Chociaż oferta pigmentów w sklepie kolorówka.com to ponad 180 pigmentów to wciąż potrafię czuć się nienasycona kolorami. W niedawnym czasie pojawiło się aż 10 nowych kolorów - a ja, żeby ułatwić Wam ewentualny wybór - przybywam ze swatchami!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki mineralne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki mineralne. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 7 grudnia 2015
czwartek, 5 listopada 2015
Jesień/Zima w pigmentach - MARSALA
MARSALA - kolor roku 2015. Nazwa, której wszyscy mocno nadużywają, bo chyba nikt nawet nie zerknął do palety PANTONE. Kolor, który w sezonie jesień/zima powrócił do łask po słonecznym lecie. Jak do MARSALI mają się pigmenty? Zobaczmy co możemy w nich znaleźć, aby urozmaicić nasz makijaż.
niedziela, 4 maja 2014
{ TUTORIAL } Mineralny bronzer - chcesz mieć dobry kontur? ZRÓB GO! + mini wiosenno-letnie rozdanie
Brozery, bronzery, bronzery...
Ach słowo klucz, słowo wytrych, kiedy przychodzi do nadania twarzy wyrazu. Tej kropki nad i. Tego je ne sais quoi.
Poszukiwania trwają latami, ale po co? Trzy ruchy i ideał będzie Twój!
niedziela, 17 listopada 2013
{ TUTORIAL } Mineralny korektor - banalnie prosty z bazy dostępnej na kolorówka.com
Bajałam już Wam o bazie do podkładów mineralnych i o mineralnym rozświetlaczu, które możecie sobie zrobić samodzielnie w domu.
Ale czymże byłby porządny makijaż bez solidnego korektora pod oczy i nie tylko?
wtorek, 5 listopada 2013
Czy to High Beam? Nie! To kolorówka.com
Długo dumałam nad tym czy na wstępie powinnam pokazywać Wam efekt, jaki udało mi się uzyskać, kiedy to poszukiwałam rozświetlacza... Doszłam jednak do wniosku, że nie lubię spoilerować. Jeśli tak jak ja jesteście w trakcie rekonesansu, a rzucenie ponad 100 zł ot tak na High Beam Wam się nie uśmiecha to zobaczcie co dzisiaj przygotowałam...
sobota, 19 października 2013
GIVEAWAY! - Rozdanie z kolorówką.com!
Wiecie jak to jest - każdy lubi w ramach przeprosin dostać jakiś prezencik - od tak na "zgodę".
Ja nie piszę. Ja przepraszam. Ja wręczam gifcik. Ale z pomocą niezawodnej kolorówki.com!
piątek, 16 sierpnia 2013
Coś o nie uchwytnym, czyli pigmenty interferencyjne
Zapewne zastanawiacie się po co pokazuję Wam wieżyczkę słoiczków, wypełnioną białymi proszkami. I w ogóle dlaczego używam takich trudnych słów jak "interferencyjne"? I właściwie to od kiedy tata umie piec?* Spokojnie, spokojnie - jeszcze nie zwariowałam do końca. Dziś po prostu o czymś co kocham.
środa, 31 lipca 2013
{ TUTORIAL } Podkład mineralny z bazy, czyli tanio - szybko - dobrze!
Nadrabianie zaległych postów potrafi być ciężkie - przynajmniej dla mnie, czyli kogoś kto jeszcze nie wyrobił sobie dobrego rytmu blogowania. Przyczyną może być też fakt, że zawsze rozpisuję się na temat wszystkiego. Może bez potrzeby, ale lubię każdy temat "do głębi zgłębić".
Dziś coś, co wiele osób interesowało. Pokażę Wam, jak w oszczędny i prosty sposób, można zrobić sobie podkład mineralny, który będzie idealnie dopasowany do Waszego koloru cery! Wszystko to, dzięki kolorówce.com, która ma w swojej ofercie niezbędne składniki. Let's get to it!
DISCLAIMER! Zdjęcia do tego posta robione były ratami. Nie tego samego dnia, nie o tej samej porze, nie w takich samych warunkach pogodowych. Starałam się, aby jak najlepiej oddawały rzeczywistość, co niestety nie zawsze się udawało...
MINERALNY PODKŁAD NA BAZIE Z KOLORÓWKA.COM
POTRZEBNE BĘDĄ:
- Baza do podkładu - Ja zdecydowałam się na SM Foundation Base Mix, która miała być średnio kryjąca "o dyskretnym, satynowym połysku".
- Baza kolorystyczna - wystarczy nam jeden kolor, gama jest dosyć szeroka. Jaki kolor wybrać? Czytaj dalej!
- Bazy kolorystyczne z podstawowych kolorów
- "Narzędzia" - łyżeczka miarowa 1-2ml (ale możecie posiłkować się łyżeczką do herbaty), łyżeczka 0.15 ml, woreczek strunowy oraz słoiczek z sitkiem na gotowy podkład (ja preferuję taki niewielki, ale można w sklepie dostać większe).
Pod koniec wypiszę kilka PRO TIPów oraz jakie zakupy warto poczynić, gdy chcecie się pobawić w robienie podkładu.
Zaczynamy od wybrania bazy kolorystycznej, która jest "najbliższa" naszej cerze. Ja skorzystałam z porady osoby mądrzejszej ode mnie, czyli Bobbi Brown. Radzi ona, aby podkłady testować na skraju żuchwy i szyi.
![]() |
| Słabe kolorystycznie zdjęcie... |
Za pierwszym razem, z tych 4 kolorów, najbardziej przypasował mi odcień NUDE.
Do woreczka strunowego odsypujemy sobie Bazę do podkładu. Ja odmierzyłam 4 ml. Następnie, łyżeczką 0.15 ml dokładamy sobie bazę kolorystyczną. Przy takich ilościach dodawałam ją powoli, po jednej łyżeczce. Dodajemy łyżeczkę, zamykamy woreczek tak by miał w sobie trochę powietrza i delikatnie rozcieramy między rękoma. Jak najlepiej opisać ten ruch? "Weź torebkę między dłonie ułożone płasko i zacznij pocierać. Ruch
powinien przypominać nieco zacieranie rąk z radości, co nawet może być
zgodne z prawdą, bo już niedługo Twój primer będzie gotowy" - taki opis znalazłam na stronie kolorówki, a tyczył się akurat robienia Primera :P
Kiedy zobaczymy, że mieszanka jest roztarta jest na jednolity proszek, sprawdzamy odcień. Najpierw dodajemy Bazy z koloru "skóry". Kiedy jest plus minus taki jak
potrzebujemy, dopiero zmieniamy jego odcień przy pomoc kolorów
podstawowych.
![]() |
| Znów twarz w słabym kolorze... |
Gdy robiłam sobie pierwszy podkład do 4 ml Bazy SM dodałam 4 porcje Bazy NUDE i 2 porcje Bazy GREEN (odmierzane łyżeczką 0.15 ml). Oczywiście, kolor w podkładzie będzie jaśniejszy niż nasza twarz, ale nie będziemy go przecież na twarz kłaść kilogramami przy pomocy szpachelki, tylko grzecznie nakładać pędzlem.
Gdy kolor wyjdzie jak trzeba, ucinamy rożek torebki strunowej i przesypujemy zawartość do słoiczka.
KONIEC PRACY! Rachu, ciachu i po strachu!
Trudno mi opisać to jakoś "bardziej", bo to naprawdę jest takie proste. Wsyp, potrzyj, sprawdź, wsyp, potrzyj, sprawdź, GOTOWE!
Pierwszy podkład był prawie idealnie w moim odcieniu. Ale ja nie zadowalam się "prawie", szczególnie jeśli robię coś na miarę dla siebie. Drugą wersję wykonałam w innym składzie:
- 4 ml Bazy do podkładu SM
- 1 ml Color Base WHITE
- 4 x 0.15 ml Color Base OLIVE
- 2 x 0.15 ml Color Base GREEN
- 6 x 0.15 ml Krzemionki Spherica P-1500
Dlaczego odmieniony skład? O tym w poradach!
A teraz to, co zapewne wszystkich interesuje najbardziej - jak mój superhipercool podkład sprawdza się na twarzy?
![]() |
| Dzięki cieniowi, moje zęby stały się idealnie żółto-szare :D |
Przed to ja - smutna, że moja twarz nie wygląda pięknie i idealnie... Aż włosy mam mokre z tego smutku.
Po - uwierzcie lub nie - to znowu ja! Teraz już szczęśliwa, z kciukiem do góry z zadowolenia. Moja twarz ma równy koloryt, dokładnie taki jak powinien być. Jest lekko zmatowiona, ale nie chamsko płaska. Pod oczami nałożony mam dodatkowo korektor mineralny, który (nie zaskoczę Was) również sama zrobiłam.
![]() |
| Jeśli brakuje Wam zbliżeń mojej twarzy |
Oświetlenie przy zdjęciach było dosyć ciepłe, ale trudno się dziwić, kiedy za oknem żar leje się z nieba, a słońce jest w pełnym rozkwicie.
OPINIA O PODKŁADZIE VER. 2.0:
Wiem, że moja twarz nie wygląda idealnie -
i nie chodzi mi nawet o
kształt. Na takim zdjęciu wychodzi każden jeden detal i niedociągnięcie.
Kiedy przychodzi do fotografowania swojej twarz to fotograf ze mnie
marny. W "normalnym życiu" cera wygląda bardzo ładnie. Jest zmatowiona,
ale nie jest to chamski, płaski mat. Krycie jest trochę większe niż
średnie, dlatego przy kolejnej wersji dodam jeszcze więcej Color Blend WHITE.
Trudno powiedzieć mi, jak długo takie cudo trzyma się na twarz. Nie
sprawdzałam z zegarkiem w ręku. Wszystko zależy od pogody, tego co będę
robić danego dnia. Warto mieć ze sobą bibułki matujące i/lub puder,
jeśli chcemy wyglądać perfecto cały czas, szczególnie w takie upały. Mi nie przeszkadza, jak
zaczynam się trochę błyszczeć, bo jednak jestem tylko człowiekiem :P
Dodaję jeszcze zdjęcia ze spotkania blogerek, które jeśli dobrze pamiętam wykonała mi Gosia. Tutaj też mam ten podkład plus w ogóle cały make-up mineralny, samorobiony. Poza bazą do cieni, tuszem i kredką do powiek. Serio, serio!
Co mnie zachwyciło w podkładzie mineralnym to jego lekkość. Nie czuję go na twarzy, nic mnie nie oblepia, nie muszę martwić się o rozcieranie linii szyja-twarz. Również dzięki temu, ze kolor jest idealnie mój!
CO WARTO KUPIĆ NA POCZĄTEK?
Robienie podkładu z bazy uważam za dobry wstęp do robienia bardziej skomplikowanych podkładów z gotowych zestawów. Bardzo prawdopodobne, że taki będzie Wam wystarczał (tak jak mi) i nie będziecie musiały wyciągać mocniejszych dział ;)
1. Wybieramy, która baza nas interesuje. Do wyboru mamy 2 - SM Foundation Base Mix i CS Foundation Base Mix. Obie mają w sobie Tlenek Cynku, czyli naturalny filtr przeciw słoneczny.
Skład SM Foundation Base Mix: Sericite Mica - Magnesium Myristate, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Silk Powder, Magnesium Stearate, Allantoin
Skład CS Foundation Base Mix: Oryza Sativa (Rice) Powder, Titanium Dioxide, Mica, Kaolin Clay, Zinc Oxide, Magnesium Stearate.
Ja korzystałam z jest pierwszej. Bez przeróbek jest średnio kryjąca, z satynowym wykończeniem. Podejrzewam, że dobrze sprawdzi się u skóry normalnej/suchej. Dodatkowo w swoim składzie posiada dwa pielęgnujące składniki: alantoinę i puder jedwabny. Ta druga przeznaczona jest do skóry tłustej i sama w sobie zapewnia lekkie krycie. Za matowienie odpowiada puder ryżowy i kaolin, czyli biała glinka.
Bazy występują w 4 wielkościach: 5 ml, 10 g, 30g i 100g. Bezpieczniej jest wziąć opakowanie 10 gramów, ale jak chcecie tylko liznąć temat to poradzicie sobie z 5 ml. Najwyżej będziecie potem robić drugie zamówienie :P
2. Wybieramy kolory bazy. Kolorów jest mnóstwo, dlatego zrobiłam swatche.
OLIVE dostał serduszko, bo to mój kolor :3 Nie są to wszystkie dostępne kolory, dodatkowe swatche znajdziecie u Arsenic. Ona do swojej chłodnej cery użyła odcienia BEIGE. Najbezpieczniejsze odcienie to NUDE, BEIGE i OLIVE. Jeśli choć trochę czujecie jaki macie odcień to weźcie sobie NUDE plus któryś z tych dwóch pozostałych. Tak na wszelki wypadek.
Bazy kolorystyczne to roztarte tlenki żelaza z dodatkowymi składnikami. Kolorówka mówi nam: "Łatwo zmieszać ją z dowolnymi kosmetykami sypkimi, bazami kosmetycznymi i
innymi bazami kolorystycznymi, a także pigmentami perłowymi w torebce
strunowej." Nie wymagają żmudnego rozcierania w moździerzu, dzięki czemu praca idzie łatwiej i szybciej.
3. Dobieramy bazy kolorystyczne w podstawowych barwach. Każdy z tych odcieni, dodany w małej ilości, będzie zmieniał nam lekko odcień. Niebieski ochładza, Żółty ociepla, Czerwony doda lekko różowego tonu, zaś Zielony potrzebny będzie do cer oliwkowych. Najbezpieczniej jest kupić komplet 4 kolorów. Ja sama myślałam, że zielony w ogóle mi się nie przyda. Potem doznałam szoku, gdy jednak okazał się niezbędny dla mojej cery. Jednak jestem oliwkowa. Huh...
4. Jeśli chcemy zwiększyć krycie dokupujemy Color Blend WHITE. Dodaje krycie i nie trzeba go rozcierać w moździerzu jak np. Dwutlenek Tytanu.
5. Jeśli wybieracie bazę do podkładu SM (którą serdecznie polecam), a macie cerę tłustą/mieszaną, zaopatrzcie się dodatkowo w Krzemionkę Sphericę P-1500.
Czymże jest? "Sferyczny kształt cząstek powoduje, że ta odmiana krzemionki jest
niezwykle gładka, jedwabista, transparentna. Dodana nawet w niewielkie
ilości do kosmetyków zapewnia przyjemną i komfortową aplikację. Nie
bieli. Charakteryzuje się wysoką adsorpcją sebum i wilgoci. Doskonale
przylega do skóry dzięki czemu matuje skutecznie i długotrwale, nawet w
ekstremalnych warunkach (wysoka wilgotność, temperatura). (...) Sferyczne cząstki krzemionki silnie rozpraszają światło
zapewniając efekt soft focus (optycznego wygładzenia wszelkich
niedoskonałości skóry). Pozwala to uzyskać jednorodne i naturalne
wykończenie makijażu bez efektu "płaskiego" matu".
A mówiąc w skrócie - to po prostu typowy puder HD, które tak namiętnie sprzedają wszystkie firmy. Jeśli macie jakiś w domu to sprawdźcie skład. Zwykle zawierają jeden składnik: SILICA. To właśnie krzemionka. I znów odsyłam do kogoś mądrzejszego, czyli Arsenic, jeśli chcecie zgłębić temat. Krzemionkę łatwiej miesza się w woreczku strunowym. To co Wam zostanie możecie używać samodzielnie jako pudru do wykończenia makijażu :)
6. Obowiązkowo zaopatrzcie się w woreczki strunowe i łyżeczkę 0.15 ml. Dzięki takiej miarce łatwiej będzie wam załapać jakich proporcji użyłyście przy podkładzie.
PRO TIPS!
- Nigdy nie dawajcie dużych ilości kolorów na raz! Możecie przez to obudzić się z ręką w nocniku, kiedy podkład jest za ciemny, a wy nie macie czym go rozjaśnić. Umiar to podstawa.
- Kosmetyki mineralne robimy w świetle dziennym. Wtedy najłatwiej jest zauważyć wszystkie niuanse.
- Kolory próbujemy na czystej skórze bez dodatkowych, kolorowych podkładów.
- Możecie na nadgarstku zrobić sobie swatch podkładu, który uważacie, że jest najbliżej idealnego odcienia. Będziecie wtedy wiedzieć jak mniej więcej balansować z kolorem, żeby uzyskać ten sam albo lepszy efekt.
- Pod miejsce pracy podłóżcie sobie kartkę albo papier do pieczenia. Jeśli pęknie Wam woreczek, łatwiej będzie wszystko zabrać z powrotem.
- Jeśli dodawałyście krzemionki i po pierwszym użyciu dochodzicie do wniosku, że potrzebujecie więcej matu - żaden problem! Otwórzcie słoiczek, przesypcie podkład do woreczka strunowego, dodajcie więcej krzemionki, wymieszajcie, odsypcie z powrotem. Ale uważajcie przy zdejmowaniu sitka, bo to potrafi być bardzo tricky!
- Kiedy zrobicie sobie podkład to nie używajcie go do końca. Warto reszteczkę przesypać sobie do woreczka strunowego. Jeśli będziecie wtedy zmieniać recepturę to będziecie miały gotowy swatch poprzedniego koloru (przy zmianach w recepturze mogą zmienić się proporcje kolorowych pigmentów).
- Nie bójcie się pytać! Ja, Arsenic oraz obługa sklepu kolorówka.com chętnie doradzimy :)
Mam nadzieję, że komuś przydadzą się te mega długie wynużenia. Starałam się zapisać tutaj wszystko co wpadało mi do głowy i co wiem ze swojego doświadczenia. Jeśli potrzebujecie więcej wiedzy to poczytajcie sobie u Arsenic (znowu ona :P) jej mądre słowa. Wy musicie tylko uwierzyć w siebie, bo wykonanie jest bardzo proste!
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Cienie Lily Lolo, a raczej Trolololo
Dziś będziemy dużo analizować i liczyć, aby pokazać jak cudownie działa marketing.
Odkąd zainteresowałam się kosmetykami mineralnymi, wiedziałam o istnieniu marki Lily Lolo. Dla osób niezorientowanych wytłumaczę - firma produkuje tego właśnie rodzaju kosmetyki: podkłady, cienie, korektory, bronzery itp. itd.
Odkąd zainteresowałam się kosmetykami mineralnymi, wiedziałam o istnieniu marki Lily Lolo. Dla osób niezorientowanych wytłumaczę - firma produkuje tego właśnie rodzaju kosmetyki: podkłady, cienie, korektory, bronzery itp. itd.
Szybko odkryłam, że ich produkty są drogie. 10 gramowy podkład kosztuje tam aż 70 zł, a mówiąc krótko, składem nie powala. Nie to, że jest zły, ale nie ma w sobie nic poza bardzo podstawowym składem. U Arsenic oczywiście przeczytałam dokładne porównanie samorobionego podkładu z kolorówki.com z tym marki Lily Lolo (łącznie ze sfilmowanym całym procesem produkcji własnego kosmetyku). Tam za 30 zł mamy 12 gramów na pełnym wypasie. Serio!
Dla nieprzekonanych, wykonam nawet analizę wraz ze skomplikowanymi wyliczeniami:
Skład każdego podkładu Lily Lolo to Mica (CI77019) i Tlenek Cynku (CI77497). Dodatkowo zawierają coś dla koloru i krycia czyli Dwutlenek Tytanu (CI77891) i Tlenki Żelaza (tutaj dużo różnych odcieni, generalnie bazujących na beżo-brązach ale wszystkie mają ten sam "skład" CI77491, CI77492, CI77499).
Te "CI" z numerkami w nawiasach to pozycja składnika w Międzynarodowym Indeksie Barw, który klasyfikuje również wszelakie pigmenty mineralne. Możecie sobie sprawdzić na stronie kolorówki oraz angielskiej stronie Lily Lolo, że są to dokładnie te same półprodukty.
Koszt składników na 10 gramów wyniósłby:
9,18 za 7,5 grama Miki
+ 3,13 za 2,5 grama Tlenku Cynku
+ 5,65 za 5 ml Dwutlenku Tytanu - trochę by zostało
+ 2,49 za 2,5 ml dowolnego Tlenku Żelaza
+ 3,61 za opakowanie 40 ml z sitkiem (nie tak fikuśne jak Lily Lolo, ale jakieś trzeba dla zasady dodać)
____________________________________
SUMA: 24,06
Mamy tutaj prawie 1/3 ceny z Lily Lolo. A jest to cena dla osób prywatnych, nie dla firmy kupujących wszystko hurtowo, pewnie za połowę tego co ja wyliczyłam. Za 29,90 mamy zestaw do zrobieniu podkładu w kolorówce.com, ze składem przebijającym LL o głowę.
Ja tam widzę tutaj lekkie przegięcie tego i owego. Oczywiście, ja rozumiem - to przecież "tylko" 70 zł, a on taki wydajny jest i w ogóle. Jasne, rozumiem. Jak ktoś chce wydać pieniądze to przecież nie złapię go za rękę, ale popukam się w głowę, bo już taka moja natura. W momencie gdy widzę, że coś można mieć taniej, a jest dokładnie takim samym produktem, to wybieram opcję ekonomiczną. Przecież "skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać?".
Jest jednak coś co mnie rozsierdziło już do granic możliwości. Miałam ostatnio okazję "zmacać" kilka cieni Lily Lolo. Moją uwagę przykuł Witchypoo w kolorze matowej czerni. Gdy nasypałam sobie odrobinę na rękę coś mi nie pasowało. Przecież ja to skądś znam... Szybko zerknęłam na skład, przejrzałam internet i z jednej strony chciałam się śmiać, a z drugiej kogoś zastrzelić.
Cień ten składa się tylko i wyłącznie z tlenku żelaza nr CI77499, czyli Czerni Żelazowej...
Cień kosztuje 30 zł. Wagowo to 4 gramy.
Koszt 5 ml na kolorówce.com (przybliżonej objętości) to 5,33 zł.
Wiem, że możecie powiedzieć, że jestem strasznie "pro-kolorówkowa". Kłócić się i zaprzeczać nie będę, bo tak właśnie jest. Ale chyba nikt mi nie powie, że sprzedawanie takiego pigmetu, w takiej cenie to nie jest zdzierstwo. Nie ma tu żadnych dodatkowych składników, żadnej specjalnej magii. Ot sam czysty pigment w fancy opakowaniu.
Przeglądałam trochę więcej i znalazłam kolejny odpowiednik o identycznym składzie. Cień Khaki Sparkle, który okazuje się być identyczny jak Antique Gold. Piękny kolor za jedyne 5,99 zł na kolorówce.com, zamiast 30 z LL.
Świetnie się nakłada, ma piękną podstawę z koloru brązowo-khaki i złoty połysk. Jak zwykle trudno jest oddać wielowymiarowość tego koloru na zdjęciu. Zakochałam się jak tylko go zobaczyłam.
Dodatkowo zauważyłam, że błyszczące się cienie z LL mają w składzie Micę CI77019 oraz Dwutlenek Tytanu. One zapewne mają dać odpowiedni shimmer cieniom.
Oczywiście takich błyskotek w kolorówce jest masa, moja nowa miłość to Sparkle. Dokładnie taki sam skład, będzie świetnie wyglądał jako błyszczący dodatek w cieniach. Jedyne 5,89 zł. Pigment jest transparentny, co bardzo dobrze udało mi się oddać na zdjęciu. Piękny połysk, mocnego rozjaśniania potencjalnego cienia do powiek.
Dlatego pora na moją małą odezwę do narodu. Ludzie złoci moi - jeśli szukacie cieni mineralnych nie lećcie ślepo do Lily Lolo! Ich "cienie" nie mają w sobie nic więcej niż same tlenki żelaza i miki!
Jest takie miejsce, nazywa się kolorówka.com, gdzie dostaniecie ich całą masę - w ogromnej palecie kolorystycznej za 1/6 ceny z LL! Są świetne, pięknie sprawdzają się w makijażu. Zapewniam, że jak zdecydujecie się na zakup to będziecie mieć przy wybieraniu kolorów zabawę na całe godziny. Jeśli będziecie czuć taką potrzebę to dostaniecie tam też małe słoiczki z sitkiem. Oczywiście znajdziecie tam całą masę innych ciekawych rzeczy, więc warto rozejrzeć się dłużej, bo z pewnością coś jeszcze przykuje Waszą uwagę.
Dla nieprzekonanych, wykonam nawet analizę wraz ze skomplikowanymi wyliczeniami:
Skład każdego podkładu Lily Lolo to Mica (CI77019) i Tlenek Cynku (CI77497). Dodatkowo zawierają coś dla koloru i krycia czyli Dwutlenek Tytanu (CI77891) i Tlenki Żelaza (tutaj dużo różnych odcieni, generalnie bazujących na beżo-brązach ale wszystkie mają ten sam "skład" CI77491, CI77492, CI77499).
Te "CI" z numerkami w nawiasach to pozycja składnika w Międzynarodowym Indeksie Barw, który klasyfikuje również wszelakie pigmenty mineralne. Możecie sobie sprawdzić na stronie kolorówki oraz angielskiej stronie Lily Lolo, że są to dokładnie te same półprodukty.
Koszt składników na 10 gramów wyniósłby:
9,18 za 7,5 grama Miki
+ 3,13 za 2,5 grama Tlenku Cynku
+ 5,65 za 5 ml Dwutlenku Tytanu - trochę by zostało
+ 2,49 za 2,5 ml dowolnego Tlenku Żelaza
+ 3,61 za opakowanie 40 ml z sitkiem (nie tak fikuśne jak Lily Lolo, ale jakieś trzeba dla zasady dodać)
____________________________________
SUMA: 24,06
Mamy tutaj prawie 1/3 ceny z Lily Lolo. A jest to cena dla osób prywatnych, nie dla firmy kupujących wszystko hurtowo, pewnie za połowę tego co ja wyliczyłam. Za 29,90 mamy zestaw do zrobieniu podkładu w kolorówce.com, ze składem przebijającym LL o głowę.
Ja tam widzę tutaj lekkie przegięcie tego i owego. Oczywiście, ja rozumiem - to przecież "tylko" 70 zł, a on taki wydajny jest i w ogóle. Jasne, rozumiem. Jak ktoś chce wydać pieniądze to przecież nie złapię go za rękę, ale popukam się w głowę, bo już taka moja natura. W momencie gdy widzę, że coś można mieć taniej, a jest dokładnie takim samym produktem, to wybieram opcję ekonomiczną. Przecież "skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać?".
Jest jednak coś co mnie rozsierdziło już do granic możliwości. Miałam ostatnio okazję "zmacać" kilka cieni Lily Lolo. Moją uwagę przykuł Witchypoo w kolorze matowej czerni. Gdy nasypałam sobie odrobinę na rękę coś mi nie pasowało. Przecież ja to skądś znam... Szybko zerknęłam na skład, przejrzałam internet i z jednej strony chciałam się śmiać, a z drugiej kogoś zastrzelić.
Cień ten składa się tylko i wyłącznie z tlenku żelaza nr CI77499, czyli Czerni Żelazowej...
Cień kosztuje 30 zł. Wagowo to 4 gramy.
Koszt 5 ml na kolorówce.com (przybliżonej objętości) to 5,33 zł.
Wiem, że możecie powiedzieć, że jestem strasznie "pro-kolorówkowa". Kłócić się i zaprzeczać nie będę, bo tak właśnie jest. Ale chyba nikt mi nie powie, że sprzedawanie takiego pigmetu, w takiej cenie to nie jest zdzierstwo. Nie ma tu żadnych dodatkowych składników, żadnej specjalnej magii. Ot sam czysty pigment w fancy opakowaniu.
Przeglądałam trochę więcej i znalazłam kolejny odpowiednik o identycznym składzie. Cień Khaki Sparkle, który okazuje się być identyczny jak Antique Gold. Piękny kolor za jedyne 5,99 zł na kolorówce.com, zamiast 30 z LL.
Świetnie się nakłada, ma piękną podstawę z koloru brązowo-khaki i złoty połysk. Jak zwykle trudno jest oddać wielowymiarowość tego koloru na zdjęciu. Zakochałam się jak tylko go zobaczyłam.
Dodatkowo zauważyłam, że błyszczące się cienie z LL mają w składzie Micę CI77019 oraz Dwutlenek Tytanu. One zapewne mają dać odpowiedni shimmer cieniom.
Oczywiście takich błyskotek w kolorówce jest masa, moja nowa miłość to Sparkle. Dokładnie taki sam skład, będzie świetnie wyglądał jako błyszczący dodatek w cieniach. Jedyne 5,89 zł. Pigment jest transparentny, co bardzo dobrze udało mi się oddać na zdjęciu. Piękny połysk, mocnego rozjaśniania potencjalnego cienia do powiek.
Dlatego pora na moją małą odezwę do narodu. Ludzie złoci moi - jeśli szukacie cieni mineralnych nie lećcie ślepo do Lily Lolo! Ich "cienie" nie mają w sobie nic więcej niż same tlenki żelaza i miki!
Jest takie miejsce, nazywa się kolorówka.com, gdzie dostaniecie ich całą masę - w ogromnej palecie kolorystycznej za 1/6 ceny z LL! Są świetne, pięknie sprawdzają się w makijażu. Zapewniam, że jak zdecydujecie się na zakup to będziecie mieć przy wybieraniu kolorów zabawę na całe godziny. Jeśli będziecie czuć taką potrzebę to dostaniecie tam też małe słoiczki z sitkiem. Oczywiście znajdziecie tam całą masę innych ciekawych rzeczy, więc warto rozejrzeć się dłużej, bo z pewnością coś jeszcze przykuje Waszą uwagę.
wtorek, 8 stycznia 2013
Cienie mineralne: Złote Ćwieki
Pora na wykazanie się znajomością (czy może kompletną ignorancją?) trendów panujących w modzie uliczno-internetowej. Myślę, że chyba wszyscy zauważyli wszechogarniający podbój ćwieków. Ćwieki, ćwieki, ćwieki - od butów, poprzez spodnie, po staniki. Chyba nie ma elementu ubioru do którego nie zostają przymocowane te kawałki metalu.
Ćwieki wróciły do łask chyba wraz ze stylem lat 80 i 90. Bycie rock girl w koszuli w kratę, noszenie koszulki z zespołem z "odległych czasów", spiczaste cycki Madonny ściągnięte przez Lady Gagę... Nie ukrywam - nawet do mnie przemawia ta moda, bo ćwieki troszkię lubię. Niestety jestem za mało faszyn (czyt. mam za mało pieniędzy i ważę za dużo), aby przenieść do siebie trochę tych rockowych błyskotek.
Nie zmienia to jednak faktu, że nawet taki mały kawałek metalu w tak dużej ilości potrafi zainspirować nawet mnie. Bo czym jest prawdziwa ostra laska bez wymalowanego na czarno oka? Dla mnie to naturalne uzupełnienie, wisienka na torcie, ostateczny szlif. Dodajmy jeszcze oku trochę złotego błysku, a oddamy w pełni ten trend na naszej powiece.
Cień mineralny Złote Ćwieki
- 10 obj. Sericite Mica & Mirystynian Magnezu
- 3 obj. Stearynianu Magnezu
- 1 obj. Pudru Jedwabnego
- 6 obj. Czerni Żelazowej
- 3 obj. 24 Karat Gold
- 4-5 obj. Silk Gold (nie mogę sobie przypomnieć ile użyłam...)
Początkowo moim planem było użycie tylko czarnej matowej bazy oraz złotych drobinek. Drobinki wymagają jednak dobrej oprawy. Najbardziej przydałby im się pewnie jakiś silikon - tych próbuję unikać, żeby zobaczyć jak dużo da się osiągnąć bez zbędnych dodatków z którymi wszyscy tak zażarcie walczą. Jaki uzyskałam efekt?
Swatch na zdjęciu wygląda na zielony-moro. Musicie uwierzyć jednak na słowo, że efekt bardziej przypomina czarny ze złotą poświatą. Próbowałam wykonać makijaż - też wymaga poprawek, ale oto najsmutniejsze oczy świata :
![]() |
| Cień Złote Ćwieki oraz mika Silk Gold |
Chyba już sto lat minęło odkąd malowałam się na czarno... Im cień jest bardziej rozcierany tym mniej złotych drobinek ostaje się na powiece. Poświata jednak pięknie pozostaje. Użyłam tutaj cienia w wersji beta - miał mniej drobinek i nie wiem jak zachowałby się, gdybym zaczęła makijaż od początku. Gdyby ktoś był zainteresowany zrobieniem testu wraz ze zdjęciami to piszcie śmiało! Testerów nigdy za wiele :3
Źródła zdjęć z kolażu:
http://allegro.pl/bransoletka-cwieki-chic-gothic-punk-2-kolory-50-i2802303560.html
http://www.moda.net.pl/dodatki/botki-z-cwiekami
http://art-madam.pl/bransoletki/cwieki-pleciony-cwiek,18063,389
http://wizaz.pl/szafa/wieszak_widok.php?wid=37987
http://szafa.pl/c10352047-cwieki-koszula-biala-36.html
http://www.photoblog.pl/superubraniaa/141240256/stanik-z-kolcami.html
http://szafa.pl/c11666994-torba-cwieki-bowling-czarna.html
http://shushu.pl/user/estilo/d/
piątek, 4 stycznia 2013
Cienie mineralne: Strong Green
Robienie cieni do powiek zrobiło się strasznie uzależniające, ale nie żałuję. Nie żałuję, bo wreszcie znalazłam zielony cień dla siebie. Nawet nie tyle co znalazłam, a zrobiłam sama ;)
Strasznie ciągnęło mnie do matowej Hydratyzowanej Zieleni Chromowej. Niestety pigment ten sam w sobie jest średnio wygodny w użytku. Dlatego postanowiłam sobie coś "skręcić". Wykonanie zajęło mi jakieś góra 15 minut. Raz dwa i gotowe~!
Strong Green
- 6 obj. Sericite Mica & Mirystynian Magnezu
- 6 obj. Hydratyzowanej zieleni chromowej
- 2 obj. Stearynianu Magnezu
- 2 obj. Pudru jedwabnego
- 1 obj. Żółcieni żelazowej
Wszystko razem utarte w moździerzu. Czysty matowy kolor. Bez dodatku żółcieni wyszedł chłodny kolor, trochę rozjaśniony w porównaniu do czystej hydratyzowanej zieleni. Kolor zdecydowanie jest mocniejszy niż na zdjęciu. Sam w sobie nie jest szczytem przyczepności, ale nałożony na bazę marki Kobo zachowuje się bardzo przyzwoicie.
Pierwszy raz udało mi się zrobić samodzielnie zdjęcie makijażu. Nie jest to szczyt fotografii, ale za trzecim podejściem jestem jako tako zadowolona :3
![]() |
| Zdjęcie wrzuciłam drugi raz, aby lepiej pokazać kolor - choć wciąż mu brakuje do rzeczywistości |
Aparat rozjaśnił nieco zdjęcie. Użyłam w sobie 2 kolorów - Strong Green oraz Cream Blue Mint. Świetnie ze sobą współgrają, ale nie ma co się dziwić. Oba bazują przecież na tym samym pigmencie.
Wiem, że zasypuję was wpisami z cieniami, ale niedługo może będzie coś o szyciu :D
środa, 2 stycznia 2013
Cienie mineralne: Pastele, czyli prawie wiosna
Jak tam u Was w Nowym Roku? Gdy to piszę, uświadamiam sobie jak bardzo czas leci... Ale nie ma co się tutaj rozczulać - trzeba iść dzielnie do przodu! Z tego właśnie powodu przez najbliższy czas (gdzieś do końca lutego) zapowiada się zmniejszona ilość wpisów. Muszę skupić się na innych sprawach niż blog...
Korzystając z czasu, który pozwoliłam sobie mieć jeszcze wolny, rozwijałam dalej kwestię mineralnych cieni do powiek. Zaczęłam analizować dokładniej składniki, proporcje, próbowałam nawet sprasować swój własny twór. Praktyka i doświadczenie to coś czego jednak nie da się przeczytać z żadnego źródła. W ramach nauki powstały 4 kolory - wiosenno-letnie i świeże. W sam raz na minimalistyczny makijaż rozjaśniający spojrzenie. Dodam, że nadawanie nazw to dla mnie zawsze fajna zabawa i swoista "wisienka na torcie" procesu tworzenia czegokolwiek.
![]() |
| Cream Blue Mint, Cream Apples&Lemons, Cream Orange, Cream Pink Grape |
Podstawowe składniki w tych cieniach różnią się. Trzy zrobiłam na jednej, wymyślonej samodzielnie recepturze. Później jednak doczytałam się, że procentowa zawartość Stearynianu Magnezu powinna mieścić się w mniejszych ramach, dlatego Cream Orange powstał już na innej bazie. Nie mam zarzutów ani do jednego składu, ani do drugiego. Wszystkie cienie pięknie się aplikują i trzymają mojej powieki.
Skład bazowy cieni Cream Blue Mint, Cream Apples&Lemons oraz Cream Pink Grape
- 10 obj. Sericite Mica & Mirystynian Magnezu
- 6 obj. Stearynianu Magnezu
- 6 obj. Bazy TKB
- 4 obj Pudru Jedwabnego
Skład bazowy cienia Cream Orange
- 10 obj. Sericite Mica & Mirystynian Magnezu
- 6 obj. Bazy TKB
- 2 obj. Stearynianu Magnezu
- 2 obj. Pudru Jedwabnego
Ilości kolorów: 3 obj. Hydratyzowanej Zieleni Chromowej, 2 obj. Apple Green POP!, 2 obj. Blue Belle of Asia
Pierwszy powstał odcień miętowy - kolor królujący na wszystkim na czym się da od kilku sezonów. U Arsenic podpatrzyłam użycie Hydratyzowanej Zieleni Chromowej. Bazowe składniki oraz matowy pigment utarłam w moździerzu. Później przełożyłam wszystko do woreczka strunowego, dodałam Apple Green oraz Blue Belle i wymieszałam. Trochę brakuje mi w tym kolorze połysku, jest dosyć matowy.
Ilości kolorów: 4 obj. Lemon Drop POP!, 3 obj. Apple Green POP!
Znów trochę ściągnięte od Arsenic. Wszystko wymieszane w woreczku, aby miki nie straciły swojego połysku. Zdecydowanie bardziej perłowy od poprzednika.
Ilości kolorów: 4 obj. Murasaki Violet, 4 obj. Fuchsia Pink, 4 obj. Strawberry POP!
Raczej chłodnawy kolor, choć ma w sobie trochę ciepła. Utarte w moździeżu składniki bazowe, Murasaki Violt i Fuschia Pink. Później przełożone do woreczka i wymieszane ze Strawberry POP. Troszkę żałuję że róż ucierałam, bo może cień zyskałby odrobinę różowego połysku. Mimo to kolor piękny.
Ilości kolorów: 4 obj. Strawberry POP!, 3 obj. Tangerine POP!, 1 obj. Fuchsia Pink
Wszystko wymieszane w woreczku strunowym. Pastelowy łososiowy, przechodzący w pomarańcz z odrobiną różu. Chyba tak najprościej opisać ten kolor ;) Wydaje mi się, że ma najwięcej drobinek i połysku, chociaż pewna nie jestem.
Wszystkie one na mojej dłoni prezentują się następująco
Wydaje mi się, że skład pomarańczy wymaga drobnych poprawek - aczkolwiek składy, z których korzystam teraz zdecydowanie ulegną zmianie. Chcę zrezygnować z gotowej Bazy TKB i samodzielnie dodawać dwutlenek tytanu. On odpowiada za krycie, ale również bardzo rozjaśnia kolor.
Powiedzcie, co Wy na to, bo ciekawi mnie opinia świata zewnętrznego ;) Co byście zmieniły? A może ktoś chciałby takie dostać, bo wyszło mi ich dość sporo.
P.S. Pamiętacie, że brałam udział w konkursie Wild Thing na blogu Elisabeth Harmony? Jeśli chcecie mnie (lub kogoś innego) wesprzeć i do tego wygrać paletkę firmy NYX to lećcie, czytajcie i głosujcie!
Ilości kolorów: 4 obj. Strawberry POP!, 3 obj. Tangerine POP!, 1 obj. Fuchsia Pink
Wszystko wymieszane w woreczku strunowym. Pastelowy łososiowy, przechodzący w pomarańcz z odrobiną różu. Chyba tak najprościej opisać ten kolor ;) Wydaje mi się, że ma najwięcej drobinek i połysku, chociaż pewna nie jestem.
Wszystkie one na mojej dłoni prezentują się następująco
Wydaje mi się, że skład pomarańczy wymaga drobnych poprawek - aczkolwiek składy, z których korzystam teraz zdecydowanie ulegną zmianie. Chcę zrezygnować z gotowej Bazy TKB i samodzielnie dodawać dwutlenek tytanu. On odpowiada za krycie, ale również bardzo rozjaśnia kolor.
Powiedzcie, co Wy na to, bo ciekawi mnie opinia świata zewnętrznego ;) Co byście zmieniły? A może ktoś chciałby takie dostać, bo wyszło mi ich dość sporo.
P.S. Pamiętacie, że brałam udział w konkursie Wild Thing na blogu Elisabeth Harmony? Jeśli chcecie mnie (lub kogoś innego) wesprzeć i do tego wygrać paletkę firmy NYX to lećcie, czytajcie i głosujcie!
sobota, 22 grudnia 2012
Mat plus kolor równa się swatch
Nie potrafię się powstrzymać przed mówieniem, pokazywaniem czy opisywaniem pigmentów mineralnych z kolorówki. To już kompletny obłęd i zaczynam mieć manię pokemonową, czyli złap je wszystkie. Powstrzymuję się jak mogę, choć nie zawsze to wychodzi ;) Dlatego dziś dla osób, które może rozważają zakup, kilka swatchy nowych kolorów w mojej kolekcji.
Zbierałam ostatnio matowe kolory, aby mogły służyć mi jako baza kolorystyczna w tworzeniu cieni do powiek. Pigmenty matowe są zdecydowanie trudne w obsłudze samodzielnie, szczególnie kiedy nie mamy do nich słoiczków... Mieszając się z dodatkami możemy poprawić to i tamto, ale nie o tym dziś (nie wiem czy kiedykolwiek, bo póki co za małe mam doświadczenie, żeby zgrywać eksperta). Jak już wspominałam, w większości mają konsystencję suchych pasteli, inaczej zachowują się kiedy dotykamy je palcem, a inaczej kiedy je rozmazujemy na ręce. Ale i tak są piękne ♥
Większość ma bardzo wdzięczne nazwy :P Wynika to chyba z ich chemicznej (???) nazwy. Na tych zdjęciach możemy zobaczyć różnice w fioletach - szczególnie pomiędzy pierwszymi jest to kwestia bardzo mała.
Moi ulubieńcy to Błękit Ultramarynowy, Murasaki Violet oraz oczywiście Hydratyzowana Zieleń Chromowa... Patrząc na nie, aż się rozmarzyłam...
Muszę wreszcie wymyślić sposób na robienie zdjęć swoim makijażom, aby móc pokazać wam kilka moich pomysłów mineralnych :3
Muszę wreszcie wymyślić sposób na robienie zdjęć swoim makijażom, aby móc pokazać wam kilka moich pomysłów mineralnych :3
czwartek, 20 grudnia 2012
Początek przygody mineralnej - cień do brwi i Pruskie Złoto
Nadszedł ten dzień, że wreszcie postanowiłam się zabawić swoimi nowymi nabytkami z kolorówki.com :D Mając już pewien zapas składników maści wszelakiej, narzędzie zbrodni zwane moździerzem oraz kilka wolnych słoiczków postanowiłam zacząć. Dzięki temu nauczyłam się kilku rzeczy - podzielę się swoimi doświadczeniami, aby inni byli świadomi!
Na pierwszy ogień wybrałam cień do brwi. Wybrałam przepis minimalistyczny, bazujący na tym co stworzyła Arsenic. Niestety wieczorna pora na tworzenia była nie odpowiednia. Tutaj wysnuwa się lekcja nr 1 - nie należy robić kosmetyków mineralnych w świetle sztucznym. Niby oczywiste, a jednak :P Zaczęłam kręcić po nocy, by do pracy powrócić rano. Świat był na tyle łaskawy, że pierwszy raz od kilku dni wyjrzało na tę okazję słońce.
Próbowałam stworzyć coś co:
a) było trochę podobne do cienia MIYO Coffee
b) było jaśniejsze od powyższego cienia
c) nie było czerwonawe i rude jak powyższy cień
Nie wiem jaki jest idealny kolor dla moich brwi. Potrzebują one dosyć ciemnego cienia, aby zasłonić rzadkość włosków. Żeby było najprościej użyłam Bazy TKB, która jest gotową mieszanką składników podstawowych do stworzenia cienia. Wystarczy dodać kolor i voila! Mamy cień :3 Wykorzystałam pigmenty:
![]() |
| Źródło: kolorowka.com |
Tlenek ciemnobrązowy - kolor niemalże identyczny z MIYO Coffee, choć tutaj to czysty pigment
Czerń żelazowa - gdyby ktoś mnie pytał, ja bym nazwała to czerń typu kongo (bo tak nazywam wszystkie ciemne kolory :P)
Błękit ultramarynowy - w małych ilościach, bo jak się nauczyłam służy on do ochładzania barwy
Proporcji nie podam, były spontaniczne, choć bazy dałam na pewno 15 łyżeczek objętości 0,15 ml oraz chyba 2 łyżeczek brązu. Ucierałam, ucierałam, dodawałam trochę niebieskiego, troszkę czerni. Kombinowałam, mieszałam... Chwilkę to zajęło, ale efekt prezentuje się...
[Na górze od prawej]: Cień wieczorny, poprawiony cień poranny
[Na dole]: Swatche 3 użytych pigmentów
Jestem póki co całkiem zadowolona z uzyskanego efektu. Bardzo ładnie komponuje się w moimi włosami i całą resztą. Aczkolwiek nie wykluczone, że nagle dojdę do wniosku, by coś zmienić ;)
Rozochocona "sukcesem" rzuciłam się do zrobienia cienia do powiek. Ainulindale zakochała się w pigmencie matowym Błękit pruski, ale... Tu ukazuje się lekcja nr 2 - pigmenty matowe, czyli tlenki, mają konsystencję suchych pasteli. Są dosyć upierdliwe w użytkowaniu i bez odpowiedniego rozrobienia wydaje mi się, że mogą być ciężkie w obsłudze nawet dla osób wprawionych w bojach makijażowych. Mają piękne, głębokie matowe barwy, ale jest ciężko. Mając komponenty do stworzenia cienia o wygodniejszej konsytencji, przeanalizowałam skład typowego przepisu na cień do powiek Arsenic. Osobiście nie miałam stearynianu magnezu, dlatego skład ostateczny wyszedł mi następująco:
- 5 miarek Sericite Mica&Mirystynian Magnezu
- 3 miarki Bazy TKB
- 2 miarki pudru jedwabnego
- 3 miarki Błękitu Pruskiego
- 4 miarki Silk Gold
[miarka u mnie ponownie równała się 0,15 ml]
![]() |
| Użyte pigmenty; źrodło: kolorowka.com |
Wszystko to do mojego cienia poszło w podwójnej ilości. Dodaję odnośniki, aby każdy mógł sprawdzić co dokładnie powodują poszczególne składniki. Ja jednak zauważyłam, że czytanie czytaniem, ale nic nie zastąpi naocznego i naręcznego sprawdzenia każdego składnika.
Robienie zaczęłam od wstępnego utarcia w moździerzu wszystkich białych składników. Następnie dodałam Błękit pruski. Lekcja nr 3 - ucieramy, ucieramy, ucieramy. Dużo! Zrobiłam nawet zdjęcie porównawcze na początku ukręcania, a po bardzo dłuższej chwili.
Różnica jest ogromna. Moc jaką posiada ten matowy tlenek widać od razu - a to tylko 2 miarki koloru do 20 miarek całej reszty! Gdy już ilość niebieskiego była zadowalająca, przesypałam zawartość do woreczka strunowego. Do niego dosypywałam Silk Gold - pięknej jedwabnej miki ze złotym połyskiem, siostrę Silk Red, którą opisywałam wcześniej. Dlaczego przerzuciłam się na woreczek? Przeczytałam kiedyś na stronie kolorówki, że ucieranie mik w moździerzu może spowodować utratę przez nie połysku. A dodając Silk Gold to właśnie cudowny, złoty połysk chciałam uzyskać. Wtrącę tutaj Lekcję nr 4 - bawiąc się Błękitem pruskim można się nieźle ubabrać. Ja miałam wszystko niebieskie - ręce, stół, łyżeczkę, nos - full zestaw :P
Ostatecznie, po tym całym mieszaniu uzyskałam coś bardzo interesującego. Nowy twór został nazwany Pruskie Złoto - może mało szałowo, ale oryginalnie ;)
Wiadomo - trudno oddać kolor cienia mineralnego zdjęciem... To chyba największy ból... Kolor się rozjaśnił oraz pozyskał piękny złoty połysk. Robi się przez to odrobinkę zielony, może morski. Trochę jak nasze "pruskie" jeziora ;)
Pierwsze wrażenia z ucierania - cudowne! Zabawa przednia! Jak tworzenie pięknych farb na swoje powieki. Jeszcze żebym miała więcej potrzeb/pomysłów. Zdecydowanie trafiłam sobie z nowym hobby w 10! :3
Jak oceniacie pierwsze próby? Ujdą w tłoku?
Ostatecznie, po tym całym mieszaniu uzyskałam coś bardzo interesującego. Nowy twór został nazwany Pruskie Złoto - może mało szałowo, ale oryginalnie ;)
Wiadomo - trudno oddać kolor cienia mineralnego zdjęciem... To chyba największy ból... Kolor się rozjaśnił oraz pozyskał piękny złoty połysk. Robi się przez to odrobinkę zielony, może morski. Trochę jak nasze "pruskie" jeziora ;)
Pierwsze wrażenia z ucierania - cudowne! Zabawa przednia! Jak tworzenie pięknych farb na swoje powieki. Jeszcze żebym miała więcej potrzeb/pomysłów. Zdecydowanie trafiłam sobie z nowym hobby w 10! :3
Jak oceniacie pierwsze próby? Ujdą w tłoku?
poniedziałek, 10 grudnia 2012
WARTE UWAGI - Naturalnie, że pigmenty mineralne
Na wstępie chciałabym powiedzieć, że bardzo się cieszę z przekroczonych 20 000 wejść na mojego bloga! WOW! Wiem, że istnieje on już dosyć długo, więc to żadne osiągnięcie, ale prawdziwej aktywności to jest tutaj połowa tego czasu. Ja jednak i tak doceniam każde wejście, każdy komentarz od Was :3 Dzięki, dzięki, dzięki! ♥
Dzisiejszy post z założenia nie miał dostać etykiety Warte Uwagi, ale po głębszym przemyśleniu doszłam do wniosku, że jednak powinien. Bo każdemu chcę polecić coś co mnie ostatnimi czasy wciągnęło bez reszty - pigmenty i kosmetyki mineralne. Wiem, wiem... Już o nich wspominałam. Ale co innego wspomnieć, a co innego poznać. Póki co mogę wyrazić się na temat czystych pigmentów oraz samo-robionego błyszczyka.
Wszystko zaczęło się od wygranego konkursu u Arsenic, która wraz z pomocą kolorówki.com dała mi szansę poznania zupełnie innego świata kosmetycznego. Wygrany zestaw składał się z zestawu do zrobienia wody micelarnej, zestawu do zrobienia 2 błyszczyków oraz 4 pigmentów perłowych, zwanych mikami. Gratis otrzymałam jeszcze podejrzane białe proszki, które okazały się próbkami krzemionki oraz mikrosfer silikonowych :P O wszystkich tych rzeczach mogłabym się rozpisywać (a powiem Wam, że o wszystkich WARTO!), ale pozostanę przy pigmentach oraz błyszczykach.
Gdyby ktoś z Was spytałby mnie czym są miki oraz mineralne pigmenty matowe... Miałabym problem. Chemia to nie moja bajka. Wikipedia podpowiedziała mi, że pigment to "drobno zmielona substancja stała, nierozpuszczalna i najczęściej nieprzezroczysta, zabarwiająca sobą powierzchnię pokrywanej substancji. Zazwyczaj są to rozdrobnione minerały". I chyba słowo minerały pozostanie tutaj kluczem. Nie chcę wklejać Wam wydumanych definicji. Jeśli chcecie poczytać na ich temat więcej wejdźcie na stronę z opisem wszystkich składników mineralnych założoną przez kolorówkę.com. Bardzo ciekawe źródło wiedzy!
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że są to czyste pigmenty. Nie ma w nich dodatków, które mogłyby nam szkodzić. Mieszając je z dodatkowymi składnikami, można poprawić ich właściwości i stworzyć własne mineralne cienie. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, aby używać ich samych! :3 Póki co ja je tak aplikuję i jestem bardzo zadowolona :)
![]() |
| Seria POP! |
1. Lemon Drop POP! - żółty, błyszczący, cudowny!
2. Tangerine POP! - w rzeczywistości na skórze wygląda intensywniej. Mandarynka ze złotym połyskiem.
3. Strawberry POP! - ciepły pomarańczowo-czerwony kolor z różowym połyskiem. Bardzo podobny do Raspberry, a jednak inny odrobinkę inny ;)
4. Raspberry POP! - chłodniejszy czerwono-różowy z różowym połyskiem.
5. Apple Green POP! - chłodny, mocny zielony z perłowym połyskiem. Cudeńko!
Z tej serii brakuje mi dwóch kolorów, które niestety są już niedostępne...
![]() |
| Pigmenty wygrane oraz jedna próbka |
1. Satin Red - czuję w kościach, że seria Satin będzie jedną z moich ulubionych. Wszystkie te miki są satynowo białe w bazie, ale każda ma innych odcień połysku. W tym wypadku różowa czerwień. Na powiece wygląda inaczej pod każdym kątem - widać głównie różowy połysk z satynową bazą. Zdjęcia nie potrafią oddać tego połysku. Zwykłe cienie mogą naskoczyć.
2. Ballad Blue - blado niebiesko-fioletowy z połyskiem różowym jak w Satin Red. Te dwa pigmenty obok siebie na powiece wyglądają bosko.
3. Twilight Green - czarno-brązowa baza z zielonym połyskiem. Dosyć mocny kolor, ale też ciekawy.
4. Ruby Rose - pigment, który był w zestawie do błyszczyka. Chłodna fuksja z równie chłodnym połyskiem.
5. Fuschia Pink - Znów mocny róż, ale nie tak ostry i zimny jak poprzedni.
Pigmenty w praktyce sprawują się całkiem nieźle. Faktem jest, że są bardzo sypkie i suche. Odradzam kichania i kaszlenia w ich okolicy :P Na powiekach wyglądają pięknie. Używam bazy z Kobo i jeszcze żaden kolor mnie nie zawiódł. Przykład - dzisiejszy bardzo słabo wykonany makijaż miką Apple Green POP! na całej powiecie oraz odrobiną cienia MIYO na górze. W rzeczywistości kolor jest bardziej intensywny.
Tak prezentuje się moja kolekcja, która mam nadzieję, będzie powiększać się coraz bardziej. Wszystko to będzie też rozszerzać się o domowe cienie, róże do policzków, bronzery, cienie do brwi... Jedno jest pewne - będzie się działo! Z wygranego zestawu powstały pierwsze kosmetyki zrobione moją reką - 3 błyszczyki na bazie pigmentu Ruby Rose.
![]() |
| Zdjęcia przy lampce |
Błyszczyki tego typu nie przypominają normalnych, sklepowych tworów. Nie są kleiste, są bardziej tłuste, choć pięknie lśnią i odżywiają usta. Ogromna zaleta to naturalne składniki: olej jojoba, rycynowy oraz wosk Candelilla. Jedyne czego mi brakuje to aromat, ale to da się załatwić małymi ilościami olejków eterycznych, drobną zmianą składu czy specjalnymi aromatami. Zrobiłam dwa odcienie: mocniejszy i słabszy. Dodatkowo wyszło mi 3/4 słoiczka 10 ml. Z pewnością nie będą to moje ostatnie próby ;)
I powiem Wam, że WARTO spróbować tego wszystkiego. Pigmenty nie są drogie, kosztują 5-6 zł za 5 ml (cały słoiczek jaki widzicie na zdjęciu) + opakowania za 1 zł z groszami. Polecam każdemu kto chce spróbować czegoś nowego, lubi zabawę kolorami i nudzą go już drogeryjne nabytki :) Nie mówiąc o tym, ze to sama natura.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































