Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje sklepów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje sklepów. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 lipca 2016

SWISS ARABIAN - jak pachnieć inaczej niż wszyscy? // zapach-orientu.pl


Rynek perfum to rynek, który nie ma końca. Od zarania dziejów ludzie chcą pachnieć inaczej niż naturalnie, aby poprawić samopoczucie sobie lub innym ludziom. Niestety to co zazwyczaj widzimy na półkach to nuda. Ten sam odgrzewany kotlet, którego zapach doskonale pamiętamy i nie jest w stanie nas zaskoczyć. Czasem pojawi się jakaś dodatkowa nuta, ale poza tym... Nic się nie dzieje, proszę Pana. Nic. Jak w polskim filmie.

Drogą dla naszych europejskich nosów jest wyciągnięcie się w terytorium nieznane. Inne. Lub mówiąc bez ogródek - orientalne. A jeśli orient to tylko zaczerpnięty u źródła! Dla mnie to aktualnie Zapach-orientu.pl i marka dostępna wyłącznie u nich - SWISS ARABIAN.

piątek, 5 kwietnia 2013

Lubię herbatkej

Wow... Na wstępie powiem tylko WOW. Dziękuję za tak duże zainteresowanie moim Giveawayem! Jest mi strasznie miło, że prezenty się podobają :3 Wszystkim po równo życzę powodzenia! Muszę zorganizować sobie czas, aby dzielić go między bloga, pisanie pracy licencjackiej oraz pewien projekt, w którym biorę udział. Mam jednak w zapasie kilka postów o kosmetykach, które aktualnie robiłam - łatwe, proste i przyjemne rozwiązania dla naturalnych sklepowych produktów np. masła Organique. I będę też próbowała odtworzyć miętowy peeling Eco Hysteria, więc stay tuned!

Póki co w takim razie coś lajtowego. Już jakiś czas temu dostałam do spróbowania herbaty od sklepu Black-tea.pl. Czego jak czego, ale darmowej herbaty nie przepuszczę! ;) Uwielbiam herbatę, głównie sypaną zieloną z dodatkami. Sklep trafił w moment, bo akurat kończyły mi się zapasy, a jeszcze nie znalazłam godnego sklepu z herbatą w stolicy. Większość w centrach handlowych jest koszmarnie droga, zaś w mojej okolicy małego sklepiku brak. Tutaj mamy niskie ceny i darmową wysyłkę na herbatę - nice!


Zestaw, który otrzymałam prezentował się następująco: 4 herbatki oraz przedziwny wynalazek zwany filtrami papierowymi. Ja swoją herbatę rzadko filtruję - zwykle sypię około łyżeczkę zielonej herbaty na dno mojej jumbo filiżanki w groszki. Jednak bardzo lubię wszystkie około herbaciane wynalazki. 


Musicie przyznać, że ciekawy patent. Duża wkładana torebka na herbatę, gotowa do napełnienia. W sam raz dla osób, które swoich listków długo moczyć nie lubią. Pamiętajmy jednak, że herbaty sypane trzeba zaparzać dłużej.  Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny. Sklepowa herbata w torebkach to miałki przemiał herbaciany - jeśli nie wierzycie kupcie sobie sypaną i porównajcie jej zawartość z zawartością torebkowej. Różnica jest gigantyczna. Oczywiście nie hejtuję z tego miejsca torebkowych tworów. Sama czasem piję, mój chłopak pije - wolność Tomku w swoim domku. Wracając jednak do meritum: listkom zawsze dawajcie dłuższą chwilę. Jeśli nie wiecie ile, pytajcie sprzedawcę w sklepie herbacianym. Tutaj na każdym opakowaniu dostajemy informację ile czasu i w jakiej temperaturze parzyć.

Jak w praktyce sprawdziły się herbaty, które próbowałam:

Imbirowa Gienia
Skład: sencha, korzeń imbiru, skórka pomarańczowa, pigwa kandyzowana, naturalny aromat

Trochę się obawiałam tej herbaty, bo nie jestem fanką imbiru - właściwie to nie znoszę... Jednak moje obawy okazały się błędne - nie ma strasznie mocnej pikantności, nie ma wszechogarniającego imbiru. Smak i aromat są przyjemnie owocowe, chociaż nie umiem porównać ich do tych mi znanych. Mój mężczyzna stwierdził, nie znając składu ani nawet nazwy, że pachnie jak budyń waniliowy - hm... Może jest w tym jest? Przyjmę, że to budyń owocowy. Bardzo mniam.


Ognisty Flirt
Skład: sencha, rodzynki - koryntki, cukrowe serduszkami, płatki malwy i słonecznika, aromat

Tu niestety brakowało mi "owocowości", choć z czasem przyzwyczaiłam się do jej delikatnego smaku i aromatu  (trudno mi go nawet zdefiniować). Słabo czuć owoce, kwiatki i serduszka mają głównie cel ozdobny. Jeśli ktoś lubi delikatne, słodkie aromaty  w zielonej herbacie to polecam. Mojego serca nie podbiła.


Skład: Czarna herbata, jabłko, kardamon, czerwony pieprz, kawałki chili, naturalny aromat czekoladowy

Chociaż w składzie mamy chili oraz pieprz herbata nie jest mocno ostra. Idealna na naszą aktualną wiosnę - lekko rozgrzewa, pięknie pachnie czekoladą z nutką przypraw. Nawet ostudzona jest niezła. Jak rzadko pijam czarną herbatę ta dodatkowo posłodzona jest świetna!


Red Devil
Skład: czarny bez, rodzynki, jabłko, hibiskus, papaja i ananas kandyzowane, czerwona porzeczka, maliny i truskawki liofilizowane, banan, aromat

Jeśli nigdy nie piliście herbaty owocowej tego typu to musicie to zmienić. Dla fanów mocno owocowych smaków, z lekkim kwaskiem. Dużo owoców, zapach powalający na kolana. Truskawki, maliny i egzotyczne owoce wyczuwalne... Uwielbiam tego typu napary, mogłabym pić hurtem, na przemian z zieloną. Dodatkowo można zjeść całą zawartość kubka ;) Ale jeśli kupować to dużo, bo herbata tego rodzaju jest najcięższa i najwięcej potrzeba jej do zrobienia wystarczająco intensywnej herbaty.

Powiem Wam, że jako dziecko nie "trawiłam" zielonej herbaty. Dopiero z wiekiem zaczęłam pić ją litrami, szczególnie w wersjach z dodatkami owocowymi. W ogóle herbaty doskonale sprawdzają się na dla mnie jako cudownych napój, pełen smaku i aromatu, bez kalorii i na każdą porę roku (zielonej nigdy nie słodzę, ba! uważam nawet, że jest wtedy obrzydliwa). Nie wspominając o właściwościach zdrowotnych, o których trąbią wszędzie. Antyoksydanty i te sprawy :3

Do dziś chyba tylko jednego smaku nie potrafię znieść. Oolong jest czymś co wzbudziło moje obrzydzenie i nie umiem się przełamać do kolejnych prób. Co jest tym bardziej dziwne, bo lubię nawet czerwoną herbatę Pu Erh, która śmierdzi czasem rybą :D

W ogóle zastanawiam się jakie jest Wasze podejście do herbat. Przykładacie wagę do tego co jest w kubku? Czy Wasze półki też są zastawione tonami torebek, puszek i innych saszetek tego napoju bogów? :3 A jeśli jesteście ze stolicy i macie jakieś sklepy to podajcie!

P.S. Taki mały pe es. Chciałabym z tego miejsca podziękować Smykusmykowi za mentalnego kopa w dupę do ogarnięcia bloga ;)

czwartek, 29 listopada 2012

{ Recenzje sklepów } Nanushki.com

Jak to śpiewały Fasolki: Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma. Tym razem jednak nie chodzi o moje hobby, a mojego współtowarzysza  ukochanego. Do jego ulubionych rzeczy należą skarpetki. Wiem, wiem... Każdy z nas mniej lub bardziej je lubi :P On jednak pasjami nosi je w wersji jednolitej kolorowej. Żółte, zielone, niebieskie, czerwone, różowe, fioletowe... Im bardziej wyrazisty kolor tym lepiej! Niestety sklepy ostatnio świecą pustkami jeśli chodzi o męskie kolorowe skarpetki. Było ich trochę w H&Mie, je jednak już kupiliśmy.

Ja zaś pewnego razu będąc w moim mieście rodzinnym, natknęłam się na stoisko, którego jedynym celem była sprzedaż skarpetek we wszystkich rozmiarach oraz kolorach tęczy. Gdy wróciłam do Warszawy, próbowałam odnaleźć podobne stoisko na miejscu, ale niestety poległam. Znajomi sprawdzili mi jak nazywało się owe stoisko (gdyż ja w ogóle nie zwróciłam na to uwagę...) i tak po nitce do kłębka znalazłam www.nanushki.com.

Magiczny sklep posiada w tym momencie w swoim asortymencie 28 kolorów tradycyjnych skarpetek (rozmiary: 15 w porywach do 46) oraz stópek (roz.: 35-43). Wszystkie są w wersji unisex.

Gdy tylko miałam pieniądze kupiłam na zbliżające się imieniny 7 pary tych cudeniek.


Kolory, które wybrałam były dla mnie "bezpieczne" - podejrzewam, że obdarowanemu się spodobają ;) Wiem, że w tym miejscu określenie różowego i morskiego, jako bezpieczne kolory męskich skarpetek może brzmieć trochę śmiesznie, ale zaufajcie mi :P


Tak wygląda ich tył. Dodatkowo na stopie mają logo sklepu oraz rozmiar.


Najbardziej zauroczona jest ich cudownymi nazwami. Od lewej mamy: lawendę, słodką śliwkę, wiśniowy, różową panterę, malinową aleję, miętowe orzeźwienie oraz morską głębię. Pierwsze zdjęcie chyba najlepiej oddaje jak wyglądają kolory poszczególnych. 

Póki co, ich jedyną wadą jest cena. Jedna para tradycyjnych kosztuje 9,50 zł... Przy zamówieniu 5 par nie musimy płacić za wysyłkę. Dodatkowo zapisując się do newslettera możemy do zamówienia otrzymać jedną parę gratis, aczkolwiek musimy zamówić 6 par. Po skorzystaniu z obu promocji zapłaciłam za całość 57 zł.

Wysyłka była ekspresowa. Zamówienie złożyłam w niedzielę, skarpetki dotarły we wtorek. Niestety przypadkiem wyrzuciłam zdjęcia paczki. Otrzymałam pudełko, gdzie skarpetki zapakowane były w papier, zaklejony naklejką z logo. Jako gratisik dostałam malutką paczką żelek misiów Haribo :)

Tak prezentują się moje oceny:

Szybkość wysyłki: 10/10
Ceny: 7/10
Stan faktyczny produktów: 10/10
Średnia ocena: 9/10

 Podejrzewam, że nie będą to ostatnie zakupy w tym sklepie, który bardzo wam polecam :) 

Za to już jutro... TUTORIAL O ROBIENIU WISIORKÓW/KOLCZYKÓW Z KABOSZONAMI!

[EDIT] Po lekturze od ukochanego usłyszałam "Współtowarzysz, żeś wymyśliła." :P Nie umiem znaleźć nigdy dobrego określenia, a określenie TŻ... No nie lubię go i tyle - nie zabijajcie :P Jego propozycją jest współlokator, "bo przecież mieszkam z Tobą".

czwartek, 6 stycznia 2011

Zamotane zakupy

Wiem, że "jutro" o którym wspomniałam w ostatnim poście, minęło już parę dni temu, ale i tak to mniejszy odstęp niż miewałam ostatnio między moimi wpisami ;)

Tak jak zapowiadałam - dziś "recenzja" z moich zakupów w sklepie zamotane.pl.

Od jakiegoś już czasu planowałam zakupy w tym sklepie internetowym. W Olsztynie trudno jest dostać bawełniane włóczki inne niż Almina, Camilla, Miya, Myra i Supreme, które generalnie są swoimi odpowiednikami, oscylującymi między dwoma grubościami. Więc gdy miałam trochę więcej pieniędzy, postanowiłam zaryzykować i zamówić coś na co miałam "chrapkę" odkąd tylko zobaczyłam: Soleil marki Rozetti.

Ale jak już wspomniałam, powiem o sklepie, nie o samej włóczce (jeszcze dobrze jej nie przetestowałam). Zamówiłam sobie 11 motków 50 gramowych po 5,50 zł za sztukę. Wysyłka priorytetowa kosztowała mnie 11 zł przy wcześniejszym przelewie, co uważam, za całkiem znośny koszt wysyłki dla dość sporej przesyłki. Przesyłka została nadana bardzo szybko, dzięki czemu nie musiałam długo czekać na swoje zamówienie.

Zawartość paczki, dodatkowo była włożona w reklamówkę Adriafilu, co wyglądało bardzo przyjemnie: prawie jakbym przyniosła te zakupy z autentycznej pasmanterii ;) Poza rzeczami oczywistymi (włóczkami i rachunkiem), znalazłam w środku dodatkowo, owinięte w małe karteczki kawałki 16 innych włóczek.

Takie próbki, to świetna forma promocji, szczególnie, że przez internet nie możemy czegoś dotknąć. Osobiście wydrukowałabym nazwy włóczek na papierze. Odnalezienie włóczek w serwisie też trochę sprawiło problemu, gdyż osobiście nie zauważyłam nigdzie na stronie opcji "szukaj". Poradziłam sobie z tym korzystając z google. Tak więc, choć próbki są dobrym pomysłem, wymagają drobych poprawek. Ważne jednak dla mnie jest to, że w ogóle się pojawiły w moim zamówieniu.

Sklep powinien popracować nad zdjęciami. Choć przy każdej włóczce widnieje nazwa koloru, trudno wiedzieć jaki będzie on faktycznie. W moim zamówieniu, włóczka która nazwana została "terakota" na zdjęciu miała piękny czerwony kolor. Na żywo okazała się być faktycznie "terakotą", ale skąd miałam wiedzieć jak dokładnie może ona wyglądać? Nie wspominając o "pomarańczy", która okazała się "marchewką". Większość włóczek w moim przypadku jest jaśniejsza w rzeczywistości. Nie mozna mieć wszystkiego...
Ogólne oceny wyglądają więc następująco

Szybkość wysyłki: 10/10
Ceny: 9/10 (zamówienie w jakiejkolwiek pasmanterii internetowej ma sens, jeśli nie mamy pasmanterii w mieście lub robimy duże zamówienie)
Stan faktyczny produktów: 8.5/10 (za kolory na zdjęciach i w rzeczywistości)

Czynniki dodatkowe: 9/10 (nowa ocena, która zdecydowanie powinna się tutaj pojawić; w tym wypadku za próbki, nie dokońca dopracowane)
Średnia ocena: 9,125/10

Ogólnie uważam zakupy za udane. I chociaż jestem w twórczym dołku, wierzę, że kupione włóczki podniosą moje morale ;)

piątek, 19 marca 2010

Prawie 2 tygodnie

Dokładnie tak - prawie 2 tygodnie temu ostatni raz coś napisałam. Wstyd, wstyd, wstyd~! Oto jednak nadrabiam zaległości, korzystając z wolnego dnia, spowodowanego bólem w plecach po czwartkowym treningu ;)

U mnie wciąż króluje Decoupage. Hobby mnie tak wciągnęło, że aż boli. Pieniądze idące na serwetki, drewienka, a niedługo pewnie na nowy lakier nie są małe. Mam jednak stały "interes" - ja robię mojej Mamie prezenty dla koleżanek, ona mi funduje materiały. Każdy ma w tym swoje korzyści i oto chodzi ;)

Nie byłam nigdy do końca przekonana do sklepów, gdzie można kupić serwetki na sztuki. Rządziła mną zimna matematyka mówiąca, że jeśli jedna serwetka kosztuje ok. 50 gr to paczka takich serwetek kosztowałaby jakieś 10 zł! Z życia zaś wiemy, że paczka serwetek kosztuje od 4 do 7 zł. Stąd moja niechęć. Chciałabym jednak opisać sklep, który złamał moją niechęć na zawsze, a ja pozostanę mu wierna przez dłuuugi czas.

Chodząc po internecie znalazłam, jak zwykle przypadkiem, sklep internetowy CUDAniewidy - Serwetki do decoupage i hurt. Cały sklep miał formę galerii ze skanami serwetek. Jakieś 5/6 serwetek kosztuje 50 gr za sztukę, pozostałe 70 gr. Całość zamówienia polega na zapisaniu numerów serwetek znajdujących się pod zdjęciem, zapisaniu ilości danej serwetki i wysłaniu takich otóż informacji mailem (więcej oczywiście przeczytacie na stronie). Koszty wysyłki wynoszą od 8,50 zł (za 81 sztuk) do 16 zł (za 323 sztuki). Miałam pewne obawy przed zamówieniem - w końcu nie była to forma sklepu internetowego, tylko galerii. Dlaczego więc tam?
Znajdziecie na tej stronie chyba NAJWIĘKSZY WYBÓR serwetek. 39 działów tematycznych z samymi serwetkami. Najmniejszy ma 21 serwetek największy 330. Przeglądanie tych serwetek to zajęcie na całe godziny i bez konkretnej myśli co chcemy kupić, nie mamy co tam zaglądać. Właściciele napisali na stronie, że posiadają ponad 4567 wzorów - nie wiem czy mają ich tam tyle, ale zapewniam was, ze znajdziecie to czego wam potrzeba! I zarezerwujcie na to duuużo czasu ;)
Oto moje skromne zamówienie:
Co do tempa zamówienia nie mam jakichkolwiek zastrzeżeń. Maila z zamówieniem wysłałam 14 marca, odpowiedź dostałam 15, tego samego dnia dokonałam przelewu, zaś 16 zamówienie było już u mnie.

Pora na podsumowanie.
Szybkość wysyłki: 10/10
Ceny: 8/10 (i tak płacenie 50 gr za serwetkę dla mnie to dużo...)
Stan faktyczny produktów: 10/10

Średnia ocena: 9,33/10

A teraz pora na małą porcję moich prac ;) 2 pary kolczyków decoupage (pomarańczowe już sprzed jakiegoś czasu) oraz wykonane z FIMO irlandzkie koniczynki specjalnie na św. Patryka (w którego bawiłam się wybornie)

Zdjęcia marnie wyszły, ale nie mam weny robić aktualnie nowych ;)

Jak już wspominałam wcześniej w olsztyńskim MOK'u miały się odbyć warsztaty prowadzone przeze mnie. Niestety, nie zebrała się wystarczająca liczba osób. Może przez niedomówienie o poziomie trudności, może tematyka. Ogólnie nie wypaliło. Z myślą jednak o tych warsztatach, z okazji dnia kobiet, naciągnęłam mojego Tatę na zakup przez empik.com tej otóż książki z importu.Jak wiecie z wcześniejszych wpisów kocham bardzo Japonię. Dokładniej to kocham nad życie. Moim małym hobby jest kolekcjonowanie książek craftowych właśnie w jakiś sposób japońskich - albo japońskich autorów, albo o amigurumi, albo po japońsku. Ten najnowszy nabytek wzbogacił moją kolekcję książek w tym momencie liczącą 5 sztuk ;)

"Kyuuto! Japanese Crafts" to seria 4 książek: o amigurumi, o "koronkowym" szydełkowaniu, o filcowanych zwierzątkach oraz o wyszywaniu. Mój nabytek jest o koronkowym szydełkowaniu. Książka wyjaśnia podstawowe wzory (głównie graficzne), zasady czy ściegi. Znajdziemy też projekty np. na serwetko-pokrowca na chusteczki w kartonie ;) Wszystko w stylu Zakka, aby ładnie ozdobić nasze otoczenie. Prosto i mało skomplikowanie - może nareszcie nauczę się czytać wzory graficzne ;)

Pora kończyć ten długi wpis. Do następnego, mam nadzieję, że prędzej niż za 2 tygodnie ;)

czwartek, 18 lutego 2010

Zakupów Czar

Kto ich nie kocha? Fakt, że każdemu zakupy innych rzeczy sprawiają przyjemność. Nie da się jednak zaprzeczyć, że zakupowa magia potrafi udzielić się każdemu. Ponieważ zaczynało brakować mi drewienek do biżuterii postanowiłam zafundować sobie małe uzupełnienie zapasów. Wpadłam przy tym na pomysł, aby opisywać swoje doświadczenia, z różnymi sklepami internetowymi czy sprzedawcami na allegro. Każdy woli wiedzieć czy nie kupuje kota w worku - warto dlatego podzielić się swoimi odczuciami.

Przed jakąś godziną przyszła do mnie paczka ze sklepu internetowego DREWLANDIA.PL. Moim problemem w zakupach materiałów do decoupage'u jest to, że nie ma sprzedawcy, który miałby WSZYSTKO czego mi potrzeba (dodatkowo w rozsądnych cenach). Po analizie parunastu ofert wybrałam właśnie Drewlandie. Ceny okazały się dla mnie przystępne. Bazy kolczyków kosztowały od 0,45 zł do 0,60 zł. Dodatkowo do tego kupiłam 2 zakładki (1,60 zł sztuka) oraz wieszak normalny i dziecięcy (4,70 zł duży, 4,20 zł mały). Zaletą, ale też wadą jest wysyłka tylko kurierem przez GLS bez względu na zakup. Jeśli jednak kupujemy dużo lub w parę osób to cena 12,99 za wysyłkę jest bardzo przystępna. W szczególności, że zamówienie przyszło szybciutko - pieniądze przelałam we wtorek, w środę poinformowano mnie o wysyłce, a już dziś jest moja przesyłka ze mną. Oto jak wygląda zawartość:Wszystko jest naprawdę świetne. Wieszaki są tak cudowne, że nie mogę przestać ich dotykać ;) Dobrze wykonane, bardzo precyzyjnie, praktycznie brak ubytków. I ten zapach... Zakładki i bazy do biżuterii również w porządku - mają swoje drobne ubytki, ale kupując już drugi raz przywykłam do takowych w produktach małych ze sklejki. Nie jest jednak jakoś szczególnie źle. Otwory w drewienkach są trochę większe niż w moich poprzednich zakupach z czego bardzo się cieszę. Wygodniej będzie z nimi pracować.
Sklep otrzymuje ode mnie:
Szybkość wysyłki: 10/10
Ceny: 8/10
Stan faktyczny produktów: 9/10

Średnia ocena: 9/10

Co u mnie w kwestii craftowej? Skończyłam kolczyki, które pokazywałam ostatnio. Ostatecznie przyjęły taką formę (zdjęcie bardziej oddające wygląd niż to ostatnio, choć mogłoby być trochę jaśniejsze).Biję się z myślami, czy wstawić je na sprzedaż do prototypu. Ciągle nie jestem przekonana ich galerią internetową, więc... okaże się niedługo.

Za parę dni kolejna paczka u mnie, znów może coś będę oceniać ;) W końcu taka moja dziennikarska praca :P