niedziela, 18 października 2009

Czas chorobowy

Jak tam drogi Świecie? Czy u Was także nadszedł sezon chorobowy? Trwa on już właściwie od jakiegoś czasu, ale mnie dopadł dopiero teraz. Dzięki Bogu ograniczyła się do kataru, lekkiego bólu gardła (już wyleczonego) i lekkich stanów podgorączkowych. Wszystko to zwalczę weekendowo i będzie ok.
Mając jednak w pełni wolna sobotę (wolną od spotkań z kimkolwiek) mogłam zająć się czymś co miałam zrobić już jakiś czas temu. Moja nauczycielka od jęz. polskiego ze szkoły podstawowej poprosiła mnie (przez moją mamę), żebym zrobiła dla jej córki szydełkowe motyle. Takie, żeby móc je przyczepić na firankę. Żółte z elementami niebieskiego. Znalazłam ciekawy wzór, potem odpowiedni tutorial na YT(tu część 1) i... teraz trzaskam motyle jeden za drugim.
Duma moja nie zna końca. Są urocze i słodkie. Zadowolona jestem z tego jak zrobiłam ich "korpusiki". Jutro powędrują do swojej nowej właścicielki, chociaż ja już miałabym pomysł jak zrobić z nich wiszącą ozdobę. Może kiedyś coś takiego zrobię (nie wiem po co, nie wiem dla kogo, ale kto wie...).
Poza tym życie toczy się powoli. W najbliższych planach - warsztaty witrażowe w Miejskim Ośrodku Kultury za tydzień. Już nie mogę się doczekać :) Poza tym muszę zrobić jakaś listę prezentów świątecznych. Wiem, że do świąt jeszcze "kupa czasu", ale postanowiłam zrobić ręcznie przynajmniej większość prezentów. Stąd muszę już opracować listę i zabierać powoli do roboty. Dodatkowo z rzeczy przyjemnych muszę pochwalić się moim nowym prezentem. Mama wiedząc, że lubię pić z dużych kubków kupiła mi przeuroczy, prześliczny kubek-filiżanek jumbo.
I tym oto, optymistycznym akcentem, życzę miłego nadchodzącego tygodnia.

wtorek, 13 października 2009

Zimno na zewnątrz...

... ale w mieszkaniach cieplutko i milutko. Sweter, coś dobrego i coś żeby zająć rączki.
Zawsze marzyły mi się własne metki (tak jak wielu osobom, które coś robią i chciałyby jakoś się "promować"). Przypadkiem, jak zwykle zresztą, znalazłam genialny tutorial - który znaleźć możecie tutaj. Wczoraj kupiłam bawełniane wstążki, dzisiaj papier transferowy i gdy tylko znalazłam się w domu zabrałam się do pracy.
Pierwsze efekty były całkiem niezłe, pomimo brudnego żelazka. Nadruk wygląda trochę na przyciemniony, pewnie za długo grzałam, jednak kolejne wychodziły coraz bardziej transparetnie.
Efekt jednak najbardziej zachwycił mnie na białej tasiemce. Wygląda ślicznie!
Tutaj małe ujęcie ze zbliżeniem. W miejscu gdzie był papier, tasiemka jest lekko sztywniejsza i lśniąca, ale wygląda to bardzo sympatycznie.W celu uczczenia tego jakże wielkiego sukcesu zrobiłam sobie moją aktualnie ulubioną sałatkę owocową. Nigdy nie byłam ich wielką fanką, ale ostatnio nabrałam ochoty na mandarynki (już zbliża się sezon!). Poza tym pewnego dnia doszłam do wniosku, aby dodać pewien "magiczny składnik" - Przyprawę do Kaw i Deserów firmy Kamis. Skład wspaniale pasuje na jesienno-zimowe sałatki owocowe: cynamon, cukier kandyzowany, goździki, kardamon i wanilia. Wszystko w słoiczku z młynkiem. I jak tu nie kochać sałatek owocowych?

poniedziałek, 12 października 2009

Trening czyni mistrza...

... mistrza szydełkowych etui do komórek ;)
Wreszcie udało mi się "opracować" dobry wzór na etui komórkowe. Przewiduje, że wykorzystam je na warsztatach, które prawdopodobnie będę prowadzić w listopadzie (ale o tym opowiem kiedy będę już pewna). Zamówione było do zrobienia już dawno. Po zebraniu się do kupienia włóczek, mając wolny dzień z powodu choroby zasiadłam do roboty.

I oto co powstało. Jestem dumna z każdego elementu - od pasków na sznurku kończąc. Osobiście dodałabym jakiś duży guzik czarny/szary/biały, ale że nie znam osobiście "klientki" zrobiłam dość neutralnie. Kto wie, może nie lubi guzików? Oto dodatkowe zdjęcia - sznurek i etui z komórką.


piątek, 9 października 2009

Szybko, skutecznie i prosto

Te parę zasad, które wymieniłam w tytule musiało mi przyświecać w momencie, kiedy zajrzałam do lodówki wieczorem. Nie licząc rzeczy typu margaryna lub musztarda w lodówce znajdowały się takie rzeczy: twaróg, feta, jogurt Activia truskawkowy, powidła śliwkowe i pół puszki tuńczyka. I co tu robić? Kolację człowiek chce zjeść, ale znowu chleb z powidłami? Jogurt to też za mało jak na mój głód.
Olśniła mnie jednak myśl z cyklu "proste, szybkie i smaczne ze zbiorów matczynych"!
Oto pasta/sałatka/zapchajdziura: tuńczyk z twarogiem i pietruszką!
Skład: (w tym przypadku) pół puszki tuńczyka w oleju, twaróg (ok. 1/3 opakowania), pietruszka, sól, pieprz.
Wykonanie: Tuńczyka i twaróg wrzucamy do miseczki (talerza głębokiego), widelcem ugniatamy na w miarę spoistą masę (jak kto woli). Dodajemy pietruszkę, sól, pieprz do smaku i gotowe!
RADA! Polecam sposób mojej mamy na pietruszkę i koperek zimą. Kupujemy pietruszki/koperku, myjemy, suszymy, szatkujemy jak lubimy, wrzucamy do pudełka po lodach (inne naczynia też mogą być) i do zamrażalnika.

Krótki, ale pyszny i treściwy wpis ;)

środa, 7 października 2009

Cudo (prawie) jadalne

Dużo czasu minęło, ale pora wreszcie napisać. A napisać w celu czysto egoistycznym - aby się pochwalić!
Udało mi się stworzyć coś sama z czego jestem dumna w stu procentach! Coś co jest piękne, urocze i słodkie. Wygląda "jak żywe". O czym mówię?
O wspaniałych szydełkowych babeczkach!Nie wiem co mogę o nich więcej napisać. Ta na górze jest w formie breloczka - na dole mamy przywieszkę do komórki. Tutaj jednak moje słowa są nie ważne. Po prostu trzeba patrzeć i podziwiać! ;)

sobota, 19 września 2009

Nowości i starości

Kuchnia jest fascynującym miejscem. Szczególnie wtedy kiedy dochodzi do połączenia tradycji z nowoczesnością. Lubię źródło jakim jest Gazeta Wyborcza i jej dodatki (ostatnio wydało 2 częściową "Kuchnię dla oszczędnych" - polecam kupienie jej w jakimś kiosku lub choćby przez internet), ale najlepszą kopalnią nowości kulinarnych są kobiety, szczególnie pracujący w dużych grupach. Właśnie tam dzielą się nowinkami, co która wymyśliła, jak podrasowała stary przepis albo co przekazała jej "koleżanka koleżanki". Stąd mamy takie ciasta jak krówka, cappuccino albo snickers. Jak zrobić sałatkę coleslaw w domu albo kurczaka jak z KFC. Potrawy te zwykle są bombami kalorycznymi, które rozpływają się w ustach. I właśnie tak powstała zapewne sałatka Gyros (zwana również sałatką Kebab).
Po spróbowaniu sałatki tej na urodzinach N. postanowiłam, że odciążę mamę i zrobię ją na obiad w naszym domu. N. podała mi przepis na gadu-gadu, więc posiadając wiedzę teoretyczną na drugi dzień przeszłam do praktyki. Sałatka okazała się być prosta, ale swoim smakiem podbiła serca całej rodziny. Mam nadzieję, że N. mnie nie zabije i oto podaję przepis (może kiedyś ktoś to przeczyta i spróbuje):

SAŁATKA GYROS
Składniki:
- 1 filet z piersi kurczaka (dla tych którzy mają z tym problem jak ja - są te takie 2 połówki połączone)
- 2 średnie pomidory
- 1 ogórek szklarniowy

- ok. 1/3 słoika ogórków konserwowych (dalej zostanie to sprecyzowane)
- 2 średnie cebule czerwone (lub 1 duża zwykła cebula lub 2 średnie zwykłe cebule)
- niewielka kapuste pekińska
- puszka kukurydzy
- keczup, majonez
- Vegeta, przyprawa Kebab lub Gyros (polecam Appetina)

Przygotowanie:

Filet kroimy w nie za dużą kostkę, przyprawiamy dokładnie "gyrosem". Smażymy i zostawiamy na na patelni, aby sobie spokojnie stygł. Kroimy pomidory, ogórka szklarniowego, cebulę w kosteczkę (N. p
odała, że ona zwykłą cebulę najpierw sparzyła. Ja mojej czerwonej nie parzyłam i było OK). Kroimy ogórka konserwowego tyle, aby objętościowo było go tyle ile szklarniowego. Szatkujemy kapustę pekińską oraz odkładamy lekko przyprawioną Vegetą. We właściwiej misce układamy warstwami: kurczak, cebula, warstwa keczupu (aby przykryła wszystko), ogórek konserwowy, kukurydza, pomidor, ogórek szklarniowy, warstwa majonezu (ja zużyłam 3/4 słoika 425 ml) i kapusta pekińska. Wstawiamy do lodówki, niech przegryzie się 2 godziny i GOTOWE!
Ja za to szykuje się na powrót M. do miasta po 3 miesiącach. Już nie mogę się doczekać :) Poza tym szydełkuje, robię gwiazdki (o tym innego dnia) i rozkoszuje się ostatnimi dniami wakacji. Monti zaś dostał szaliczek i spędza dni na spaniu ;)

Do następnego!