedziałek, 12 maja 2014

Wiosenno-letnie kolory na powieki!


Przyszła wiosna, lato się zbliża. Słoneczko świeci, wyjazdy, imprezy i inne rzeczy, które rzekomo wszyscy latem robią.

Pora na mineralny kolor!
(UWAGA! Dużo zdjęć i nie boję się tego!)

piątek, 16 sierpnia 2013

Coś o nie uchwytnym, czyli pigmenty interferencyjne


Zapewne zastanawiacie się po co pokazuję Wam wieżyczkę słoiczków, wypełnioną białymi proszkami. I w ogóle dlaczego używam takich trudnych słów jak "interferencyjne"? I właściwie to od kiedy tata umie piec?* Spokojnie, spokojnie - jeszcze nie zwariowałam do końca. Dziś po prostu o czymś co kocham.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

WARTE UWAGI - Świetlista konturówka do oczu AVON: Twilight, Blackened Night, Moonlit Brown

Avon często skreślany jest jako marka od której chcemy kupować kosmetyki. Nie do końca rozumiem dlaczego. Fakt - nie wiemy jak kosmetyk będzie działał, kolorówka bywa przekłamana na zdjęciach, dodatkowo nie możemy sprawdzić składów. Bądźmy jednak szczerzy. To samo można powiedzieć o zakupach przez internet albo  normalnej w drogerii. No poza sprawdzeniem składów na żywo, ale nie każdy ma takie odchyły (jak ja i kilka innych znanych mi osób :P).

Czasem nie warto się zrażać, bo jak w każdej firmie kosmetycznej, i tutaj można znaleźć masę perełek, które wejdą do użytku niemalże codziennego. 

Dlatego dziś coś dla fanów kolorówki oraz swatchy - linia nowych kredek/konturówek: Świetliste konturówki do oczu (Cosmic Glimmerstick Eye Liner)!


sobota, 22 grudnia 2012

Mat plus kolor równa się swatch

Nie potrafię się powstrzymać przed mówieniem, pokazywaniem czy opisywaniem pigmentów mineralnych z kolorówki. To już kompletny obłęd i zaczynam mieć manię pokemonową, czyli złap je wszystkie. Powstrzymuję się jak mogę, choć nie zawsze to wychodzi ;) Dlatego dziś dla osób, które może rozważają zakup, kilka swatchy nowych kolorów w mojej kolekcji. 


Zbierałam ostatnio matowe kolory, aby mogły służyć mi jako baza kolorystyczna w tworzeniu cieni do powiek. Pigmenty matowe są zdecydowanie trudne w obsłudze samodzielnie, szczególnie kiedy nie mamy do nich słoiczków... Mieszając się z dodatkami możemy poprawić to i tamto, ale nie o tym dziś (nie wiem czy kiedykolwiek, bo póki co za małe mam doświadczenie, żeby zgrywać eksperta). Jak już wspominałam, w większości mają konsystencję suchych pasteli, inaczej zachowują się kiedy dotykamy je palcem, a inaczej kiedy je rozmazujemy na ręce. Ale i tak są piękne ♥


Większość ma bardzo wdzięczne nazwy :P Wynika to chyba z ich chemicznej (???) nazwy. Na tych zdjęciach możemy zobaczyć różnice w fioletach - szczególnie pomiędzy pierwszymi jest to kwestia bardzo mała. 

Moi ulubieńcy to Błękit Ultramarynowy, Murasaki Violet oraz oczywiście Hydratyzowana Zieleń Chromowa... Patrząc na nie, aż się rozmarzyłam...

Muszę wreszcie wymyślić sposób na robienie zdjęć swoim makijażom, aby móc pokazać wam kilka moich pomysłów mineralnych :3

czwartek, 20 grudnia 2012

Początek przygody mineralnej - cień do brwi i Pruskie Złoto

Nadszedł ten dzień, że wreszcie postanowiłam się zabawić swoimi nowymi nabytkami z kolorówki.com :D Mając już pewien zapas składników maści wszelakiej, narzędzie zbrodni zwane moździerzem oraz kilka wolnych słoiczków postanowiłam zacząć. Dzięki temu nauczyłam się kilku rzeczy - podzielę się swoimi doświadczeniami, aby inni byli świadomi!

Na pierwszy ogień wybrałam cień do brwi. Wybrałam przepis minimalistyczny, bazujący na tym co stworzyła Arsenic. Niestety wieczorna pora na tworzenia była nie odpowiednia. Tutaj wysnuwa się lekcja nr 1 - nie należy robić kosmetyków mineralnych w świetle sztucznym. Niby oczywiste, a jednak :P Zaczęłam kręcić po nocy, by do pracy powrócić rano. Świat był na tyle łaskawy, że pierwszy raz od kilku dni wyjrzało na tę okazję słońce.


Próbowałam stworzyć coś co:
a) było trochę podobne do cienia MIYO Coffee
b) było jaśniejsze od powyższego cienia
c) nie było czerwonawe i rude jak powyższy cień

Nie wiem jaki jest idealny kolor dla moich brwi. Potrzebują one dosyć ciemnego cienia, aby zasłonić rzadkość włosków. Żeby było najprościej użyłam Bazy TKB, która jest gotową mieszanką składników podstawowych do stworzenia cienia. Wystarczy dodać kolor i voila! Mamy cień :3 Wykorzystałam pigmenty:

Źródło: kolorowka.com

Tlenek ciemnobrązowy - kolor niemalże identyczny z MIYO Coffee, choć tutaj to czysty pigment
Czerń żelazowa - gdyby ktoś mnie pytał, ja bym nazwała to czerń typu kongo (bo tak nazywam wszystkie ciemne kolory :P)
Błękit ultramarynowy - w małych ilościach, bo jak się nauczyłam służy on do ochładzania barwy




Proporcji nie podam, były spontaniczne, choć bazy dałam na pewno 15 łyżeczek objętości 0,15 ml oraz chyba 2 łyżeczek brązu. Ucierałam, ucierałam, dodawałam trochę niebieskiego, troszkę czerni. Kombinowałam, mieszałam... Chwilkę to zajęło, ale efekt prezentuje się...

[Na górze od prawej]: Cień wieczorny, poprawiony cień poranny
[Na dole]: Swatche 3 użytych pigmentów

Jestem póki co całkiem zadowolona z uzyskanego efektu. Bardzo ładnie komponuje się w moimi włosami i całą resztą. Aczkolwiek nie wykluczone, że nagle dojdę do wniosku, by coś zmienić ;)

Rozochocona "sukcesem" rzuciłam się do zrobienia cienia do powiek. Ainulindale zakochała się w pigmencie matowym Błękit pruski, ale... Tu ukazuje się lekcja nr 2 - pigmenty matowe, czyli tlenki, mają konsystencję suchych pasteli. Są dosyć upierdliwe w użytkowaniu i bez odpowiedniego rozrobienia wydaje mi się, że mogą być ciężkie w obsłudze nawet dla osób wprawionych w bojach makijażowych. Mają piękne, głębokie matowe barwy, ale jest ciężko. Mając komponenty do stworzenia cienia o wygodniejszej konsytencji, przeanalizowałam skład typowego przepisu na cień do powiek Arsenic. Osobiście nie miałam stearynianu magnezu, dlatego skład ostateczny wyszedł mi następująco:

- 3 miarki Bazy TKB
- 2 miarki pudru jedwabnego
- 3 miarki Błękitu Pruskiego
- 4 miarki Silk Gold
[miarka u mnie ponownie równała się 0,15 ml]

Użyte pigmenty; źrodło: kolorowka.com
Wszystko to do mojego cienia poszło w podwójnej ilości. Dodaję odnośniki, aby każdy mógł sprawdzić co dokładnie powodują poszczególne składniki. Ja jednak zauważyłam, że czytanie czytaniem, ale nic nie zastąpi naocznego i naręcznego sprawdzenia każdego składnika. 

Robienie zaczęłam od wstępnego utarcia w moździerzu wszystkich białych składników. Następnie dodałam Błękit pruski. Lekcja nr 3 - ucieramy, ucieramy, ucieramy. Dużo! Zrobiłam nawet zdjęcie porównawcze na początku ukręcania, a po bardzo dłuższej chwili.

Różnica jest ogromna. Moc jaką posiada ten matowy tlenek widać od razu - a to tylko 2 miarki koloru do 20 miarek całej reszty! Gdy już ilość niebieskiego była zadowalająca, przesypałam zawartość do woreczka strunowego. Do niego dosypywałam Silk Gold - pięknej jedwabnej miki ze złotym połyskiem, siostrę Silk Red, którą opisywałam wcześniej. Dlaczego przerzuciłam się na woreczek? Przeczytałam kiedyś na stronie kolorówki, że ucieranie mik w moździerzu może spowodować utratę przez nie połysku. A dodając Silk Gold to właśnie cudowny, złoty połysk chciałam uzyskać. Wtrącę tutaj Lekcję nr 4 - bawiąc się Błękitem pruskim można się nieźle ubabrać. Ja miałam wszystko niebieskie - ręce, stół, łyżeczkę, nos - full zestaw :P




Ostatecznie, po tym całym mieszaniu uzyskałam coś bardzo interesującego. Nowy twór został nazwany Pruskie Złoto - może mało szałowo, ale oryginalnie ;)


Wiadomo - trudno oddać kolor cienia mineralnego zdjęciem... To chyba największy ból... Kolor się rozjaśnił oraz pozyskał piękny złoty połysk. Robi się przez to odrobinkę zielony, może morski. Trochę jak nasze "pruskie" jeziora ;)

Pierwsze wrażenia z ucierania - cudowne! Zabawa przednia! Jak tworzenie pięknych farb na swoje powieki. Jeszcze żebym miała więcej potrzeb/pomysłów. Zdecydowanie trafiłam sobie z nowym hobby w 10! :3

Jak oceniacie pierwsze próby? Ujdą w tłoku? 

poniedziałek, 10 grudnia 2012

WARTE UWAGI - Naturalnie, że pigmenty mineralne

Na wstępie chciałabym powiedzieć, że bardzo się cieszę z przekroczonych 20 000 wejść na mojego bloga! WOW! Wiem, że istnieje on już dosyć długo, więc to żadne osiągnięcie, ale prawdziwej aktywności to jest tutaj połowa tego czasu. Ja jednak i tak doceniam każde wejście, każdy komentarz od Was :3 Dzięki, dzięki, dzięki! ♥

Dzisiejszy post z założenia nie miał dostać etykiety Warte Uwagi, ale po głębszym przemyśleniu doszłam do wniosku, że jednak powinien. Bo każdemu chcę polecić coś co mnie ostatnimi czasy wciągnęło bez reszty - pigmenty i kosmetyki mineralne. Wiem, wiem... Już o nich wspominałam. Ale co innego wspomnieć, a co innego poznać. Póki co mogę wyrazić się na temat czystych pigmentów oraz samo-robionego błyszczyka.

Wszystko zaczęło się od wygranego konkursu u Arsenic, która wraz z pomocą kolorówki.com dała mi szansę poznania zupełnie innego świata kosmetycznego. Wygrany zestaw składał się z zestawu do zrobienia wody micelarnej, zestawu do zrobienia 2 błyszczyków oraz 4 pigmentów perłowych, zwanych mikami. Gratis otrzymałam jeszcze podejrzane białe proszki, które okazały się próbkami krzemionki oraz mikrosfer silikonowych :P O wszystkich tych rzeczach mogłabym się rozpisywać (a powiem Wam, że o wszystkich WARTO!), ale pozostanę przy pigmentach oraz błyszczykach. 






Gdyby ktoś z Was spytałby mnie czym są miki oraz mineralne pigmenty matowe... Miałabym problem. Chemia to nie moja bajka. Wikipedia podpowiedziała mi, że pigment to "drobno zmielona substancja stała, nierozpuszczalna i najczęściej nieprzezroczysta, zabarwiająca sobą powierzchnię pokrywanej substancji. Zazwyczaj są to rozdrobnione minerały". I chyba słowo minerały pozostanie tutaj kluczem. Nie chcę wklejać Wam wydumanych definicji. Jeśli chcecie poczytać na ich temat więcej wejdźcie na stronę z opisem wszystkich składników mineralnych założoną przez kolorówkę.com. Bardzo ciekawe źródło wiedzy!

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że są to czyste pigmenty. Nie ma w nich dodatków, które mogłyby nam szkodzić. Mieszając je z dodatkowymi składnikami, można poprawić ich właściwości i stworzyć własne mineralne cienie. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, aby używać ich samych! :3 Póki co ja je tak aplikuję i jestem bardzo zadowolona :)

Pokażę Wam jak wyglądają cudeńka, w których posiadaniu jestem.
Seria POP!
1. Lemon Drop POP! - żółty, błyszczący, cudowny!
2. Tangerine POP! - w rzeczywistości na skórze wygląda intensywniej. Mandarynka ze złotym połyskiem.
3. Strawberry POP! - ciepły pomarańczowo-czerwony kolor z różowym połyskiem. Bardzo podobny do Raspberry, a jednak inny odrobinkę inny ;)
4. Raspberry POP! - chłodniejszy czerwono-różowy z różowym połyskiem.
5. Apple Green POP! - chłodny, mocny zielony z perłowym połyskiem. Cudeńko!

Z tej serii brakuje mi dwóch kolorów, które niestety są już niedostępne...
















Pigmenty wygrane oraz jedna próbka
1. Satin Red - czuję w kościach, że seria Satin będzie jedną z moich ulubionych. Wszystkie te miki są satynowo białe w bazie, ale każda ma innych odcień połysku. W tym wypadku różowa czerwień. Na powiece wygląda inaczej pod każdym kątem - widać głównie różowy połysk z satynową bazą. Zdjęcia nie potrafią oddać tego połysku. Zwykłe cienie mogą naskoczyć.
2. Ballad Blue - blado niebiesko-fioletowy z połyskiem różowym jak w Satin Red. Te dwa pigmenty obok siebie na powiece wyglądają bosko.
3. Twilight Green - czarno-brązowa baza z zielonym połyskiem. Dosyć mocny kolor, ale też ciekawy.
4. Ruby Rose - pigment, który był w zestawie do błyszczyka. Chłodna fuksja z równie chłodnym połyskiem.
5. Fuschia Pink - Znów mocny róż, ale nie tak ostry i zimny jak poprzedni.










Pigmenty w praktyce sprawują się całkiem nieźle. Faktem jest, że są bardzo sypkie i suche. Odradzam kichania i kaszlenia w ich okolicy :P Na powiekach wyglądają pięknie. Używam bazy z Kobo i jeszcze żaden kolor mnie nie zawiódł. Przykład - dzisiejszy bardzo słabo wykonany makijaż miką Apple Green POP! na całej powiecie oraz odrobiną cienia MIYO na górze. W rzeczywistości kolor jest bardziej intensywny.


Tak prezentuje się moja kolekcja, która mam nadzieję, będzie powiększać się coraz bardziej. Wszystko to będzie też rozszerzać się o domowe cienie, róże do policzków, bronzery, cienie do brwi... Jedno jest pewne - będzie się działo! Z wygranego zestawu powstały pierwsze kosmetyki zrobione moją reką - 3 błyszczyki na bazie pigmentu Ruby Rose.

Zdjęcia przy lampce
Błyszczyki tego typu nie przypominają normalnych, sklepowych tworów. Nie są kleiste, są bardziej tłuste, choć pięknie lśnią i odżywiają usta. Ogromna zaleta to naturalne składniki: olej jojoba, rycynowy oraz wosk Candelilla. Jedyne czego mi brakuje to aromat, ale to da się załatwić małymi ilościami olejków eterycznych, drobną zmianą składu czy specjalnymi aromatami. Zrobiłam dwa odcienie: mocniejszy i słabszy. Dodatkowo wyszło mi 3/4 słoiczka 10 ml. Z pewnością nie będą to moje ostatnie próby ;)

I powiem Wam, że WARTO spróbować tego wszystkiego. Pigmenty nie są drogie, kosztują 5-6 zł za 5 ml (cały słoiczek jaki widzicie na zdjęciu) + opakowania za 1 zł z groszami. Polecam każdemu kto chce spróbować czegoś nowego, lubi zabawę kolorami i nudzą go już drogeryjne nabytki :) Nie mówiąc o tym, ze to sama natura.




poniedziałek, 5 listopada 2012

WARTE UWAGI - CIENIE MIYO: OMG! EYESHADOWS

Postanowiłam jak wiecie rozszerzyć swój blog o tematykę kosmetyczno-makijażową. Moi znajomi wiedzą, że jest to moje małe hobby, w którym lubię dzielić się swoimi doświadczeniami. Staram się jednak zachować pewien zdrowy dystans, dlatego nie umiałabym zrobić bloga tylko i wyłącznie o szeroko pojętych kosmetykach. Nie wyobrażam sobie recenzowania każdego kosmetyku, który wpadnie mi w ręce. Swoje recenzje i przemyślenia chcę przekazać osobom, które nie siedzą bardzo w tym temacie. Naprowadzić osoby chcące zacząć, ale nie wiedzące z której strony się zabrać do tematu.

Dlatego zaczynam "dział" WARTE UWAGI. Posty takie, będą zawierały recenzję produktów ciekawych, może średnio znanych, prawdopodobnie raczej tanich. Takich, które powaliły mnie na kolana i wiem, że pisanie o nich ma sens. Będą też naprowadzeniem dla osób, które szukają czegoś nowego dla siebie. Jeśli kogokolwiek interesuje moja opinia w temacie ;)

CIENIE MIYO: OMG! EYESHADOWS

Dawno nie trafiłam na cienie do powiek, które podbiły by moje serce aż tak mocno. Byłam (w wciąż jeszcze jestem) wiernia cieniom do paletek Freedom System marki INGLOT. Zamarzyłam sobie cień w kolorze chabrowym. Już prawie kupiłam go tam gdzie zawsze, gdy nagle na wystawie malutkiej, osiedlowej drogerii znalazłam MIYO.

Od tamtego momentu mam już 5 różnych kolorów i na tym się nie skończy. Na oficjalnej stronie  www.miyomakeup.com  możecie sprawdzić wszystkie 40 dostępnych odcieni, choć odcienie trochę się nie zgadzają z rzeczywistością. Jest to jednak spora gama kolorystyczna, we wszystkich barwach tęczy!


Kolory, które posiadam to:
[górny rząd od lewej do prawej] 05 Gold Dust, 34 Iris, 08 Coffee; 
[dolny rząd od lewej do prawej] 22 Dark Night, 19 Glamazon.


Niestety cienie są słabo dostępne. Generalnie produkcją i dystrybucją zajmuje się Pierre Rene. Ja swoje kupuję w drogerii Jasmin w Warszawie (jest ona też w wielu innych miastach). Kosmetyki tej serii znajdują się w różnych małych drogeriach, więc czasem warto się rozejrzeć. Można też zaopatrywać się na stronie producenta, gdzie często pojawiają się zniżki lub darmowa wysyłka. A jeśli to nie poskutkuje polecam przejrzeć allegro ;)


Poniżej możecie zobaczyć jak kolory prezentują się na skórze, czyli tzn. swatch.


No dobrze.... pytanie w takim razie brzmi - dlaczego właśnie te cienie aż tak podbiły moje serce? Ponieważ są to jedne z lepszych cieni (żeby nie powiedzieć najlepsze) z jakimi się spotkałam!

Mają doskonałe, intensywne kolory. Występują w 3 rodzajach: matowe, perłowe i błyszczące z drobinkami. Maty i błyszczące, u mnie nr 34, 08, 05, są nie do przebicia. Mocne, kryjące, bardzo odporne. Gdy maluję się nimi (nawet bez bazy na powiekach) kolor utrzymuje się bez zmian, przez cały dzień. Kolory perłowe, takie jak 22 i 19, kryją trochę mniej, ale i tak jest to bardzo wysoki poziom i równie dobra trwałość. Da się je mieszać, używać na mokro, rozmazywać, robić linie - wszystko. Po prostu cud, miód i orzeszki!

Co dodatkowo sprawia, że są wyjątkowe? Ich bardzo niska cena wynosząca ok. 5 zł. Najwięcej zapłaciłam 5,50, najmniej 4,99. Idealna cena dla kogoś kto chce poeksperymentować z kolorami i jakość, która nie będzie zrażać do malowania :)

Podsumowując: polecam je każdemu. I początkującym, i zaawansowanym. Ja na pewno nie skończę na kolorach, które posiadam. Pewnie będę próbować też ich innych kosmetyków :3 (mają równie imponującą paletę lakierów).

Tyle w temacie i see you next time!